Felieton: Felieton przeintelektualizowany

Co i rusz da się słyszeć opinię jakoby muzyka jazzowa była muzyką intelektualną. Ba! Często wprost formułuje się zarzut, że jazz jest formą przeintelektualizowaną. Co to tak naprawdę oznacza? Jeśli odbiór jazzu miałby być czynnością umysłową (a na tym jak mniemam miałby się zasadzać jego intelektualizm) to na czym ona miałaby polegać. Spróbujmy rozważyć tą zawiłą kwestię.

Przyjmijmy najpierw proste założenie, że muzyka to sztuka organizacji dźwięków polegająca na tworzeniu struktur rytmicznych, melodycznych i harmonicznych.

W takim przypadku proces intelektualny we właściwym tego słowa znaczeniu mógłby oznaczać konieczność szeregowania różnych struktur dźwięków, nadążanie za progresją utworu, zapamiętywanie i rozpoznawanie powtarzalnych motywów, czy w przypadku wielogłosowości obserwację różnych linii melodycznych.

To wszystko czynności umysłowe. Ale co należy podkreślić – absolutnie nieprzekładalne na język słów, a więc w wielkiej mierze ograniczone jeśli chodzi o myśl (bo myśli się przy pomocy słów). Byłby więc jazz swojego rodzaju paradoksem. Mimo, że pomyślany jako pożywka dla umysłu, nie przedstawiałby w rzeczywistości żadnej konkretnej myśli. Angażując cały ludzki aparat poznawczy, w istocie wysyłałby całkowicie pusty w środku komunikat, nagą strukturę, powierzchowne jedynie wrażenie estetyczne!

Na tym ma polegać intelektualizm jazzu?!

Zmartwiłem się wielce.

I pomyślałem dalej:

Istotą komunikatu muzycznego, podobnie jak słownego, nie może być jedynie analiza samej struktury. Nadawany sygnał żeby miał sens musi posiadać jakieś ZNACZENIE. W przypadku słowa sprawa jest prosta. Znaczeniem jest przeważnie informacja.

A czy komunikat muzyczny ma jakieś znaczenie?

Wszyscy wiemy, że nie istnieją takie słowa, które oddałyby pełnię barw i bogactwa muzyki. Słowa niejako kapitulują przed dźwiękami.

I to jest to.

Znaczeniem komunikatów dźwiękowych jest przekazywanie takich treści psychicznych i emocjonalnych, dla których nie powstał nigdy żaden język słów. Jazz sprawia, że da się wyrazić to co do tej pory niewyrażalne, a często wydobyte z głębokich czeluści duszy ludzkiej. To nienazwane emocje, pół-uczucia, ćwierć-lęki, które nie mają imion. Ciemne rejony osobowości, na których żaden inny człowiek nie zostawił światła swojego spojrzenia!

Struktura dźwięków nie jest więc pusta. Jest pełna myśli, choć nie są to typowe dla wyrażeń słownych – myśli-wyniki-rozumowania.

To raczej myśli-uczucia.

Nie da się o nich opowiedzieć. Można za to posłuchać.

Na przykład Vijay Iyer (patrz video). To emocje, przy próbie nazwania których łamią się wszystkie słowa. Jakby były zbyt grube i niezdarne żeby się wcisnąć w odpowiednią szczelinę.