Oj, zdziwią się ci, którzy najpierw usłyszą rasowy czarny głos, a później zerkną na okładkę „Dangerous Woman” i przekonają się, że Ariana Grande wcale nie jest koleżanką z podwórka Beyoncé. Młoda biała artystka z Florydy skazana jest na sukces i to nie tylko ze względu na równie niebanalną, co możliwości wokalne, urodę.

Ariana Dangerous-Woman

Już dawno sztaby producentów, kompozytorów i stylistów nie zrobiły tak dobrej roboty – panna Grande nie dość, że wygląda (i to jak!), to jeszcze ma co śpiewać. W tym rewelacyjnie oszlifowanym pop-soulu zabarwionym raz to hiphopowym bujaniem, raz Dionowsko-Careyowskim patosem, jest tyle przebojowości, że nie dziwi uwielbienie milionów fanów. Wspaniały głos i aranżacyjny kunszt sprawiają, że każda nowa płyta wokalistki jest przyjmowana z uwagą.

Jako nastolatka była gwiazdą serialu młodzieżowego „Victoria znaczy zwycięstwo”. Po siedmiu latach zamieniła kolorowe, dziecięce ciuchy na eleganckie suknie i z powodzeniem wkroczyła na soulową drogę. W „dorosłym” świecie muzycznym pomogli jej m.in. Nicki Minaj („Side To Side”), Lil Wayne i Macy Gray, która bezbłędnie natchnęła utwór „Leave Me Lonely” klimatem własnych dokonań. Soul pani Grande to więc raz nastrojowe, raz bujające granie, pełne nowinek ze świata R&B. Czarnym erotyzmem kipi tu zaś tak mocno, że nawet najwięksi twardziele padną oczarowani wokalizami „niebezpiecznej” Ariany.

Styl śpiewania Ariany daleki jest od udziwnionych wokaliz, jakimi epatują zwykle amerykańskie piosenkarki. Teksty utworów, bardzo kobiece, czasem wydają się wręcz naiwne, choć takie piosenki jak znakomite „Thinking Bout You” dają do zrozumienia, że Ariana nawiną gęsią nie jest. Brak tak typowych dla R&B udziwnień i ornamentów sprawia, że płyta brzmi surowo i przez to ciekawie. Na płycie dominują piękne ballady („I Don’t Care”), ale są tu także utwory utrzymane w klimacie uptempo, jak aktualny hit „Into You”.

Ktoś mógłby powiedzieć, że takich płyt ukazują się dziesiątki każdego miesiąca, to prawda, ale trzeci album Ariany Grande wyróżnia się pod wieloma względami. Na płycie znajdziemy pop, hip hop, indie, R&B. Ta stylistyczna eklektyczność nie razi. Dzięki jednolitej produkcji całość brzmi nad wyraz spójnie. Co ważne, producenci zamiast kokietować z tradycją R&B z dużym smakiem wpletli do piosenek nowoczesność. Soul najwyższych lotów bez retro ukłonów. Jest to przyjemna dla uszu podróż po dźwiękowych przestrzeniach i stylach. Bezpretensjonalny album, który promuje zaraźliwy tytułowy singiel „Dangerous Woman”.

Ocena płyty: