Dama, soulowe bóstwo. Obwołana muzyczną sensacją 2003 roku w kolejnych latach roztoczyła opiekę nad nowym pokoleniem brytyjskich artystek muzyki soul. Znaki szczegółowe – występy na boso i przepiękny głos, któremu trudno się oprzeć. Naprawdę nazywa się Jocelyn Eve Stoker. Zadebiutowała genialnym albumem „The Soul Sessions”, i od tamtego czasu nikt nie śmiał odebrać jej tytułu niekoronowanej królowej białego soulu. Swoją muzyką w fascynujący sposób zerka w stronę korzeni R&B, nieobcy jej jest również jazz i latynoamerykańskie smaczki. Powróciła na muzyczną scenę, by niebanalną urodą, seksowną dojrzałością i soulowym mistycyzmem zarażać kolejne rzesze fanów.

joss

Mam mieszane uczucia, bo niektóre utwory z najnowszego albumu „Water for Your Soul” z pewnością zasługują nawet na pięć gwiazdek – ale skoro ocena dotyczy całej płyty… Z początku wydaje się, że będzie tylko w rytmie reggae. Sama Joss zapowiadała, że nagra płytę inną niż poprzednie. Nawiązała współpracę z synem Boba MarleyaDamianem, czego owocem stał się album w odmiennym dla wokalistki stylu. Dubowe utwory, od których zaczyna się płyta, nie są bezdusznie technologiczne. Choć wpływów muzyki karaibskiej dałoby się z łatwością doszukać, są one tylko jednym z wielu folklorystycznych ornamentów, jakimi przyozdobiono poszczególne kompozycje. Wrzucanie Joss Stone do worka z muzyką tradycji i źródeł jest grubym nieporozumieniem. To syntetyczny pop głównego nurtu (lecz dla zdecydowanie bardziej wyrafinowanego ucha): automatyczne rytmy, tła z syntezatora, przebojowe melodie, śpiew o ciemnej, soulowej barwie. Kompozycje są bardzo starannie zaaranżowane, dużo się w nich dzieje – na różnych dźwiękowych planach. Nie ma dwóch takich samych utworów, choć wszystkie mieszczą się w tej samej konwencji.

Album jest zatem różnorodny i spójny stylistycznie zarazem.

Pełno tu melodii, karaibskich klimatów i szaleńczego rytmu. Właściwie nie ma słabych momentów (patrząc na wydawnictwo w kategorii, w której startuje). Joss raz czaruje wyśpiewanymi cudownym kontraltem wyciskaczami łez, raz rozrywa nogi tonami funkowego dynamitu. Nie brak na płycie typowych dla tej wokalistki nastrojowych utworów balladowych, jak „Stuck On You”, przesycony erotyzmem „Sensimilla” czy utrzymany w duchu kompozycji FugeesThis Ain’t Love”. Mamy też trochę tyleż ciepłych, co archaicznych i lekko kiczowatych klimatów Ricky’ego Martina – ale w formie do konsumpcji bez obrzydzenia. Nawet to, że piosenki do południowoamerykańskich podkładów śpiewane są po angielsku, nie wpływa ujemnie na odbiór. To wszystko chyba dzięki aranżacjom, które eksponują różne instrumenty dęte, ukrywają czasami akustyczne z reguły, basy oraz prezentują nieco stonowaną perkusję.

Tendencje we współczesnej muzyce soulowej są dwie. Z jednej strony oszczędne i subtelne, „żywe” granie pełne cytatów z przeszłości, z drugiej – budowana na dubowym szkielecie żonglerka nowymi brzmieniami, jakich w soulu dotąd nie było. Obie inspirują Joss Stone i żyją na „Water for Your Soul” w znakomitej symbiozie.

Płyta udowadnia, że muzyka rozrywkowa może być ambitna i komunikatywna jednocześnie.

Ocena płyty: