Felieton: Wielka Kariera Heńka Trąbki #2

 2.      Na naukę nigdy nie jest za późno

Garnek był gorący, jakby wyjęty prosto z piekła. W garnku zupa. Niesmaczna, gęsta, brzydka. Takiej zupy nie jadają ludzie eleganccy. Ludzie eleganccy jadają z fikuśnych półmisków zupę-krem z dyni z domieszką świeżego imbiru, z kandyzowaną gruszką, melonem, czy bóg wie jakimi jeszcze dziwactwami.

Mijał tydzień odkąd Heniek pogrążył się w czarnej rozpaczy i trwał w niej nieprzerwanie. Nie było z niej wprost wyjścia. Jakby wszystkie drzwi do lepszego świata zniknęły, zostały zamknięte na głucho i nie było na to żadnej rady. Tak, Heniek jest emocjonalny. Bywają ludzie, którzy zapomniawszy na scenie tekstu piosenki z podniesionym czołem brną dalej i są z siebie zadowoleni długie tygodnie po występie, ponieważ wybrnęli i nie było źle. Bywają i tacy, którzy z playbacku odtwarzają setki koncertów gnąc się na scenie i ruszając ustami, a kiedy nagranie z ich prawdziwym głosem przypominającym do złudzenia żabi skrzek, pojawi się w Internecie wciąż są zachwyceni rozwojem własnej kariery i z podniesionym czołem powtarzają „Dobrze, czy źle, ważne, żeby mówili!”. Są jednak jednostki skonstruowane zgoła inaczej. Taki, kiedy potknie się na ulicy o wystający kamień, przez miesiąc wstydzi się wyjść z domu, święcie przekonany, że jest pośmiewiskiem całego miasta. Heniek niestety należał do tej właśnie grupy. Teraz więc, tydzień po nieudanym występie ulicznym, zjadał resztki ze swojej lodówki, ponieważ od miesiąca nie wyściubił nosa za drzwi swojego mieszkania. Z resztek tych udało się ugotować gęstą zupę typu rozgotowana ziemniaczanka.

Zjadając łyżkę po łyżce nieestetycznego paskudztwa miał przykrą świadomość, że trzeba będzie wyjść z domu. Alternatywą była śmierć głodowa. Możnaby zadzwonić do mamy, zawsze chętnej do pomocy. Zadawała ona jednak zbyt wiele pytań i na wszystko miała jedną odpowiedź „Weź się w garść”. Doprawdy, nie miał na to ochoty.

Są telefony, które zmieniają ludzkie życie. Są i takie, które to życie zatruwają. Te ostatnie – od niezliczonych firm oferujących produkty w niezwykle atrakcyjnych cenach odpowiadający zresztą jakości produktów. W życiu Heńka wszystko tak się dziwnie splata, że telefon, który miał odmienić jego życie był jednocześnie akwizycją.

Dzwoniła kobieta, była chyba nowa w zawodzie, ewidentnie czytała cały tekst z kartki i wciąż powtarzała „prawda, że to wspaniała oferta?”. Heniek zaś był w nastroju apatycznym, nie miał siły na bycie królem asertywności więc ze zniechęceniem przytakiwał. Wreszcie dotarło do niego, na jaki temat toczy się rozmowa.

– Słucham?! – wrzasnął do słuchawki.

– Halo, halo – odpowiedział po drugiej stronie głoś odrobinę przestraszony. – Pan mnie słyszy?

– Słyszę, ale nie rozumiem. O czym pani do mnie mówi?

A mówiła o szkole. O tym, jak ważna jest edukacja w życiu każdego człowieka. O tym, że system edukacji publicznej jest w naszym kraju na kiepskim poziomie, że nie rozwija odpowiednio, nie uczy kreatywności i zabija artyzm. Tymczasem szkoła, którą ona ma przyjemność mu zaproponować jest wyjątkowa pod każdym względem. Przede wszystkim – docenia w dziecku człowieka, docenia jego indywidualność. Można więc dziecko zapisać śmiało na jeden z czterech aktualnie prowadzonych przez szkołę kursów: specjalista od finansów w sektorze bankowym, krytyk literatury współczesnej zaangażowanej społecznie, muzyk jazzowy ze specjalizacją: instrumenty dęte oraz medycyna naturalna i jej zastosowanie w publicznej służbie zdrowia. Wspaniała oferta, prawda.

Heniek przyznał jej racje bez wahania. Kichał na finansistę i medycynę naturalną, ale i tak czuł, że los jest dla niego zbyt dobry. Więc kiedy padło pytanie: „Pan jest zainteresowany, prawda? Przyzna pan, że pańskie dzieci na tym skorzystają, że ich przyszłość będzie jasna z nasza szkołą.” najpierw miał zapytać o jakie, do cholery, dzieci chodzi, ale ugryzł się w język. Oczywiście, ze jest zainteresowany. Nawet bardzo. Więcej nawet, jest zdecydowany. Chce dokonać wpisu do szkoły już, natychmiast, bo jeszcze mu ktoś sprzątnie miejsce sprzed nosa.

– Naprawdę? – ucieszyła się telemarketerka gdzieś po drugiej stronie przewodu telefonicznego. Był to jej trzeci dzień w pracy i dotąd wszyscy rzucali słuchawkami na wieść o jej ofercie – To znaczy…, to świetna decyzja. Ile pan ma dzieci?

– Żadnego – oparł Heniek zgodnie z prawdą.

– Wobec tego, przepraszam, że pytam, kogo pan chce zapisać do naszej szkoły?

– Heńka Trąbkę szanowna pani, a kogoż by innego? Notuje pani? Klasa pierwsza. Profil: muzyk jazzowy ze specjalizacją: instrumenty dęte.

Ciąg dalszy nastąpi, ponieważ na szkołę nigdy nie jest zbyt późno.

dla wszystkich, którzy przegapili odcinek pierwszy i nie wiedzą, dlaczego Heniek był załamany: Heniek wyrusza na podbój świata