„Rise & Bloom” to album, który nie pozwala pozostać obojętnym wobec słowa i dźwięku. To spotkanie poezji i jazzu w ich najbardziej organicznej formie — nie na chłodno wymyślone w studiu, lecz zarejestrowane w klubie, w obecności publiczności, w tym jedynym momencie, gdy wszystko jeszcze pulsuje życiem.

Projekt Late Night Poems z udziałem Bartłomieja „Eskaubei” Skubisza sięga tu po coś, co w polskim jazzie wciąż bywa rzadkością: autentyczny dialog pomiędzy słowem mówionym a improwizacją. Nie chodzi o tło dla poezji, ale o równorzędne partnerstwo. Głos Eskaubeia staje się kolejnym instrumentem, prowadzącym narrację rytmicznie, z oddechem, z jazzowym wyczuciem pauzy.

Album nagrano 22 lutego 2024 roku w Jazz Clubie „Pod Filarami”. I to słychać – nie w szumie tła, ale w energii, która bije z każdego taktu. Fortepian Michała Szkiła, saksofon Marka Konarskiego, kontrabas Piotra Lemańczyka i perkusja Dawida Fortuny budują przestrzeń o niespotykanej bliskości. Słychać tu wzajemne słuchanie się muzyków, subtelne reagowanie, lekkość i dyscyplinę jednocześnie. To nagranie ma w sobie coś, co trudno uchwycić w studio — nieidealność, która staje się zaletą. Brzmi jak zapis wspólnego oddychania, nie jak powtórzone ujęcie. Jazz w najczystszej, koncertowej postaci.


Eskaubei mówi, nie rapuje. Ale jego fraza ma rytm, wewnętrzny groove i doskonałe poczucie tempa. W tekstach nie ma deklaratywnej poezji — raczej refleksja podszyta melancholią, momentami ironia, czasem cisza, która mówi więcej niż rym. Gdy opowiada o listopadzie, o hotelach czy o potrzebie, nie buduje metafor dla efektu – tylko próbuje dotknąć zwykłości, w której ukryta jest emocja.

Zespół reaguje na każde słowo. Saksofon raz przecina przestrzeń ostrą linią, raz miękko ją oplata. Fortepian unosi się w impresjach, a sekcja rytmiczna – Lemańczyk i Fortuna – dodaje konstrukcji kręgosłupa i pulsu. Utwory, takie jak „W listopadzie” czy „Potrzebuję”, pokazują pełnię tej współpracy: improwizacja spotyka się z kontrolą, emocja z refleksją. Tytułowy „Rise & Bloom” to kwintesencja całej płyty – melancholijny, ale pełen światła. To muzyka, która nie podaje odpowiedzi, lecz zaprasza do wsłuchania się.

„Rise & Bloom” to płyta, która wymaga uwagi. Nie nadaje się do słuchania w biegu. Jej siłą jest szczerość — zarówno w słowie, jak i w brzmieniu. To zapis spotkania ludzi, którzy naprawdę słuchają siebie nawzajem. Nie każdemu przypadnie do gustu jej surowa forma i brak klasycznej piosenkowej struktury. Ale dla tych, którzy szukają w muzyce prawdy i bezpośredniości — będzie to doświadczenie głębokie i satysfakcjonujące.

„Rise & Bloom” to nie tylko album — to rozmowa o tym, co między dźwiękiem a ciszą. Jazz i poezja zlewają się tu w jedną, emocjonalnie spójną opowieść. To muzyka, która dojrzewa z każdym odsłuchem, bo z każdym kolejnym słychać więcej — nie tylko nut i słów, ale intencji.

Ocena płyty: