Dziesięć lat temu „Malibu” wyniosło Andersona .Paaka z pozycji obiecującego muzyka na jedną z najbardziej oryginalnych postaci współczesnej sceny hip-hopowej i soulowej. Album, wydany na początku 2016 roku, połączył żywe instrumenty z nowoczesną produkcją, autobiograficzne treści z lekkością funku, a refleksję z sceniczną energią. Dziś „Malibu” uchodzi za jeden z najważniejszych punktów w dyskografii artysty – i za płytę, która w sposób odczuwalny poszerzyła granice gatunku.
Z okazji 10. rocznicy premiery krążek otrzymuje jubileuszowe wydanie na podwójnym, kolorowym winylu. To edycja skierowana przede wszystkim do kolekcjonerów i fanów estetycznych wydań fizycznych – zarówno ze względu na samo tłoczenie, jak i wyjątkową oprawę. Album zamknięto w rozkładanej, wielowarstwowej okładce typu „pop-up”, która po otwarciu tworzy efekt przestrzenny i buduje skojarzenia z kalifornijskim klimatem tytułowego Malibu. Wydanie ma limitowany charakter, a efektowna kolorystyka winyli podkreśla jubileuszowy ton projektu.


Wprowadzenie albumu ponownie na rynek to nie tylko gratka dla kolekcjonerów, lecz także symboliczny moment dla twórczości .Paaka. To właśnie „Malibu” otworzyło mu drogę do współpracy z największymi producentami i muzykami świata, a późniejsze projekty – w tym nagradzane i komercyjnie głośne – dojrzewały już w cieniu sukcesu tej płyty. Wraz z debiutem 10-letniej edycji wiele osób może odkryć ją na nowo, już z perspektywy dekady, która udowodniła jej wpływ i trwałość.
W czasach, kiedy dominują cyfrowe serwisy streamingowe, takie jubileuszowe wydania winylowe mają dodatkową funkcję – pozwalają na fizyczny kontakt z muzyką, jej wizualną tożsamością i materialnym wymiarem, którego brak w internetu nie da się w pełni zastąpić. „Malibu” na kolorowym, kolekcjonerskim winylu jest więc nie tylko powrotem do korzeni, ale także uhonorowaniem albumu, który na to zasłużył.
Po dziesięciu latach historia zatacza koło: album, który zbudował .Paaka, powraca w postaci przypominającej, dlaczego ta historia w ogóle mogła się wydarzyć. I jak się wydaje – wciąż nie powiedział ostatniego słowa.


