Pianista Władysław ‘Adzik’ Sendecki i perkusista Jürgen Spiegel, kontynuują wspólną podróż, a właściwie dialog muzyczny na trzeciej już wspólnej płycie zatytułowanej „Simple Game”. Zgodnie z tytułem nie ma on wielkich założeń, a jest kolejnym zapisem spotkania dwóch świetnych muzyków, którzy za pomocą swoich instrumentów rozmawiają, dzielą się i przeżywają. O szczegółach w poniższej rozmowie opowiedział nam Adzik Sendecki.


„Simple Game” to kontynuacja poprzednich płyt „Solace” i „Two in Mirror”?

Nie do końca. To nie jest zupełnie nowy materiał, bo dwa czy trzy utwory graliśmy już wcześniej na koncertach, ale większość powstała teraz. Ten projekt opiera się zresztą na bardzo otwartej formule. Nie jest wyrachowanym, z góry zaplanowanym konceptem. Po prostu spotykamy się we dwóch i gramy. Co zagramy, zależy od chwili, nastroju i tego, co między nami powstaje. Ważna jest dla nas sama idea współpracy. Nie ćwiczymy godzinami, nie próbujemy dopasować się do jednej stylistyki. Jürgen gra tak, jak gra, ja gram tak, jak gram – spotykamy się gdzieś pośrodku. Z tego może powstać muzyka popowa, improwizowana, albo coś zupełnie innego. Najważniejsze jest wspólne tworzenie czegoś, co ma dla nas sens i może coś dać słuchaczom. Nie interesuje mnie przynależność do jednej stylistyki. Zawsze broniłem się przed tym, żeby stać się jej niewolnikiem. Muzyka ma przede wszystkim dawać ludziom odprężenie, pozwalać im na chwilę się zatrzymać, przeżyć coś razem z nami.

Od poprzedniej płyty minęły cztery lata. Skąd ta przerwa?

Każdy z nas ma swoje zajęcia. Ja przez dwa lata pracowałem nad muzyką do filmu. Mam też koncerty solowe i inne projekty. To nie jest zespół funkcjonujący według klasycznego modelu. Bardziej interesuje nas spotkanie dwóch muzyków i to, co z niego wynika. Nie zależy mi na tym, żeby wszystko było podporządkowane jednemu gatunkowi. To zresztą nie jest dla mnie typowy jazz. Jürgen nie jest jazzowym perkusistą. Oczywiście są improwizowane tematy, ale muzyka może pójść w dowolną stronę.

Na płycie pojawiają się trzy utwory innych autorów: „Return to Me”, „Come Together” i „Everything Must Change”. Co zdecydowało o ich wyborze?

Przede wszystkim ich wymowa. „Come Together” mówi o wspólnym budowaniu świata, byciu razem, dzieleniu się pozytywnymi i trudnymi emocjami. „Everything Must Change” przypomina, że wszystko się zmienia i przemija, ale warto zauważać rzeczy, które są wokół nas — choćby kroplę deszczu, czy promień słońca. Jest w tym również zachęta do refleksji nad tym, co robimy jako ludzie. Natomiast „Return to Me” ma bardziej osobisty charakter. Odczytuję ten utwór jako wezwanie, żeby wrócić do siebie, do własnego wnętrza, zdrowego rozsądku, empatii i człowieczeństwa. Mam wrażenie, że bardzo łatwo dzisiaj o tym wszystkim zapominamy. I stąd również wziął się tytuł „Simple Game”. To właściwie komentarz do świata, w którym najważniejsze stają się pieniądze i władza. A przecież człowiek jest wtedy sprowadzany niemal wyłącznie do roli konsumenta. Ta płyta jest próbą spojrzenia na rzeczywistość bez tych wszystkich zewnętrznych wpływów. Bez kalkulowania, czy trzeba nagrać hit, czy podporządkować się rynkowi. Po prostu chcemy wyjść do ludzi z otwartym sercem.

Autentyczność pozostaje zatem kluczowa

Bardzo ważne było dla mnie spotkanie z muzyką, która nie była wykalkulowana. Pamiętam sytuację z Azerbejdżanu. Jechałem autobusem i usłyszałem muzykę graną przez bardzo starego człowieka. Improwizował na flecie, a ludzie wokół niego po prostu się cieszyli. To było niezwykle autentyczne. Podobne doświadczenie miałem później, kiedy pracowałem nad projektem „Dusza Świata”. Dostałem nagrania polskiej muzyki ludowej wykonane bardzo prostymi środkami. Było w nich coś, czego nie da się wyprodukować, ani zaplanować — prawdziwość. Zrozumiałem wtedy, jak wielką siłę ma autentyczność. I to wpłynęło również na moje podejście do jazzu. Nie chodzi o to, żeby grać ‘czarny jazz’, bo tak nakazuje stylistyka. Można czerpać z różnych tradycji, ale trzeba znaleźć w nich własny język. Przez lata grałem bardzo różną muzykę — od popu przez free jazz po heavy metal. Nagrywałem z wieloma znakomitymi muzykami. Z czasem jednak coraz bardziej interesowało mnie nie to, jak perfekcyjnie wykonać określony gatunek, ale jak nadać muzyce własny sznyt. Jeżeli coś zaczyna mnie nudzić albo czuję, że staję się niewolnikiem jakiejś stylistyki, czy mechanizmu biznesowego, odchodzę. Dlatego trudno mnie przypisać do jednego świata muzycznego.

Zastanawia mnie utwór „Friendly Garden”, który mimo dość pogodnego tytułu jest wręcz smutny.

Nie nazwałbym tego smutkiem. Ten utwór powstał, kiedy nagrywałem w Anglii muzykę do filmu. W przerwie wyszedłem do ogrodu należącego do studia i kompozytora. Był piękny, pełen niezwykłych roślin. Siedziałem, świeciło słońce i po prostu poczułem spokój.Ta muzyka wynika właśnie z tego doświadczenia. Jest w niej melancholia, ale przede wszystkim odpoczynek i refleksja. Lubię obserwować, kontemplować i myśleć. Coraz mniej interesuje mnie muzyka oparta wyłącznie na kinetycznej energii. Bardziej fascynuje mnie energia, która może pojawić się w ciszy.

Planujecie koncerty z tym materiałem?

Tak. Pojawiają się kolejne zaproszenia. Pierwsze koncerty będą jesienią, więcej powinno pojawić się w styczniu, lutym i marcu. Na ten moment mamy już kilkadziesiąt zapytań. Nie chcemy jednak grać bez przerwy. Mam za sobą projekty, z którymi wykonywałem po kilkadziesiąt koncertów. Były dobre pieniądze i ogólny sukces, ale zauważyłem, że jeśli będę funkcjonował w ten sposób dalej, to po prostu się wypalę. Dlatego dzisiaj koncertów gram mniej i bardziej świadomie wybieram, w czym uczestniczę. Poza tym nie interesuje mnie rywalizacja, liczba oklasków, czy porównywanie się z innymi muzykami. Wiele nauczyły mnie spotkania z wybitnymi artystami. Pamiętam choćby Michaela Breckera, który podczas koncertu potrafił powiedzieć, że danego dnia nie chce zagrać konkretnego utworu. Następnego wieczoru zagrał go zupełnie inaczej i wszystkich zachwycił. To była dla mnie lekcja uczciwości wobec siebie i własnej muzyki. Właśnie tego szukam również dzisiaj. Nie wiem, co wydarzy się jutro i jaka będzie moja kolejna fascynacja. Chcę po prostu czuć muzykę, być w niej prawdziwy i tworzyć coś, co może naprawdę poruszyć innych ludzi.