Brytyjski wokalista, autor tekstów i producent Samm Henshaw prezentuje swój drugi album studyjny „It Could Be Worse”. To 11-utworowe wydawnictwo, na którym artysta konsekwentnie rozwija swoje charakterystyczne połączenie soulu, gospel, R&B i funku, sięgając jednocześnie do brzmień kojarzonych z klasycznymi nagraniami lat 60. i 70.
„It Could Be Worse” jest najbardziej osobistym projektem w dotychczasowym dorobku Henshawa. Album wyrasta z doświadczeń ostatnich lat – zmian, strat, zakończonych relacji i procesu wchodzenia w kolejne etapy dorosłości. Zamiast jednak budować narrację wyłącznie wokół ciężkich emocji, artysta prowadzi słuchacza w stronę nadziei, dystansu i próby odnalezienia równowagi.
Sam tytuł płyty można odczytać jako przewrotny komentarz do momentów, w których rzeczywistość nie układa się zgodnie z planem. „It Could Be Worse” nie jest jednak deklaracją rezygnacji. To raczej opowieść o akceptacji tego, co się wydarzyło, i o gotowości do dalszego ruchu naprzód.
Pod względem muzycznym Henshaw stawia na organiczne, ciepłe brzmienie i żywe instrumentarium. Inspiracji szuka zarówno w klasycznym soulu, jak i w bardziej współczesnej produkcji. Wśród artystów i twórców, których podejście miało wpływ na powstawanie materiału, pojawiają się m.in. Michael Jackson, Quincy Jones, Clairo i Leon Michels.
Na album składają się m.in. utwory „Don’t Give It Up”, „Closer”, „Wait Forever”, „Float”, „Hair Down”, „Get Back” i zamykające całość „Tangerine”. Kolejność nagrań nie jest przypadkowa – Henshaw traktuje płytę jako spójną historię, w której poszczególne kompozycje mają prowadzić słuchacza przez kolejne etapy emocjonalnej narracji.
Ważnym elementem projektu jest także warstwa wizualna. Okładka „It Could Be Worse”, przedstawiająca artystę z widocznym śladem urazu, została pomyślana jako część większej opowieści. W połączeniu z tytułem i tekstami utworów ma zachęcać odbiorców do własnej interpretacji wydarzeń, które stoją za albumem.
„It Could Be Worse” pokazuje Samm Henshawa jako artystę coraz bardziej świadomego własnego języka muzycznego. Z jednej strony pozostaje wierny tradycji soulu, z drugiej – wykorzystuje ją do opowiadania bardzo współczesnych, osobistych historii. Efektem jest album skupiony na emocjach, ale wolny od przesadnego patosu: dojrzały, melodyjny i konsekwentny brzmieniowo.


