Na ścianie przy ulicy Mogilskiej w Krakowie pojawiła się twarz, której trudno nie rozpoznać. Charakterystyczny wąs, przymknięte oczy, mikrofon i gest człowieka całkowicie pochłoniętego muzyką. Andrzej Zaucha znów jest obecny w mieście, z którym był związany niemal przez całe życie. Tym razem w postaci monumentalnego muralu.
Wielkoformatowy portret powstał przy ul. Mogilskiej 43b. Jego autorem jest Piotr „TUSE” Jaworski, artysta kojarzony z realistycznymi muralami i wielkoformatowymi portretami. Zauchę przedstawił nie jako pomnikową postać z historii polskiej piosenki, ale przede wszystkim jako człowieka sceny – w trakcie śpiewania, w momencie, w którym muzyka zdaje się przesłaniać wszystko inne.

To trafny wybór. Zaucha należał przecież do tych artystów, których nie dało się zamknąć w jednym gatunku ani jednej roli. Był wokalistą, saksofonistą, perkusistą, muzykiem poruszającym się między jazzem, funkiem, soulem i piosenką popularną. Dysponował głosem natychmiast rozpoznawalnym, ale równie charakterystyczne były jego swoboda i muzykalność. Nie sprawiał na scenie wrażenia człowieka realizującego przygotowany wcześniej plan. Raczej kogoś, kto naprawdę żyje tym, co właśnie śpiewa.
Mural nie znalazł się na Mogilskiej przez przypadek. Powstał niedaleko miejsca, w którym przez lata mieszkał Zaucha. Dzięki temu nie jest wyłącznie efektowną dekoracją miejskiej ściany. Wpisuje artystę ponownie w przestrzeń jego Krakowa – miasta, w którym się urodził, dojrzewał, tworzył i do którego biografii sam na trwałe wszedł.

Zaucha przyszedł na świat 12 stycznia 1949 roku. Zanim muzyka całkowicie go pochłonęła, poważnie zajmował się sportem, odnosząc sukcesy w kajakarstwie. Ostatecznie wybrał jednak scenę. Występował m.in. z zespołami Dżamble i Anawa, współpracował z wieloma wybitnymi muzykami i stworzył utwory, które przetrwały kolejne muzyczne mody.
„Byłaś serca biciem”, „Bądź moim natchnieniem” czy „Siódmy rok” do dziś pojawiają się w radiu, nowych interpretacjach i koncertowych repertuarach. Co istotne, nie funkcjonują wyłącznie jako nostalgiczne pamiątki po minionej epoce. Muzyka Zauchy wciąż brzmi zaskakująco współcześnie, a kolejne pokolenia wykonawców wracają do jego repertuaru.
Nowe dzieło przy Mogilskiej powstało w szczególnym momencie. W 2026 roku przypada 35. rocznica tragicznej śmierci wokalisty. Andrzej Zaucha zginął 10 października 1991 roku w Krakowie. Miał zaledwie 42 lata. Jego gwałtownie przerwana kariera pozostawiła po sobie pytanie, jak jeszcze mogłaby potoczyć się jego muzyczna droga.

Mural został odsłonięty 31 sierpnia w ramach tegorocznego Zaucha Fest. Za inicjatywą stoi Fundacja im. Andrzeja Zauchy, a przedsięwzięcie zrealizowano przy wsparciu partnerów, w tym Miasta Krakowa. W uroczystym odsłonięciu uczestniczyli m.in. córka artysty Agnieszka Zaucha oraz dziennikarz muzyczny Piotr Metz.
Sam festiwal pokazuje zresztą, że pamięć o Zausze nie ma ograniczać się do rocznicowych wspomnień. W programie znalazły się koncerty, wydarzenia edukacyjne, projekty muzyczne i inicjatywy nawiązujące również do sportowej przeszłości artysty. Jesienią zaplanowano kolejne wydarzenia, a finał ma należeć do koncertu „Byłeś i bądź – Andrzej Zaucha Tribute” w Operze Krakowskiej.
Najciekawsze w muralu przy Mogilskiej jest jednak to, że nie trzeba znać programu festiwalu ani wybierać się na koncert, by się z nim zetknąć. Zaucha wrócił do zwyczajnej przestrzeni miasta – między ulicę, samochody, chodnik i codzienny pośpiech.
Jedni przechodnie zobaczą w portrecie artystę własnej młodości. Inni być może dopiero sprawdzą, kim był człowiek śpiewający z ogromnej ściany do mikrofonu. I właśnie w tym może kryć się największy sens takich realizacji. Mural nie tylko upamiętnia. Potrafi też rozpocząć opowieść od nowa.


