Jaka jest i jak powstawała jej nowa płyta zatytułowana „Widoki”? Jakie widoki ma za oknem? O tym i o wielu innych rzeczach mieliśmy przyjemność porozmawiać z Magdaleną Wójcik, wokalistką zespołu Goya.

Jakie masz widoki zza okna swojego domu?

(śmiech) Bardzo miłe, trochę szare, ale trzeba się cieszyć z tego, co się ma.

Nie pytamy przypadkowo, bowiem „Widoki” to tytuł siódmej płyty zespołu Goya. Jak wyglądała praca nad tym albumem?

To była bardzo miła praca. Gramy ze sobą już od dwudziestu lat, więc wiemy już, czego od siebie oczekiwać, a z drugiej strony nadal potrafimy siebie zaskakiwać. Płyta powstawała półtora roku, co niby jest sporym kawałkiem czasu, ale dzięki temu mogliśmy dopracować sobie tę płytę i np. pozmieniać różne rzeczy, które w pierwotnej wersji nam się nie podobały. Myślę, że ten efekt końcowy jest w stu procentach zadowalający nas wszystkich i to jest najważniejsze.

A czym zaskoczyliście się podczas nagrywania „Widoków”?

Nie jest tak, że odkryliśmy jakieś nowe horyzonty muzyczne, bo nie jesteśmy tego typu zespołem. Poruszamy się w najbliższych nam klimatach muzycznych i tekstowych i chyba nie wykraczamy poza te ramy. Udało nam się natomiast zaskakiwać siebie nawzajem sposobem zagrania czy uzyskaniem jakiegoś brzmienia, które pojawiło się w trakcie pracy. To był bardzo twórczy i miły czas.

Album powstawał półtora roku. Co robiliście przez cały ten czas?

Mamy własne studio, w którym oprócz naszych płyt nagrywamy również inne rzeczy dla innych artystów, czasem produkujemy czy piszemy. W czasie nagrywania płyty byliśmy na etapie szukania nowego managementu, ale teraz wszystko wyszło już na prostą i mam nadzieję, że wspólnymi siłami damy radę i wszystko pójdzie w dobrym kierunku.

Pierwszym singlem z płyty jest „Najlepsze czeka nas”. O czym opowiada?

Ten utwór jest w dużym stopniu odzwierciedleniem mojego podejścia do wielu spraw. Jestem optymistką, dlatego „Najlepsze czeka nas” po części opisuje mnie. Zawsze widzę szklankę wypełnioną do połowy i mam nadzieję, że to, co najlepsze, jeszcze przede mną. Piosenka opowiada o tych różnych, czasem lepszych, czasem mniej pozytywnych aspektach życia we dwoje. Jestem dojrzałą kobietą. która sama przechodzi przez wiele tego typu doświadczen, dlatego to one są tematem moich tekstów.

W tym roku mija dwadzieścia lat od rozpoczęcia działalności zespołu Goya. Planujecie jakąś specjalną trasę jubileuszową?

Mam nadzieję, że ta płyta to będzie w pewnym sensie prezent jubileuszowy dla naszych słuchaczy. Dla tych, którzy są dla nas od początku, ale i dla tych, którzy pojawili się nieco później, bo tych także sobie bardzo cenimy. W przyszłym roku wyruszamy w trasę koncertową po klubach. Bardzo tęsknimy za koncertami, ponieważ mieliśmy przerwę związaną z różnymi aspektami działalności zespołu. Nie wiemy, czy będziemy nazywali tę trasę „jubileuszową”, bo nie musimy chyba jeszcze niczego podsumowywać. Wciąż mamy wiele pomysłów, dużo pracy. Mamy nadzieję, że tą trasą damy radość słuchaczom, którzy przyjdą na nasze koncerty i przyjdą skonfrontować nasze nagrania płytowe z wykonaniem na żywo.

Pomimo dwudziestu lat na rynku, skład Waszego zespołu praktycznie nie uległ żadnej zmiany. Jaki jest sposób na tak idealną współpracę?

Rzeczywiście, wszystkie trzy osoby, które założyły zespół i które tworzą czy produkują, to jest niezmienny skład. Na początku były jeszcze dwie inne osoby, które zrezygnowały z dalszej pracy w zespole, bo być może nie do końca wierzyły w zespół. Tym sposobem na współpracę może być to, że jesteśmy przyjaciółmi, że bardzo dobrze się rozumiemy. To kwestia porozumienia na innej płaszczyźnie, niezawodowej. Trzeba się dogadywać, lubić spędzać ze sobą czas.

W tym niezmiennym składzie stworzyliście takie hity, jak „Smak słów”, „Mój” czy „Tylko mnie kochaj”. Czuliście, że to będą przeboje?

Tak naprawdę to nigdy nie wiadomo, co się stanie hitem. Przed płytą i singlem „Smak słów” nawet firma nie do końca wierzyła w sukces. My też nie wiedzieliśmy,  czy taki spokojny utwór o miłości ma szansę, ale wiedzieliśmy, że to jest dobra piosenka. Pomimo tych wątpliwości okazało się, że trafiliśmy na taki moment, że słuchacze potrzebowali wyciszenia, tego rodzaju piosenek. Nie ma recepty czy przepisu na przebój. Dobrze, że nikt tego nie wie, bo gdyby było inaczej, to wszystko byłoby zbyt oczywiste.

Miejmy nadzieję, że singiel „Najlepsze czeka nas” dołączy do listy Waszych przebojów!

Też mam taką nadzieję! (śmiech)

Ostatnio dołączyłaś do kampanii „Wybierz polską muzykę”, w której promujesz nasz rodzimy rynek muzyczny. Oprócz tego, jesteś wokalistką jednego z zespołów, które od początku działalności tworzą jedynie w języku polskim. Czy to była Wasza świadoma decyzja?

Tak. Zawsze pisałam sobie teksty po polsku. Nawet kiedy ten angielski stał się bardziej popularny i obecny na rynku, ja nigdy nie miałam potrzeby śpiewania i pisania po angielsku. Uwielbiam język polski, bo uważam, że jest bardzo bogaty i można bardzo wiele rzeczy wyrazić w tym języku. Wiadomo, że dla wokalistów język angielski jest łatwiejszy, bo jest dużo samogłosek, które dają możliwość płynięcia tego wokalu. Język polski jest cięższy z tymi wszystkimi szeleszczącymi spółgłoskami czy zlepkami liter i sylab, ale śpiewa mi się w nim bardzo dobrze. Wyrobiłam sobie też swój sposób na pracę nad tekstami, dzięki czemu umiem pisać po polsku w taki sposób, żeby ten wokal płynął. Pokolenie naszych mam czy babć nie posługuje się tak płynnie językiem angielskim.

Wiemy, że kilka tekstów do Waszych piosenek powstało… w wannie!

Jeżeli mam jakiś problem, to potrzebuję takiego miejsca i chwili, gdzie mogę się wyciszyć. Wanna daje mi tę możliwość uzyskania tego rodzaju rozluźnienia. Może to też być np. mój pokój, w którym czuję się bezpiecznie. Wanna stała się synonimem bezpieczeństwa, spokoju i relaksu. Jestem tego typu twórczynią, która potrzebuje spokoju, a nie wewnętrznych rozterek, złego samopoczucia czy bólu. Czasem podczas jazdy samochodem do głowy wpada mi słowo, wokół którego powstaje cały tekst.

Jak już wspomnieliśmy, pierwszym singlem z płyty „Widoki” jest utwór „Najlepsze czeka nas”. Są pomysły na drugi singiel?

My mamy mało dystansu do swoich utworów i posiłkujemy się trochę opiniami z zewnątrz. Będziemy wybierać kolejny singiel, a w wyborze pomoże nam firma, która obiektywnym okiem oceni, który utwór nadaje się na singiel. O zdanie pytamy też swoich znajomych i rodzinę, bo te osoby z boku też mogą coś podpowiedzieć. Mam nadzieję, że na tej płycie nie ma jednego czy dwóch utworów, które ewidentnie mogą być singlem, tylko że każdy z nich ma coś w sobie i zdobędzie swoich zwolenników.

A kiedy nowa płyta?

Może nie w przyszłym roku, bo wydajemy albumu średnio co dwa lata. Więc może nie w tym roku, ale za dwa lata na pewno coś się pojawi, bo mamy wiele pomysłów i siły do pracy.