Recenzja najnowszej płyty Michała Wróblewskiego nie będzie recenzją zbyt formalną, bo też nie czuję się na tyle kompetentny, by o taki opis się tutaj pokusić. Będę pisał z perspektywy osoby, która ukochała sobie jazz, a z muzyki – w ogóle – uczyniła przedmiot umiłowania i kontemplacji.

Już na wstępie powiem, że „City Album” to świetna płyta, która może wybitna nie jest, ale znamiona geniuszu na pewno ma. Wróblewski budzi podziw ze względu na swój ogromny talent, który wykorzystuje w sposób totalny. Gra różnorodnie, chcąc oddać w sposób jak najbardziej pełny skalę swoich umiejętności. Robi to wspaniale, podkreślając jednocześnie artyzm towarzyszących mu muzyków. Cała trójka gra raz dynamicznie i przewrotnie, a raz subtelnie i bardzo lirycznie. Zebrany materiał stanowi ekspresyjną całość, która jest wartością tej płyty, albowiem pozwala słuchaczowi na głęboką refleksję, która dotyczy zresztą nie tylko tego, czego doświadczymy, jako odbiorcy, ale również tego, czego mógł naszym zdaniem doświadczać autor w swoim procesie twórczym. Kluczowe staje się więc tu zrozumienie i odkrycie stojących za muzyką znaczeń – dla każdego innych, bo inni jesteśmy przecież my sami.

Michał Wróblewski Trio

Subiektywizm wpisany jest w każdą recenzję i relację, dlatego powiem szczerze, że kupiłbym tą płytę już choćby dla tylko jednego utworu, którym jest „Children in the Park”. Czy się go tu spodziewałem? Na pewno tak. Słuchając kolejnych fragmentów albumu, miałem poczucie, że czegoś mi w nim brakuje. Miałem nadzieję, że to tylko kwestia czasu i rzeczywiście tak było. W końcu przyszła pora na kompozycję, która podbiła mnie całkowicie. Jest ona dowodem tego wszystkiego, o czym pisałem wcześniej, a ponadto, przepięknej wrażliwości, która okazała się tak bardzo kompatybilna z moją. Nie ma dla słuchacza nic wspanialszego, niż świadomość „spotkania” dźwięków, które będą mu już najprawdopodobniej towarzyszyć zawsze. Jestem pewny, że tak jest właśnie w tym wypadku. Delikatność, czar i poetyka „Children in the Park”, to moja estetyka, to ja!

Na koniec, trzeba wspomnieć, że nie jest to chyba płyta prosta czy łatwa, bo to ten rodzaj jazzu, do którego trzeba dojrzeć. Kiedy jednak już się to zrobi, dostaje się w prezencie źródło emocji, inspiracji i wrażeń artystycznych, czyli wszystkich tych rzeczy, które są – przynajmniej dla mnie – w muzyce najważniejsze. „City album” warto mieć, bo warto przecież szukać w muzyce siebie, a ta płyta stwarzając możliwość samopoznania, daje taką szansę.

Michał Wróblewski – fortepian
Michał Jaros – kontrabas
Paweł Dobrowolski – perkusja

Michał Wróblewski Trio – ”Michał Wróblewski Trio City Album”, wyd. Gats Production Ltd (2014).