Kilka dni temu, wieczorem w Teatrze WARSawy odbył się występ w ramach cyklu koncertów organizowanych przez RDC. Tym razem na scenie wystąpiła Iza Kowalewska w towarzystwie izraelskiego gitarzysty Dimy Gorelika. Wokalistka zaprezentowała utwory ze swojej najnowszej płyty, „Diabeł mi Cię dał„, w zupełnie nowej, bardziej sensualnej wersji.

Koncert rozpoczął się ciekawym gitarowym intro do utworu „Życie z poetą” wzbogaconego o niesamowite wokalizy i urocze brzmienia gitary akustycznej. Jeszcze lepsze dźwięki, stylizowane na ukulele, usłyszeliśmy w trakcie wykonania tytułowego kawałka „Diabeł mi Cię dał„, poprzedzonego afrykańsko brzmiącymi skatami. I chociaż na początku Gorelik sprawiał wrażenie zagubionego, z minuty na minutę brzmiał coraz pewniej i przekonująco.

Panującą w sali energię podzielili także sami widzowie, którzy przyłączyli się – za namową Izy – do wspólnego wybijania rytmu poprzez klaskanie. Muszę przyznać, że dało to niesamowicie pozytywny efekt, na co sama wokalistka przyznała, że „jutro nagrywamy płytę!”. Jeżeli byłaby ona nagrywana na setkę i zachowana w takim klimacie, jaki powstał wczoraj, to pozostaje tylko na nią czekać. Zarówno sensualna wersja pierwszego singla z płyty, czyli „Tango D.N.A.„, podkreślona dodatkowo czerwonymi światłami, jak i „Carpe Diem” z miłym dla ucha solo na gitarze oraz wokalizami artystki sprawiły, że słuchacz szybko odpływał i zupełnie ignorował długość trwania każdego utworu.

Solówki Dimy pojawiły się też przed rewelacyjnie wykonanym (zwłaszcza przy refrenach) utworze „Dzień Niepodległości„, który bez dwóch zdań był najbardziej emocjonalną oraz najmocniejszą prezentacją wieczoru, a także w trakcie kawałka „Spadam w dół„. Wokalistka nie dość, że znowu urozmaiciła go, śpiewając skaty, to jeszcze wystukiwała sobie rytm nogami, niczym tancerka flamenco. Nie dość, że wyglądało to uroczo, to jeszcze tak brzmiało. Do tego stopnia, że wykonanie „Śniegu” przeszło obok mnie obojętnie, w przeciwieństwie do interpretacji piosenki „Damski bokser” wypełnionej wokalizami, solówkami Gorelika oraz niezwykłą – jak sugeruje tekst utworu – emocjonalnością w głosie. Podobnie było w ostatnim utworze podczas koncertu, w którym ponownie swoją cząstkę podarowali także zgromadzeni widzowie.

Tak napełniony muzyką wyszedłem z Teatru WARSawy, by potem wrócić do domu i ponownie przesłuchać studyjne wersje wszystkich kawałków z płyty „Diabeł mi Cię dał”. I chociaż brzmiały kompletnie inaczej, niż podczas koncertu, to przypomniały tę dużą dawkę emocji, które przekazała każdemu Kowalewska. Teraz pozostaje jedynie czekać na kolejne koncerty oraz płytę, która – jak zapowiedziała sama wokalistka – już we wrześniu.

[AFG_gallery id=’11′]