Marcus Miller, uznawany za jednego z najlepszych wirtuozów gitary basowej na świecie, wystąpił we Wrocławiu w ramach trasy Laid Black Tour, promującej najnowszy, nominowany do nagrody Grammy album „Laid Black”.

Koncert legendarnego basisty poprzedził występ wrocławskiego septetu jazzowego EABS.

Marcus Miller pojawił się w Polsce wraz ze swoim zespołem w składzie: Russell Gunn (trąbka), Alex Han (saksofon), Alex Bailey (perkusja) oraz Caleb Sean McCampbell, który zastąpił na instrumentach klawiszowych Bretta Williamsa.

Artyści w trwającym nieco ponad godzinę koncercie, zaoferowali wrocławskiej publiczności muzyczną podróż, obejmującą różne dekady, style muzyczne i kontynenty.

„Papa Was A Rolling Stone”, klasyk grupy The Temptations, urzekający prostą linią basową, charakterystyczną dla Motown, przeniósł nas do przeszłości, do Stanów Zjednoczonych lat 70., w których lata świetności przeżywał soul i funk – gatunki muzyczne, na których oparty jest styl gry Marcusa Millera. 

„Hylife” z albumu „Afrodeezia„, nawiązujący do stylu muzycznego popularnego w latach 70. i 80.w Nigerii był podróżą wprost na Czarny Ląd. A jeśli Nigeria i Afryka Zachodnia to i tradycje muzyczne Afryki Zachodniejw postacimetody call and response (zawołania i odpowiedzi),w którą muzycy zaangażowali wrocławską publiczność, odpowiadającą w refrenie utworu najpierw na zawołania Marcusa Millera, a później na saksofonowe improwizacje (!) Alexa Hana.

Wprost do drugiej połowy lat 80., nad którymi unosi się duch Milesa Davisa, zabrały nas utwory, które Marcus Miller napisał dla Milesa w latach 80.: legendarny utwór „Tutu”, uważany przez krytyków za ostatnie wielkie nagranie mistrza, napisany przez Marcusa Millera jako hołd dla wielkiego południowoafrykańskiego przywódcy Desmonda Mpilo Tutu oraz „Amandla”, pochodzący z wydanego w 1989 roku albumu o tym samym tytule.

Wreszcie potężnie brzmiący „Trip Trap”, otwierający najnowszy album „Laid Black”, jak i „Untamed”, będący pierwszym singlem z tego albumu, przeniosły nas do teraźniejszości. Do Nowego Jorku Anno Domini 2018, w którym słychać pulsujące tętno rozpędzonego jak nigdy wcześniej miasta.

Marcus Miller zabrał nas także w jedną wyjątkową i bardzo sentymentalną podróż. Do swojego dzieciństwa. Wprost do swojego rodzinnego domu, w którym podczas gdy młody Marcus uczy się gry na klarnecie, swoim pierwszym instrumencie,  jego ojciec pracuje jako kierowca na liniach D i F nowojorskiego metra.

William Miller, ojciec Marcusa, w młodości miał ambicje by zostać muzykiem – profesjonalnym pianistą klasycznym. Wraz z narodzinami Marcusa, a potem jego młodszego brata porzucił jednak ten pomysł i skupił się na utrzymaniu rodziny. Nigdy nie przestał jednak grać muzyki – poza pracą jako kierowca metra był także znakomitym organistą i chórzystą w kościele na Brooklynie. William Miller zmarł 5 miesięcy temu w wieku 92 lat. Zawsze namawiał Marcusa do pozostania muzykiem.

Marcus Miller jako hołd dla swojego ojca wykonał we Wrocławiu utwór, który William Miller często grywał w kościele. Wymowne było to, że Marcus wykonał ten utwór grając na klarnecie basowym, na którym grał jako dziecko.

Na koniec Marcus Miller w swoich podróżach zwrócił się również ku Europie, zapraszając na bis na scenę EABS i Tenderloniousa, by wspólnie przenieść publiczność zgromadzoną we wrocławskiej Hali Orbita na inną orbitę. Do czasów, w których żył i tworzył Krzysztof Komeda.

Koncert Marcusa Millera we Wrocławiu był drugim koncertem na polskim odcinku trasy promującej najnowszy album “Laid Black” (dzień wcześniej artysta wystapił w Warszawie).

Album “Laid Black” został kilka dni temu nominowany do nagrody Grammy w kategorii “Best Contemporary Instrumental Album”.  

Koncert Marcusa Millera otworzył wrocławski septet jazzowy EABS z gościnnym udziałem Tenderloniousa.

Debiutancki album EABS “Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)” wydany w 2017 roku, był jednym z głośniejszych debiutów na polskiej scenie jazzowej ostatnich lat. Nagrody, wyróżnienia, uznanie w środowisku jazzowym, ale i hiphopowym oraz niekończąca się trasa koncertowa, która w październiku br. zaprowadziła muzyków aż do Chin. Oto skutki udanego debiutu. 

Od tamtego czasu septet wydał jeszcze dwa winyle: „Repetitions (Live)”, będący zapisem koncertu w katowickim Jazz Clubie Hipnoza oraz wspólny projekt EABS i Tenderlonious „Kraksa/Svantetic”, która jest ostatnią częścią dedykacji dla Krzysztofa Komedy. Epka „Kraksa/Svantetic” zamyka pierwszy etap w historii zespołu.

W marcu 2019 ukaże się najnowszy album grupy „Slavic Spirits”, który jest – jak określają go sami muzycy – „poszukiwaniem słowiańskiej melancholii”. I to właśnie m.in. utwory z tego albumu przedpremierowo mogła usłyszeć publiczność zgromadzona w wrocławskiej Hali Orbita. Zapowiada się naprawdę intrygująco.

Już nie możemy doczekać się nowego albumu! Poprzeczka zawieszona jest wysoko.