W ramach festiwalu „Starzy i Młodzi, czyli Jazz w Krakowie” 25 maja w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha wystąpiła Cécile McLorin Salvant – jedna z najważniejszych i najbardziej charyzmatycznych postaci współczesnej wokalistyki jazzowej. Koncert okazał się prawdziwym spektaklem emocji, opowieści i subtelnych niuansów ukrytych między dźwiękami.

Już od pierwszych chwil po wejściu na scenę krakowska publiczność przyjęła artystkę niezwykle ciepło, nagradzając ją gromkimi brawami. Sama Salvant wydawała się jednak początkowo nieco onieśmielona – być może wpływ miał na to fakt, że był to ostatni koncert w ramach europejskiej trasy. Z każdym kolejnym utworem coraz bardziej otwierała się jednak przed słuchaczami, a jej szczere zaskoczenie i radość były szczególnie widoczne wtedy, gdy już sama zapowiedź kolejnej kompozycji wywoływała entuzjastyczne reakcje publiczności.
W programie koncertu znalazły się zarówno autorskie kompozycje artystki, jak i jazzowe klasyki interpretowane w jej charakterystyczny, niezwykle osobisty sposób. Nie zabrakło poruszającego „Ghost Song” – mojego ulubionego utworu tego wieczoru. Salvant sięgnęła również po takie klasyki jak „With Every Breath I Take”, „Until” Stinga czy „What Does Blue Mean to You”, nadając im własny, niepodrabialny charakter. Każda interpretacja była małym teatralnym przedstawieniem – pełnym emocji, napięć, subtelnego humoru i doskonałego wyczucia dramaturgii.
Na szczególne uznanie zasługiwali również towarzyszący jej muzycy. Ich niezwykła uważność, wrażliwość i umiejętność reagowania na każdy gest wokalistki tworzyły z jej głosem perfekcyjnie współgrającą całość. Kameralna przestrzeń Mangghi dodatkowo wzmacniała poczucie bliskości z muzyką i artystami, pozwalając publiczności niemal fizycznie odczuwać emocje płynące ze sceny.

Ten koncert miał dla mnie również bardzo osobisty wymiar. Po raz pierwszy zabrałem na jazzowy koncert swojego czteroletniego syna, który – jak się okazało – był najmłodszym uczestnikiem wydarzenia. Mimo późnej pory i obaw, że anglojęzyczny repertuar szybko go znuży, ku mojemu zaskoczeniu bawił się znakomicie. Z ogromnym skupieniem obserwował instrumentalistów i chłonął atmosferę koncertu, a największą radość sprawił mu bisowy „Getting Married Today” z musicalu „Company”. Widok dziecka zafascynowanego muzyką graną na żywo tylko potwierdził, że jazz – jeśli wykonywany jest na tak światowym poziomie – potrafi zachwycać niezależnie od wieku.
Wieczór z Cécile McLorin Salvant był jednym z tych koncertów, które pozostają w pamięci na długo – nie tylko ze względu na znakomitą muzykę, ale również dzięki emocjom, autentyczności i wyjątkowej atmosferze, które towarzyszyły temu wydarzeniu.


