„Każdy z nas jest inny. Ale dziś cieszmy się muzyką – jedyną rzeczą, która łączy ludzi ze wszystkimi ich różnicami”, brzmiało przesłanie Miley Cyrus podczas koncertu zamykającego OrangeStage na Orange Warsaw Festival 2019, który zgromadził ponad 60 tysięcy uczestników. Trudno się z nią nie zgodzić. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę różnorodność tegorocznej edycji festiwalu.

Ale zacznijmy od koncertu Troye Sivana, i w zasadzie na nim się skupmy… Australijczyk mimo młodego wieku jest bardzo kontrowersyjnym artystą. Jest wyautowanym gejem, który w ogóle nie wstydzi się tego kim jest. Publiczność, która przyszła na koncert mogła wysłuchać wielu historii z jego życia, właśnie związanych z jego orientacją. Czy to źle, że ktoś cieszy się z tego kim jest? Absolutnie!

Jeśli chodzi o warstwę muzyczną… Troye dał nam kolaż swoich utworów. Było dużo z „Bloom”, ale nie zabrakło utworów z poprzedniej, debiutanckiej płyty – „Blue Neighbourhood” – dobrze było usłyszeć „Wild” na żywo. Najlepsze było jednak zakończenie tego bardzo dobrego koncertu. Mówię o świetnym remiksie utworu „My My My”, znakomite wizualizację! Szkoda, że remiks nie trafił na najnowszy album jako bonus track.

Dobra, już przestaje… obejrzyjcie zdjęcia.


Miley Cyrus… super, że zagrałaś utwór z Markiem Ronsonem jako pierwszy! Co jeszcze było? Od przebojowego „Party in the USA”, przez przełomowe, skandalizujące „Wrecking Ball”, aż po materiał z fenomenalnej, eklektycznej nowej EPki „She Is Coming”.

Do zobaczenia za rok!