Tego lata w Ostrawie możemy się spodziewać trzech wiodących brytyjskich piosenkarzy!

Patrząc na Michaela Kiwanuke z gitarą na szyi, widzimy songwritera, wpatrującego się w duszę i komponującego melodie łączące neofolk, blues, jazz i artrock. Jego drugi album „Love & Hate” otwiera dziesięciominutowy kawałek w stylu Pink Floyd zatytułowany „Cold Little Heart”. W większości recenzji podkreślano, że to niezwykle odważny krok, wymagający dużej pewności siebie. Ale dla Kiwanuki najważniejsze są po prostu szczerość przekazu i refleksja. Daleko mu do mainstreamu.

I’m not fighting/But I’ve got something on my mind/Making me sad, making me mad” – śpiewa w jedym z utworów. Jest soulowym piosenkarzem z ambicjami, ale jednocześnie stał się czarodziejem prezentującym historie o zwykłych ludziach w trudnych czasach, przedstawia osobiste wątpliwości, a także strach przed brakiem miłości i tolerancji. Jego debiutancki krążek „Home Again” szybko dostał się na szczyty brytyjskich list przebojów, by następnie zostać nominowanym do prestiżowej nagrody Mercury Prize. Ogromną fanką jego twórczości jest Adele, która w 2011 roku zaprosiła Michaela do wspólnej trasy koncertowej po Europie.

Zanim przyjrzymy się czy muzyce Kinga Creosote’a jest bliżej do indie folku, popu czy rocka, skupmy się na najważniejszym: artysta jest autorem niemal pięćdziesięciu albumów, a jego twórczość stanowi jedną z najjaśniejszych pereł muzyki szkockiej. Potwierdza to jego zeszłoroczny wspaniały album „Astronaut Meets Appleman”, poszerzający więzi pomiędzy tradycją a nowoczesnością, między starym a nowym i pomiędzy akustycznym instrumentalizmem a elektroniką. I choć około sześćdziesiąt wydawnictw w dorobku (w sumie albumy i EP-ki w wersji tradycyjnej i digital) wygląda imponująco, to jeśli nie mieliście jeszcze kontaktu z twórczością Kinga, możecie spokojnie zacząć od najnowszego krążka. Nie zawsze jest to muzyka wesoła, ale artysta ostrzega, że jeśli potrzebujesz kogoś z kim można płakać z rozpaczy, trafiłeś źle.

King Creosote, a tak naprawdę Kenny Anderson, to piosenkarz i autor tekstów pochodzący z hrabstwa Fife na terenie Szkocji. Region znany jest jako historyczne centrum celtyckiego królestwa Piktów, a związane z narodową przeszłością, inspirujące miejsca, można spotkać niemal za każdym rogiem. Artysta przyznaje  że jest emocjonalnie mocno związany ze swoją „małą ojczyzną”, co potwierdzają jego teksty i brzmieniowe interpretacje.

Sam Lee to najjaśniejsza gwiazda współczesnego folku angielskiego, znany przede wszystkim ze swojej ogromnej wiedzy na temat tradycyjnej muzyki brytyjskiej i irlandzkiej. Z ich odtwarzania i ochrony przed zapomnieniem uczynił swoją największą pasję, co słychać w każdym stworzonym przez niego utworze. Do szerszej publiczności Lee dotarł wykonując utwór „Tan Yard Side” na żywo w BBC Radio 4 w 2014 roku. Zanim stał się muzykiem folk był zapalonym ekspertem w dziedzinie survivalu oraz podróżnikiem. Obie pasje udało mu się powiązać – by zgłębić wiedzę na temat tradycyjnych angielskich pieśni, podróżował po Wielkiej Brytanii przez kilka lat. Dziś może się pochwalić sporym archiwum, w którym ma kilka tysięcy pieśni. Obecnie mieszka i tworzy w Londynie, ale mnóstwo czasu spędził w trasie promując brytyjski folk na całym świecie.