Na ten koncert polska publiczność czekała wiele lat. Ludovic Navarre, kryjący się pod pseudonimem St. Germain przed laty zrewolucjonizował muzykę elektroniczną, łącząc ją w umiejętny sposób z elementami jazzu, co wpisało go poniekąd w nurt nujazzowy. Płyty „Boulevard” i „Tourist” wydane odpowiednio w 1995 i 2000 roku, znalazły uznanie zarówno wśród fanów jazzu, jak i muzyki klubowej. Na początku października po 15 latach przerwy ukazał się album artysty zatytułowany po prostu „St. Germain”. W ramach promocji krążka 6 listopada Navarre wystąpił wraz ze swoim zespołem w warszawskiej Stodole. Skład grupy składał się z muzyków, którzy zagrali na płycie (wśród nich m.in. multiinstrumentalista Guimba Kouyaté, znany chociażby z ostatnich kolaboracji z Marcusem Millerem, czy Gregorym Porterem oraz Sadio Kone, grający na malijskim ngoni). Set oczywiście w dużej mierze oparty był przede wszystkim o najnowszy materiał. Zespół rozpoczął od utworów, które odpowiednio kończą i zaczynają wspomniany album. „Forget Me Not” swoim ciepłym i bujającym klimatem idealnie wprowadził publiczność w swoisty trans, by w „Real Blues” zaprosić ją do lounge’owego pląsania. Następnie usłyszeliśmy bodaj największy utwór w dorobku St. Germain, czyli „Rose Rouge”, co wywołało aplauz i zachwyt publiczności. Z kolei „Hanky Panky”, będący jednym z najbardziej jazzowych numerów na płycie, przyjemnie złamał transowy nastrój. Natomiast „How Dare U” przeniósł nas wprost w rejony gorącej Afryki, podkreślając jednocześnie zamysł, jaki towarzyszy nagraniom z płyty „St. Germian”. Ponowne ożywienie publiczności przyniósł kolejny klasyk z „Tourist”, czyli „So Flute”, wzbogacony dodatkowo solówką na bongosach. Zaś pulsujące „Sittin’ Here” wprowadziło miniaturowe solo Guimba na gitarze. Wieczór zwieńczyły jazzujący „Family Tree” i bluesujący „Sure Thing”. To był interesujący brzmieniowo i muzycznie wieczór. Wszystkie utwory wybrzmiały w nieco dłuższych wersjach, niż na płytach. Dziwić może jedynie, że przy tak rozbudowanym składzie Navarre nie zaangażował żadnej wokalistki, w skutek czego wszystkie partie wokalne leciały z podkładów…

St Germain - Warszawa