Gdyby ktoś mnie zapytał, które polskie tria są najbliżej moich gustów to w pierwszej trójce zdecydowanie znajduje się Confusion Project. Ich album „Last” z 2021 roku jest ciągle nie tylko aktualny co bardzo ważny! W lipcu tego roku zespól powrócił z kolejnym albumem „Identity” i tu zaczyna się niezła historia.
Kompozycje Michała Ciesielskiego skupione są tym razem na muzycznej tożsamości narodowej. Chwycił bowiem po jakże trudny (dla mnie) motyw mazurków. Odrobinę się wystraszyłem, gdyż wartościowa wszak muzyka ludowa nie jest moim ulubionym gatunkiem do słuchania.
Przesłuchałem album ze dwa razy i stwierdziłem, że muszę się do niego bardziej dostroić by przeżyć go mocniej. Idealnym pomysłem był koncert jaki zaplanowany został w Zajezdni Kultury w Pleszewie. I to była jedna z najlepszych decyzji jaką podjąłem. Mogę spokojnie powiedzieć że premierę tego albumu przeżyłem właśnie tam.
Michał Ciesielski przy fortepianie, Piotr Gierszewski na basie i Adam Golicki za perkusją działają od 13 lat i śmiało można powiedzieć, że są w jazzie jednym z naszych największych skarbów eksportowych o czym świadczy także fakt, że najnowszy album wydany został przez nowojorską wytwórnię Dot Time Records.
Pięć z ośmiu utworów to kolejno ponumerowane Mazurki łączące wszystko to co zarówno zaplanowane jak i satysfakcjonująco spójne z dotychczasowymi dokonaniami zespołu. „Mazurek 3” powstał jako pierwszy z tej serii w czasie gdy lider mieszkał parę lat w Chinach wpadłszy na pomysł zaprezentowania naszej kultury i połączenia jej z jazzem. Niezwykłe, że padło właśnie na mazurki.
Skoczną, dość frywolną i skrajnie rzadko używaną dzisiaj formę. Na największe brawa zasługuje fakt, że nie są to reinterpretowane motywy, a zupełnie nowe kompozycje! Rok 2026, a Michał Ciesielski komponuje tak odległą muzykę. Co z tego wyszło? Nie trudno się domyślać, że rewelacyjny projekt! Jest ludowo, to od początku trzeba powiedzieć. Jest to natomiast tak sprytnie i prawidłowo połączone z teraźniejszością, że aż ciarki mnie przechodziły, że tak się da.
Rozbudowane melodie płynące falami fortepianu są pięknie jasne i harmonicznie przyjemne wśród których wzburza się gęsty, mięsisty bas, a perkusja jak to w Confusion Project bywa ma często swoje rockowe zacięcie. Nie przestaje mnie zadziwiać, że nie skupiam się na każdym z nich osobno, bo tworzą jedność. Chociaż autorem utworów jest Michał to absolutnie nie góruje nad resztą. To jest trio i słychać, że dzielą ten świat po równo.
Album na żywo brzmi oczywiście jeszcze lepiej niż z odtwarzacza, ale to czysta oczywistość. Emocje, stan „tu i teraz”, odczuwanie przestrzeni, którą wypełnia „Identity” w całej swej okazałości. To co mnie zelektryzowało to nie tylko wzorcowe wręcz zgranie instrumentów, ale przede wszystkim przyjemność jaką zespół czerpie ze swojej muzyki. Widać i czuć, że bawią się równie dobrze co publiczność i jest to tak miękkie w odbiorze, że nawet gdy perkusja przygrzeje mocniej, a bas zaczyna progresywną solówkę to ciagle jest to spójne z całością. Zaskoczyło mnie, że żaden z muzyków nie miał nut, spisu, ani żadnej innej kartki chociażby na wszelki wypadek.
Materiał z nowego albumu zagrali od początku do końca zgodnie z hierarchią zawartą na płycie, a wracając teraz do słuchania „Identity” słyszę smaczki, których wcześniej jeszcze nie znalazłem. Warto jednocześnie zaznaczyć i zaprosić na koncerty promujące to wydawnictwo, bo oczywiście usłyszeć można dłuższe solówki, bardziej szerokie zakończenia no i rzecz jasna klimat, który jest jeszcze bardziej dosadny.
Kończący album, najdłuższy utwór „Now what?” jest z kolei moim faworytem tego projektu. Lekko mroczny, ale przyjemnie rozwijający się ma w sobie kwintesencję zarówno mazurkowego zamysłu, kulminację gry każdego z trojga muzyków jak i dla mnie jest jedną z najlepszych ich kompozycji w dorobku, którą dołączam sobie do spisu moich ulubionych.
Confusion Project rosną w siłę i nie robią tego dla zdobycia kolejnych triumfów. Oni po prostu tacy są. Autentycznie utalentowani. Pełni pasji. Czuć, że daje im to pełnię satysfakcji jak i zabawy bo rozumieją się poprzez muzykę. Natomiast Michał Ciesielski jest tak zdolnym kompozytorem i wirtuozem, że nic tylko klaskać na stojąco co oczywiście wieńczy koncerty. W domu też można klaskać. Zachęcam. Oni to poczują bo są zsynchronizowani ze swoim dorobkiem.

