Ukraiński jazz to niekiedy całkiem filmowe historie. Ot na przykład Dennis Adu. Urodzony w Ghanie, jako dwulatek przybywa z rodzicami do Ukrainy. Tam się wychowuje, zdobywa wykształcenie, wybiera jako instrument trąbkę i sukcesywnie pnie się ciężką pracą po drabinie sukcesu. Zbiera coraz to bardziej znaczące nagrody, grywa na największych festiwalach, aż w końcu może w swojej muzycznej biografii umieścić współpracę z Gregorym Porterem oraz samym Quincym Jonesem. To nadal dopiero początek. W 2017 roku wydaje debiutancki, rozgrzany pozytywnymi recenzjami album „Influences”. Cztery lata później, w 2021 wydaje kolejny, „Sunlight above the sky” jako Dennis Adu Septet i to o nim właśnie warto dzisiaj opowiedzieć. 


Na albumie znalazło się 10 kompozycji w większości autorstwa lidera. Septet Dennisa (trąbka, flugenhorn) stworzony jest z foterpianu (Glenn Zaleski), perkusji (Pavel Galitsky), kontrabasu (Oleksandr Yemets), saksofonu altowego (Boris Mogylevskiy – autor „Apple Seeds”), tenorowego (Lucas Pino) oraz puzonu (Alexander Charin). Zaczynają oni od końca, gdyż pierwszym utworem jest „The End”. Jazz, który tworzą to ambitny i luzacki modern połączony z klasycznymi aranżacjami instrumentów jako band. Oczywistym jest, że prym wiodą dęciaki i wcale nie tylko trąbka, ale cały ich zestaw. Fajnie, że jest to materiał pełen energii i gdyby katalogować jazz pod tym względem to dla mnie jest to płyta imprezowa. Muzycy ewidentnie czują wzajemny feeling oraz groove przypominający dobre funkowe formacje. Zdecydowanie przeważa tu natomiast jazz. Gęsty, wyrazisty i bardzo charyzmatyczny. Warto zwrócić uwagę na perkusję w „N.T.”, która popycha całą resztę septetu swoją charakterną grą. Bardzo dobry pobudzacz! „Anna P.” zwalnia trochę narzucone tempo, ale dalece szukać tu wytchnienia. Ono przychodzi dopiero przy tytułowym „Sunlight above the sky” i nie przypadkowo ma tak istotną rolę. Jest bowiem łącznikiem współczesności, którą band konsekwentnie emanuje, ale w klasycznym wykonaniu pełnym gracji i stonowaniu. Klawisze na chwilę przejmują prowadzenie nadając materiałowi większej łagodności. Krótka fraza spokoju w „I remember Roy Anthony” przygotowuje na kolejne 4 imprezowe numery. Nie mam najmniejszego zamiaru przerywać któregokolwiek z nich, bo są one tak dopasowane, że tworzą fantastyczną całość. Tylko kończący ten album „Armagedon” nie do końca do mnie trafia. Jedyny „cudzy” utwór na tym albumie, pochodzi z płyty „Night Dreamer” nagranej w 1964 roku przez Wayne Shortter’a. Oczywiście Dennis Adu Septet zinterpretowali go doskonale i na swój sposób, ale uważam, że takie numery warto zostawić jako bonus koncertowy. Niemniej zamyka on „Sunlight above the sky” awangardowo, odrobinę psychodeliczne i co za tym idzie także ciekawie. 


Jestem pod wielkim wrażeniem ile w Ukrainie jest jazzu i niesamowicie zdolnych, charakterystycznych artystów. Dennis Adu zalicza się wśród nich do czołówki, ubogacając swój artyzm pochodzeniem. Młody, niepokorny duch współczesności zza wschodniej granicy ma szansę pobudzić i ubarwić Europejski jazz. Mam takie marzenie, aby przyszły już lepsze czasy, by zarówno Dennisa jak i kilkoro innych ukraińskich muzyków usłyszeć na żywo. Najlepiej tam u nich, by wyrazić zarówno podziw ich talentom jak i determinacji w walce o swój dom. Adu bowiem aktywnie uczestniczy w zbiórkach na rzecz wzmocnienia obrony ojczyzny, jak i organizuje jazzowe koncerty podbudowujące morale.

Jeśli ktoś z Was ma ochotę mu w tym pomóc, to jego album dostępny jest na platformie Bandcamp