Berliński kolektyw Jazzanova ponownie zawita do naszego kraju. Już 15 września zespół wystąpi w warszawskiej „Progresji”, by promować swoją najnowszą płytę „The Pool”. O tym, co było powodem wydania nowego krążka po 6 latach przerwy, inspiracjach, obecnego podejścia do nujazzu i znajomości twórczości polskich artystów, opowiedział mi jeden z głównodowodzących Jazzanovy – Stefan Leisering.

Wasz poprzedni album „Funkhaus Studio Sessions” ukazał się 6 lat temu. Teraz pojawił się “The Pool”. Czym była spowodowana ta przerwa?

Powodów było kilka. Po pierwsze po wydaniu “Funhaus….” intensywnie koncertowaliśmy. Zajęliśmy się także naszymi pobocznymi projektami. Poza tym ruszyliśmy z własnym studiem, co też pochłonęło trochę czasu. W związku z tym przez pierwsze trzy lata po wydaniu nie mieliśmy jak zabrać się za tworzenie nowego albumu, a przez kolejne trzy zaczęliśmy tworzyć pierwsze zręby kompozycji, które weszły na “The Pool”. Do studia weszliśmy w ubiegłym roku – to był bardzo konstruktywny czas, bo wszystko spokojnie dopracowaliśmy. I dziś możemy podzielić się z słuchaczami nowym albumem.

Pytam o to również z innego powodu – jesteście jedynym znanym mi zespołem, który wydaje tak wiele kompilacji i albumów z remiksami. Skąd się to bierze?

(śmiech) Remiksy to osobna część. Pozwalamy sobie na to, żeby materiał dojrzał. Nie robimy nic na siłę. A że nasze nagrania są wdzięcznym materiałem do ponownego remiksowania, to często się w takie rzeczy bawimy. Dla nas to wielka przyjemność. Poza tym robimy też remiksy dla innych artystów, które też regularnie się ukazują.

Nie miałem możliwości posłuchania “The Pool” przed naszą rozmową. Znam tylko single “Rain Makes The River”, który nagraliście z Rachel Sermanni oraz “No. 9” z udziałem KPTN. Czy na płycie są też inni goście?

Tak, na płycie jest wielu interesujących gości. Wśród są Jamie Cullum, Oddisee, który rapuje w pierwszym utworze na płycie, czy Charlotte OC, która zaśpiewała w “Everything I Wanted”. Jest jeszcze David Lemaitre – wokalista i gitarzysta z Berlina, który udzielił się w “Summer Keeps On Passing Me By”… Właściwie w każdym kawałku na “The Pool” ktoś się gościnnie pojawia.

Mówisz, że pracowaliście nad płytą przez 3 lata. Co zatem ją zainspirowało muzycznie?

Owszem, ale pomysły na nią mieliśmy już 6 lat temu, po wydaniu “Funkhaus Studio Sessions”. Oczywiście uległy one wyobrażeniu. Wpływ miało też to, czego obecnie sami słuchamy. Jedną z inspiracji była chociażby muzyka gospel. Poza tym elektronika, muzyka z lat 80. Dużo przychodzi z samego słuchania i tego, co robimy w studio. Pozwalamy sobie na eksperymenty takie jak na przykład zabawa z echem. To daje ciekawe rezultaty.

Pod lat 90. i na początku nowego millennium byliście głównymi reprezentantami nu jazzu. Pamiętam, że wasze kawałki znajdowały się właściwie na wszystkich składankach promujących ten gatunek. Co dziś myślisz o nu jazzie?

Nie myślę o tym zbyt wiele. Wiem, że sporo muzyki w tym stylu pochodzi z Wielkiej Brytanii i ze Stanów. Myślę, że cała muzyka jazzowa przeżywa teraz swój bardzo intensywnie czas. Rzeczywiście Jazzanova była częścią nujazzu, ale dziś odeszliśmy od tamtych założeń i staramy się tworzyć własną unikalną mieszankę muzyczną.

Byliście również jednym z nielicznych zespołów, który przypomniał polskie nagrania jazzowe z lat 60. And 70. Czy nadal szperasz w płytach z tego okresu?

Oczywiście, jak najbardziej Nie kręci mnie już polski jazz tak jak powiedzmy 10 lat temu. Podczas naszej ostatniej wizyty we Wrocławiu, kupiłem płyty Marka Grechuty i Trubadurów, które bardzo mi się spodobały. Śledzę też polską muzykę z pogranicza jazzu. Znam siostry Przybysz. Chyba jedna z nich ma na imię Paulina. Poza tym macie świetnego skrzypka, Adama Bałdycha. Podobają mi się jego nagrania. Mają swój niepowtarzalny styl.

Skoro mowa o Polsce – 15 września wystąpicie w Warszawie. W jakim składzie zagracie u nas?

Nasz na line up nieco się zmienił. Oczywiście nadal będzie nas czterech. Będziemy mieli dwóch wokalistów, bo dołączył do nas wspomniany wcześniej David Lemaitre. Wykonamy całą płytę “The Pool” i kilka starszych “hitów”. Natomiast produkcja całości będzie inna – publiczność w Warszawie zobaczy inny show, niż ten, który zagraliśmy w ramach festiwalu Jazz nad Odrą.