Jego pseudonim znajdziecie w tracklistach płyt Otsochodzi, Kukona czy Rosalie.. Kilka lat temu dał się poznać szerszej publiczności jako beatmaker na wydawnictwach wytwórni Flirtini. Dziś Suwal coraz śmielej dzieli się materiałem, przy pracy nad którym nie tylko zasiada w producenckim fotelu, ale również łapie za mikrofon. Efekt? Kolejny rozdział w muzycznej drodze, przepełniony autorefleksją i sentymentalnym powrotem do czasów młodości, które najbardziej kształtowały charakter artysty.
Produkowałeś nagrania dla czołówki polskich raperów, ale współpracowałeś też z Brodką czy Margaret. Kiedy pojawił się pomysł na autorskie, śpiewane rzeczy?
Pomysł był od zawsze, brakowało pewności i warsztatu. Teraz w końcu czuję, że mam jedno i drugie. Dodatkowo pisanie tekstów od czasów szkolnych pełniło dla mnie rolę podsumowań pewnych etapów lub wydarzeń – aktualnie zbieram to i staram się ułożyć z tego spójną historię.
Co najbardziej cenisz sobie w pracy solo, a czego Ci brakuje, kiedy nie ma współautorów obok?
Błogosławieństwem i przekleństwem pracy solo jest to, że to ja mam ostateczny głos w każdym aspekcie. To daje mi dużą swobodę i satysfakcję, ale też potrafi zrobić w głowie niezły mętlik. Wydaje mi się, że nie brakuje mi współpracy przy moich numerach – do większości produkcji solowych i tak zapraszam muzyków. W Feniksie można usłyszeć instrumenty dęte Buslava i gitarę Dobbiego.
Gdzie zabierze nas numer Feniks i co nas czeka w najbliższej przyszłości?
Feniks zabiera słuchacza na Katowickie osiedla wczesnych lat dwutysięcznych. Ten numer to refleksja na temat zasad i sposobów na życie wyniesionych z tamtych czasów i miejsc. Ich niespójnościach, błędach, dumie i przewrotnej gotowości by wskoczyć w ten ogień raz jeszcze. Kolejne zaplanowane wydawnictwa to ciąg dalszy opowiadania własnej historii, na której różne etapu życiowe prowadziły do zmian miast i mindsetu.
„Feniks” alt-popowy numer z soulowym charakterem, inspirowany surową, stadionową energią przemysłowego miasta. „Feniks” opowiada o dumie, upartości i błędach powtarzanych z pokolenia na pokolenie – z ironicznym, nonszalanckim uśmiechem skierowanym do tradycji, które jednocześnie budują i ograniczają.
Metafora „Feniksa” staje się tu symbolem powrotu, odradzania się po upadku i przewrotnej gotowości, by znów wejść w ten sam ogień. Pełen napięcia wokal, organiczne brzmienie i emocjonalny songwriting prowadzą utwór ku podniosłemu refrenowi, w którym osobista historia nabiera uniwersalnego wymiaru.

