Federica Michisanti to urodzona w Rzymie basistka i kontrabasistka. Została sklasyfikowana na drugim miejscu w kategorii nowych talentów w plebiscycie Top Jazz 2018 krytyków magazynu MUSICA JAZZ.

Artystka będzie jedną z gwiazd tegorocznej edycji Sopot Jazz Festival.

Pomiędzy dwoma pierwszymi albumami jakie nagrałaś Trioness miała miejsce pięcioletnia przerwa. Czym była spowodowana?

Dobre pytanie (śmiech). Po nagraniu pierwszej płyty z moim trio chcieliśmy zagrać jak najwięcej koncertów. Nie było ich jednak tak wiele, jak zakładaliśmy. Myślę, że wówczas nie byłam gotowa na wiele rzeczy. Szukałam też czegoś innego muzycznie. Chciałam, aby moja muzyka była lepiej rozumiana. Ten proces trwał kilka lat i pociągnął za sobą kilka zmian. Wreszcie powiedziałam mojemu pianiście Simone Maggio, że jestem gotowa, by nagrać nową płytę. Znalazłam też nowego saksofonistę, Matta Renziego – mieszkającego wówczas w Rzymie, a pochodzącego z San Francisco. Okazał się świetnym muzykiem – na płycie zagrał także na oboju i klarnecie. Nadał wiele nowych kolorów mojej muzyce. Niestety niedługo potem przeniósł się z powrotem do San Francisco… Uważam jednak, że ten okres przerwy w nagrywaniu był mi potrzebny. Wiele się nauczyłam i zrozumiałam, w którym kierunku chcę podążyć z moją muzyką.

Rzeczywiście sporo tych zmian saksofonistów. Na pierwszej płycie zagrał Emanuele Melisurgo. Na drugiej Matt Renzi, a obecnie w zespole gra Gianluca Vigliar…

Tak naprawdę ostatnio zmianę wymusił wyjazd Matta. Współpracujemy jednak nadal, bowiem często przyjeżdża do Włoch. Mam w zanadrzu jeszcze jeden projekt, do którego chcę go zaangażować. Do tego dochodzi trio składające się z instrumentów dętych. Zagra też z nami Francesco Lento, z którym wystąpię też w Sopocie.

Wspomniałaś, że Matt zagrał na płycie na oboju. Nadał jej jednocześnie dość orientalnego klimatu. Patrząc zresztą po tytułach utworów, jakie się na niej znalazły (samo „ISK” oznacza miłość) odnoszę wrażenie, że kultura arabska jest Ci dość bliska.

Nie tyle arabska, ile sufijska. Zwłaszcza literatura mnie fascynuje. Ma wymiar filozoficzny. Natomiast to, że brzmienie oboju Matta jest orientalne, wyszło zupełnie przypadkiem. Nie sugerowałam mu nic takiego. Ten sound pojawił się w wyniku improwizacji.

Skoro mowa o improwizacji: co stało się kompozycją „Impro 4”?

(śmiech) Ze wszystkich fragmentów improwizowanych, które nagraliśmy na tę płytę, czwarty w ogóle nie przypadł mi do gustu. Stąd jego brak. Wiem, że dziwnie to wygląda, ale nagrywaliśmy je dokładnie w takiej kolejności, w jakiej są ponumerowane na płycie.

Zagrałaś także na płycie Giovani Leonesse zatytułowanej „Janis”, zawierające jazzowe interpretacje utworów autorstwa Janis Joplin. Jak do tego doszło?

To miało miejsce dwa lata temu. We Włoszech istnieje stowarzyszenie muzyków o nazwie Midj Jazz. Muzycy w nim skupieni przygotowali projekt z interpretacjami utworów Janis Joplin. Skontaktował się ze mną dyrektor stowarzyszenia z zaproszeniem do wzięcia udziału w nagraniach płyty z tymi utworami. Zgodziłam się oczywiście. To było bardzo ciekawe doświadczenie, bo poznałam zupełnie nowych muzyków.

Pod koniec września wydajesz natomiast zupełnie nowy album…

Tak, to płyta projektu, o którym już wspominałam. Nie będzie fortepianu, tylko instrumenty dęte. Płyta będzie nosiła tytuł „Silent Rights”. Oprócz Francesco Lento na trąbce zagra na niej także Francesco Bigonti na saksofonie, który jest Włochem, mieszkającym na co dzień w Dani.

Wspomniałaś, że Francesco Lento będzie gościem Twojego trio podczas tegorocznego Sopot Jazz Festival. Co zatem zagracie?

Nie tyle gościem, ile dodatkowym muzykiem z Włoch (śmiech). Zaproponowałam Francesco, ponieważ świetnie czuje moją muzykę. Zagramy repertuar Trioness – trochę starszego materiału oraz trochę nowszych rzeczy, które niedawno napisałam i zamierzam w niebawem nagrać. Myślę też nad napisaniem czegoś specjalnie dla tego kwartetu.