Kayah jest jedną z tych artystek, która robi dokładnie to co chce. Nie ma parcia na szło, zna swoją wartość, i wie że osiągnęła bardzo dużo. Warszawski koncert w Praga Centrum jest tego znakomitym przykładem. Dalej posiada głos jak skała, ogromną charyzmę i ten magiczny płomyk, który ciężko opisać. Swój debiutancki, autorski album „Kamień” wydała w 1995 roku, i do tej pory ma na koncie 11 wydawnictw („Kamień”, „Zebra”, „Kayah i Bregovic”, „JakaJaKayah”, „StereoTyp”, „The Best & the Rest”, „MTV Unplugged”, „Skała”, „Kayah & Royal Quartet”, „Transoriental Orchestra” i świąteczny „Gdy pada śnieg”).

Podczas koncertu w Praga Centrum mieliśmy przekrój utworów z większości tych płyt. Najbardziej cieszyły starsze utwory, których nie śpiewała od dawna, albo wcale – chociażby „JakaJaKayah” czy „Do D.N.A.”. Nie zabrakło gości. Na scenie pojawiła się Viki Gabor, która wspólnie z Kayah wykonała „Ramię w ramię”. To co działo się z publicznością podczas wykonywania tego kawałka zwaliło mnie z nóg. Nie spodziewałem się takiego entuzjazmu, co do tego utworu, wśród fanów Kayah, a tu proszę – wspólny śpiew, wspólne tańce – naprawdę ramię w ramię.

Cały koncert był znakomitym przykładem na to, że nieważne czy wydaje się płyty często, czy tak jak w przypadku Kayah, dość rzadko. Ostatnim jej albumem studyjnym jest świąteczny prezent – „Gdy pada śnieg”, a faktycznym solowym albumem „Skała” z 2009 roku. W niczym to nie przeszkadza jeśli ma się znakomitych fanów i świetne piosenki, które nie tracą brzmienia, mimo upływających lat.

Kayah jest tylko jedna! I nic tego nie zmieni.