Po czterech latach przerwy i dramatycznej utracie basisty, Tord Gustavsen wraca albumem „Opening”. Trio Gustavsena tworzy wieloletni przyjaciel lidera Jarle Vespestad za perkusją oraz debiutujący Steinar Raknes odpowiadający za kontrabas i elektronikę. Jest to ósmy album Gustavsena, ale czwarty jako formacja Trio. Po melodyjnym i bogatym aranżacyjnie „The Other Side” z 2018 roku „Opening” jest jakże inny. Zdecydowanie przeważa melancholia i większa uwaga została skierowana na przekaz emocji niż formy. 


Otwierający „The circle” ma w sobie charakterystyczne przyzwyczajenie Torda do melodyjnych kompozycji i przejrzystych harmonii, jednakże słychać, że jest bardziej zadumany w grze i nie wychyla się poza granicę lekkości. Perkusja jest za to bardziej odważna i za pomocą talerzy wypełnia energią spokojny ton fortepianu. Warto zwrócić uwagę na linie basu, które podtrzymują stan łagodności uległym rozwiązaniom. Ten stan przewija się przez większość kompozycji ot choćby w „Opening”, „The Longing” czy „Vær stery, min sjen”. Satysfakcjonuje tak samo jak spora część lekkiego jazzu, który jak dla mnie wykracza poza ramy ECM. Wytwórnia ta bowiem scala w swoim katalogu najczęściej bardziej surowy i cięższy jazz improwizacyjny, a nowy album Torda Gustavsena Trio należy do równie ambitnego, acz już bardziej klasycznego jazzu. Niemniej jest to bardzo wartościowa płyta. Moimi faworytami są „Sheperd song” oraz „Stream” za wspomnianą łagodność i miłą przewidywalność harmonii powodując, że słucha się tego materiału z przyjemnością. Nawet jeśli emocjonalnie jest bardziej blue (nawet black-blue). Bardzo zaintrygowały mnie „Ritual” oraz „Helengurgh tango”. Są numerami nieoczywistymi i odstającymi w tym zestawieniu. Są także bardziej mroczne, a mam wrażenie, że nawet dość demoniczne. Fascynuje mnie w „Ritual” ścieżka prawej ręki fortepianu. Urywane dźwięki w zestawieniu z przestrzenną elektroniką tworzą charyzmatyczny, rwący nurt dźwięków. 

Płynąc wraz z tym albumem mam mały niedosyt improwizacji. Chociaż charakterologicznie jest to jak mnie jeden z najciekawszych albumów Gustavsena (zaraz obok mojego ulubionego „The Ground”) to jednak nadal bliżej mu do klasyki biorąc pod uwagę aranżacje i rozwiązania harmoniczne. Idzie to zatem w parze z dotychczasowym obrazem twórczości jaki prezentuje ten norweski kompozytor. Z jednej strony jest satysfakcjonująco miło w odbiorze, z drugiej miałoby się ochotę na trochę więcej. Tak czy inaczej Tord Gustavsen Trio jest ciągle w czołówce skandynawskich formacji znacząco liczących się w światowym jazzie. 

Ocena płyty: