Celeste zaprezentowała nowy singiel „Time Will Tell”, dając fanom ostatni przedsmak swojego drugiego albumu studyjnego „Woman Of Faces”, którego premiera odbędzie się 14 listopada nakładem Polydor Records. Producentami nadchodzącego krążka są nagradzany Grammy Jeff Bhasker oraz duet Beach Noise. Album zawiera dziewięć utworów, w tym wcześniej wydane single „On With The Show”, „This Is Who I Am” i „Woman Of Faces”.


„Time Will Tell” przynosi zmianę tonu – zarówno muzycznie, jak i emocjonalnie.

–To jaśniejszy moment w czasie, który był pełen zamętu i niepewności – mówi Celeste.

Jasne partie smyczków tworzą tło dla takich wersów jak „Nic nigdy nie jest doskonałe takie, jakie jest” oraz „Zdaj się na los albo coś innego”, oddających podejście „co będzie, to będzie” w samym środku chaosu. 

– Podoba mi się idea przeznaczenia, zaufania do czegoś, nad czym nie mamy pełnej kontroli. Jednocześnie piosenka opowiada o wierze, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Że trudności ostatecznie dadzą nam to, czego chcemy lub czego potrzebujemy – czy to emocjonalną dojrzałość, czy siłę do tworzenia – komentuje Celeste.

– Cieszę się, że ten utwór powstał. Daje mi ogromne poczucie ciepła, spokoju i siły, gdy wykonuję go na żywo. Przypomina mi, że czas leczy rany – może nie wszystkie, ale sprawia, że bolą mniej i pozwala spojrzeć na wszystko z nowej perspektywy – dodaje artystka.


Album „Woman Of Faces” zrodził się z powolnego rozpadu związku artystki oraz determinacji artystki, by wyjść z tego doświadczenia silniejszą. To materiał powstały z bólu, ale także z nieustającej potrzeby, by iść naprzód, nawet wtedy, gdy wszystko inne się rozpadało. Od orkiestrowych wzlotów po rozdzierające serce momenty – to zapis złamanego serca, procesu leczenia i odzyskiwania kontroli. Bezkompromisowy i pozbawiony filtrów – brzmi jak historia artystki, która na nowo uczy się ufać samej sobie.

Celeste ma za sobą niezwykłe lato, podczas którego zachwycała publiczność serią entuzjastycznie przyjętych koncertów, z kulminacyjnym występem na Pyramid Stage podczas Glastonbury. Krytycy są zgodni w swoich zachwytach. „The Guardian” chwalił jej „znakomicie przydymiony, soulowy wokal”, porównując go do Billie Holiday, Otisa Reddinga i Arethy Franklin, a jednocześnie podkreślając, że jej „wyraźnie angielska maniera dodaje jej wielkości przystępności rodem z sąsiedztwa”. Z kolei „The Telegraph” określił jej głos mianem „supermocy”, opisując go jako „okrągły, pełny, z elegancko chropawymi krawędziami – a do tego w pełni siły”.