Najnowszy album Kari Sál zatytułowany „Łemkowskie Echa”, nie jest próbą odtworzenia muzyki z przeszłości. To spotkanie tradycji z teraźniejszością – łemkowskich melodii z jazzem, improwizacją, elektroniką, klasyką i indie popem. Pieśni, które przez dziesięciolecia niosły historie miłości, dzieciństwa, przesiedlenia i tęsknoty, spotykają się tutaj z językiem współczesnego jazzu. O szczegółach powstawania tego albumu autorka opowiedziała nam w poniższej rozmowie.
Co było głównym zaczynem/impulsem do stworzenia „Łemkowskich Ech”?
Impulsem do stworzenia „Łemkowskich Ech” była chyba głęboka potrzeba odnalezienia i poznania swojej tożsamości – niby śpiewałam te utwory całe swoje życie, ale kiedy dotarło do mnie w dorosłym życiu, że miejsce, w którym mieszkam już nawet nie pamięta tych melodii, postanowiłam że to zmienię. Bo czemu by historii nie zapisać na nowo całkiem nowym muzycznym językiem?
I za tym też poszła chęć zaśpiewania ich w bardziej współczesnych aranżacjach?
Tak, za tym poszła decyzja, by wpisać te melodie w zupełnie współczesne brzmienie, łącząc jazzowe aranżacje z Indie popem i oczywiście łemkowskim elementem – białym śpiewem. Na album powstały również zupełnie nowe, napisane przeze mnie utwory, do których inspiracji szukałam w historii moich przodków i zapisach Oskara Kolberga.
No właśnie – zestawienie Twoich autorskich kompozycji z tymi tradycyjnymi pieśniami jest dość nietypowe. Traktujesz te nowe kompozycje jako przedłużenie tych tradycyjnych, czy raczej jako ich uzupełnienie?
Raczej jako ich uzupełnienie, ponieważ mimo wszystko słyszalne jest to, że stylistycznie są odrobinę inne, natomiast mam nadzieję, że w obrazie całego albumu są mimo wszystko spójne. Myślę że wynika to też z tego, że miałam potrzebę opowiedzenia niektórych historii kompletnie po swojemu, bo jakby nie patrzeć – one też mnie dotyczą
Czym jest dla Ciebie dom w kontekście tej płyty?
Dom to nie zawsze miejsce, a ludzie, za którymi tęsknimy i chyba w kontekście tej płyty to zdanie opisuje to najlepiej.
Pytam także dlatego, że utwór ostatni-bonusowy także nosi ten tytuł.
Utwór „Dom” to jeden z najbardziej osobistych dla mnie, ponieważ inspirowałam się historią mojej babci, która musiała wyjechać z Bieszczad. Straciła dom i właśnie to ją spotkała ta ogromna tęsknota i też myślę, że ten utwór jest takim moim powrotem do tego domu, który próbowałam odtworzyć przez pół życia.
A czym kierowałaś się przy doborze akurat tego składu instrumentalistów na tej płycie?
To muzycy, z którymi współpracuje już dłuższy czas, więc dobór był dla mnie właściwie bardzo oczywisty. Chciałam zachować brzmienie zespołu, które ukształtowało się na poprzedniej płycie „Butterfly”. Stąd decyzja, by nagrać album znowu z bardzo współcześnie brzmiącą gitarą. Jakub Mizeracki to moim zdaniem jeden z najlepszych w Polsce gitarzystów. Jest bardzo wszechstronny. Adam Bałdych, mój mąż, odegrał tutaj też bardzo ważną rolę, ponieważ skrzypce w muzyce łemkowskiej właściwie wiodły prym, jak w większości muzyki ludowej, ale tutaj też udało się uchwycić bardzo wyraźnie ten kontrast między teraźniejszością, a przeszłością. Adam razem z głosem realizuje w wielu miejscach melodię brzmiące bardzo korzennie, a po chwili nadaje im zupełnie inny kontekst i język wykonawczy. Jest też moment, gdzie zostaje na płycie tylko ze skrzypcami Adama – to utwór „Czom Ty ne Pryjszol” i tutaj skrzypce odgrywają taką samą rolę jak w muzyce łemkowskiej – są w pełni akompaniujące, a zarazem improwizujące. Natomiast gdyby nie tekst i melodia, można by pomyśleć, że jest to zupełnie współcześnie napisany utwór. Pianista Mateusz Kaszuba też był wyborem nieprzypadkowym – jest to wspaniały jazzowy pianista, który realizując rozbudowane harmonię, wchodząc w dialog z wokalem i dokładając stylowe improwizacje, nadał tej płycie właśnie jazzowego charakteru. Oczywiście Dawid Fortuna na bębnach, czy Roman Chraniuk to też muzycy, z którymi nagrałam już poprzedni album. Świetnie rozumieją moją koncepcję muzyki i wtedy, kiedy trzeba było zachować surowość, nie narzucali się ze swoimi wspaniałymi, oczywiście jazzowymi charakterami. A wtedy, kiedy trzeba było odlecieć, to też zrobili to w jak najlepszym wydaniu. Wiedziałam z kim nagrywam ten album i po co.
Aranże tych utworów wyszły od Ciebie, czy pracowaliście nad nimi wspólnie?
Większość aranżacji wyszło ode mnie, bo tak naprawdę wiedziałam, co chciałam osiągnąć. Ale są też na płycie takie utwory jak np. „Tecze woda” lub „Smereko”, gdzie Adam odegrał rolę głównego producenta i dorzucił swoje 3 grosze. Oczywiście że pracowaliśmy też podczas prób zespołowo i testowaliśmy, co działa, a co nie, ale i ta muzyka dzięki temu ewoluowała od momentu swojej koncertowej premiery. Myślę że ważne było to, że przed nagraniem płyty mieliśmy możliwość zagrać ten materiał przed publicznością i zobaczyć, co zadziałało na publiczność.
Coś się zmieniło w zawartości tego programu po premierze koncertowej?
Tak, na płycie nagraliśmy również utwór „A wczora z wieczora”, „Oj Ty poichaw” i alternatywną wersję utworu „Dom”, która jest chyba dla mnie piękniejsza, niż ta pierwotna, a która powstała jako spontaniczny pomysł w studio z potrzeby znowu opowiedzenia tego w trochę mniej oczywisty sposób. Wszystkie utwory tak naprawdę przeszły jakieś przeobrażenie.
Rozumiem, że wszystkie utwory tradycyjne, które znalazły się na płycie, były Ci wcześniej znane?
Nie. nie wszystkie są takie, których melodię zaczerpnęłam z zapisów Oskara Kolberga, choć łatwo nie było, bo mnóstwo tam pięknych melodii. Ale to akurat utwory „Ach żałuję, żałuję” i „Oj Ty poichaw” zostały nagrane jako nowość po premierze koncertowej.
Największe wrażenie zrobiła ma mnie „Potargana”, a więc Twój utwór autorski. Zdaje się łączyć niejako dwa światy – także muzycznie
Dziękuję – bardzo mi miło to słyszeć. To jest utwór, który chyba najbardziej oddaje moje bieszczadzkie pochodzenie, siłę, a zarazem kruchość kobiet, o których właściwie śpiewam przez cały album. To piosenka, którą napisałam, akompaniując sobie na gitarze, więc to, co jest w niej najbardziej łemkowskiego, to chyba charakter kobiety oddany w tekście, a reszta to mieszanka tego, co dla mnie na ten moment też bardzo ważne i na co stawiam w swojej muzyce – połączenie może nawet takiego trochę blue grassu z jazzem i Indie popem. Ale super, że właśnie ten utwór wyłoniłeś! To zresztą mój kolejny singiel.
Wspomniałaś o koncertach. Będziecie grali kolejne w pełnym składzie z płyty?
Tak, oczywiście – mam nadzieję, że płyta to dopiero początek. Na razie zapowiada się 2027 rok: premiera w warszawskim MOXO 21 lutego – zapraszam, już można kupić bilety. 15 maja zagramy również w Piasecznie na Nocy Muzeów. W planach jest też luty w Żelazowej Woli i Festiwal w Horyńcu jesienią. A dalej to pewnie czas pokaże.

