Kolektyw muzyków: Kamasi Washington, Terrace Martin, Robert Glasper i 9th Wonder jest odpowiedzialny za sporą część naszej kwarantannowej listy odtwarzania – nie wspominając o tym, że ich wkład do historii muzyki ostatniej dekady kwalifikuje każdego z członków do statusu MVP w dziedzinie jazzu i hip-hopu. Dlatego połączenie sił w celu stworzenia supergrupy Dinner Party wydaje się prawie niesprawiedliwe dla innych zespołów. Prawie tak, jak występ drużyny amerykańskich koszykarzy Dream Team podczas igrzysk w 1992 roku. Artyści właśnie wydali swój tytułowy debiutancki projekt.

Na szczęście prawdziwymi zwycięzcami w tej sytuacji są melomani z całego świata. Nie żeby Dinner Party z kimkolwiek konkurowali. W rzeczywistości przesłanie supergrupy dotyczy integracji. „Dinner Party to lata przyjaźni, pokazów, kolacji, rozmów, śmiechu i doświadczeń życiowych, zbiegających się w jedną chwilę” – mówi grupa w komunikacie prasowym. „Dinner Party to metafora – grupa, projekt, duch, odcisk czasu – a także nazwa albumu… Dinner Party jest dostępne tylko dla zaproszonych, czyli dla każdego”.


Ta trwająca 25 minut kolekcja siedmiu piosenek porusza tematy, od brutalności policji po wzloty i upadki miłości. Z 9th Wonder producentem, Glasperem na klawiszach, Martinem na saksofonie altowym i syntezatorze oraz Washingtonem na saksofonie tenorowym, jest oczywiste, że aranżacje Dinner Party są absurdalnie dobre – czy to na instrumentalnych utworach, jak „The Mighty Tree”, „First Responders” czy w piosence „Freeze Tag”, która stała się głównym singlem. Jedwabiste wokale pojawiają się również na „Sleepless Nights”, „Love You Bad” i „From My Heart and My Soul”.

Animowany film Juppiego Juppsena do „Sleepless Nights” przedstawia kwartet jako międzygalaktycznych superbohaterów, którzy przybywają na imprezę blokową w Crenshaw, aby zapewnić ochronę i pobłogosławić ludzi nie z tego świata swoim jam session. Zaciskajmy kciuki, by chłopaki, w niezbyt odległej przyszłości, mogli zacząć upiększać świat koncertami na żywo.