27 listopada br. warszawski klub Stodoła odwiedziła Imany. Piosenkarka po raz kolejny przyjechała do Polski i oczarowała całą publiczność swoim charakterystycznym wokalem oraz osobowością.

Impreza zaplanowana została na 19:00, rozpoczęła się jednak nieco godzinę później. Jako support na scenie pojawił się Senegalczyk Pako Sarr, który nieco rozgrzał tłumnie zgromadzoną publiczność. Po wykonaniu przez wokalistę czterech utworów rozpoczął się występ gwiazdy wieczoru. Ubrana w czerwoną bluzkę, czarne spodnie i (oczywiście) chustę na głowie zaprezentowała nam pierwszy utwór – „I Lost My Keys”. Piosenkarce towarzyszyła orkiestra składająca się z perkusji, gitary akustycznej, klawiszy oraz dwóch basów i wiolonczel.

support imany

Tuż po oficjalnym przywitaniu oraz podziękowaniu za przybycie, zabrzmiała gitara akustyczna. Wokalistka wykonała piosenkę „Kisses in the Dark”, którą później zaczęła śpiewać razem z widownią. Prawdziwa możliwość wykazania się wokalnym talentem przez publiczność przyszła utwór później, kiedy zabrzmiały pierwsze takty przeboju „You Will Never Know”. Nieco zmieniona, bardziej rockowa aranżacja sprawiła, że każdy z nas (z początku nieśmiało, potem coraz odważniej) zaczął wtórować piosenkarce podczas śpiewania refrenu. Zaskoczeniem dla wielu było wplecenie w występ fragmentu coveru piosenki Niny Simone„Don’t Let Me Be Misunderstood”, który Imany zaśpiewała a’cappella. Po kilku sekundach piękny, liryczno-balladowy obrazek ponownie zmienił się w bardziej drapieżny, rockowy. Sama artystka ponownie nawiązała z nami relację, poddając nas „testowi znajomości tekstu utworu”  polegającemu na śpiewaniu refrenu bez jej podpowiedzi.

Chwilą wytchnienia od szybkiego tempa piosenki była krótka rozmowa Imany z nami. Piosenkarka nakazała bowiem wszystkim zamknąć oczy i wyobrazić sobie zabójstwo byłego ukochanego. Swoim komentarzem, że „sama więcej tego nie zrobi”, rozśmieszyła każdego zgromadzonego w Stodole. Po krótkim wprowadzeniu zaprosiła do „piosenki o wolności”, którą okazał się utwór „Where Have You Been”. Występ rozpoczął się spokojnie, stworzył klimat jazzowy, by po chwili nabrać mocy. Na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim genialny perkusista sprawiający, że cała sala zaczyna tańczyć, oraz basista, który zaprezentował bardzo dobrą solówkę.

imany_05

Kolejny utwór, cover przeboju Queen pt. „Bohemian Rhapsody”, okazał się kilkuminutowym arcydziełem scenicznym. Akustyczny początek występu przekształcił się w iście symfoniczną prezentację pełną smyczków. Druga część utworu należała do całej orkiestry, która dała niesamowity pokaz swoich możliwości, na chwilę spychając Imany na drugi plan. Wokalistka nie dała się jednak zdominować przez genialnych instrumentalistów, uspokajając klimat pięknym wykonaniem końcówki utworu oraz wzruszającym zaśpiewaniem „Take Care”. Piosenka sprawiła, że cała publiczność (jak jeden mąż) zaczęła śpiewać razem z artystką, a kilku osobom pociekła łza wzruszenia. Całość dopieściła świetna gra instrumentów, które ciekawie zabrzmiały podczas kolejnej propozycji – „Grey Monday”. Orkiestra ponownie wprowadziła do Stodoły jazzowo-soulowy klimat, a pod koniec porwała artystkę do tańca swoją dynamiką.

Bardzo ciekawy obrazek stworzył utwór „Pray for Help”, podczas trwania którego cała widownia zaczęła rytmicznie klaskać w rytm wybity przez Imany. Początkowo smooth-jazzowe brzmienia szybko zamieniły się w jamajsko-rockowe, prowokując nasze nogi do tańca. Po wykonaniu piosenki wokalistka po raz kolejny nawiązała z nami kontakt, śmiejąc się z chłodu na dworze oraz faktu, że zawsze zapraszana jest do Polski wtedy, kiedy jest zimno. Po chwili postanowiła zabawić się w dyrygenta i poprosiła wszystkich o wspólne śpiewanie „aaaa”, które posłużyło jej za podkład muzyczny do „Ready or Not”. Śpiew zaangażowanej publiczności obiegł całą salę, a Imany zaprezentowała utwór, w który wplotła cover piosenki „Sign My Name” Terence’a Trent D’Arby’ego. Początkowo akustyczna, liryczna wersja zamieniła się w bardziej soulową, potem – nieco rockową, z perkusją i subtelnymi dźwiękami wiolonczel w tle. Końcówka wykonana a’cappella po raz kolejny poruszyła publiczność, która razem z piosenkarką zaczęła śpiewać refren utworu.

imany_03

Po zdobyciu gromkich braw Imany usiadła obok swoich gitarzystów i razem z nimi wykonała „Seat with Me”. Po wykonaniu utworu opowiedziała, że ciemny kolor skóry zawdzięcza madagaskarskiemu pochodzeniu. W krótkiej rozmowie z publicznością zaczęła się śmiać, że z pewnością wszyscy wiedzą (z filmu animowanego), że istnieje wyspa Madagaskar, ale nikt nie wie, gdzie znaleźć ją na mapie. Wyznała w żartach, że celem jej koncertów jest właśnie uświadamianie ludzi o jej kartograficznym położeniu. Po salwie śmiechu widzów wokalistka postanowiła sprawdzić nasz groove. Na środek sceny zaprosiła wszystkich muzyków (z którymi, jak sama wyznała, dawno nie grała, a z częścią wystąpiła w Stodole po raz pierwszy), którzy razem z nią zaczęli klaskać i układać krótkie taneczno-klaskane choreografie. Po kilkusekundowej zabawie, podczas której cała sala zaczęła tańczyć w wyklaskiwany przez siebie rytm, piosenkarka szybko przeszła do wykonania „Mercedes Benz” z repertuaru Janis Joplin. Utwór wzbogacony został o brzmienia basu, gitary oraz tamburynu.

Przed zaśpiewaniem kolejnej piosenki, Imany wykonała szybki „wywiad środowiskowy”, przeliczając proporcje kobiet i mężczyzn. Po jednoznacznej przewadze liczbowej płci pięknej, wokalistka nakłoniła nas (płeć brzydszą?) do zapraszania swoich znajomych na  jej koncerty ze względu na dużą liczbę pań, które (jak zażartowała) w większości mają złamane serca lub są wolne. To właśnie kobietom zadedykowała swój następny utwór „Please and Change”, w którym zabrzmiała świetna solówka perkusji i gitary. Po zakończeniu piosenki typowo brazylijskim, sambowym akcentem, Imany podziękowała ekipie realizacyjnej oraz towarzyszącym jej na scenie muzykom. Na pożegnanie wykonała „I’ve Gotta Go”, jednak (na szczęście) szybko powróciła na scenę, by zaprezentować się jeszcze w trzech utworach.

imany_04

Swój bis rozpoczęła w iście paryskim stylu: zaśpiewała po francusku, siedząc na oświetlonym reflektorami krześle postawionym na środku sceny. W tle zabrzmiały wiolonczele, a wokalistka udowodniła, że brzmi świetnie zarówno w anglo-, jak i francuskojęzycznym repertuarze. Po poruszającym występie, ze łzami w oczach podziękowała nam za przybycie i wyznała, że Polacy są najlepszą publicznością, jaką spotkała. Stwierdziła, że na pewno minął line-up’owy czas jej występu, ale skoro nie chcemy jeszcze iść do domu, to zostanie. Po krótkim wstępie dotyczącym Afryki, wykonała tytułowy utwór z jej debiutanckiej płyty „The Shape of Broken Heart”. Piosenka nabrała afrykańskich rytmów dzięki bębnowi, który w połączeniu z wiolonczelą stworzył niepowtarzalną jedność. Na sam koniec Imany po raz drugi wykonała swój największy przebój „You Will Never Know”, jednak tym razem w wersji znanej z radia, czyli spokojniejszej, mniej rockowej od tej z początku koncertu. W trakcie występu zrobiła coś, czego się nie spodziewałem – zdjęła swoją charakterystyczną chustkę z głowy, czym wywołała gromkie okrzyki z publiczności. Po zakończeniu śpiewania ostatni raz podziękowała wszystkim za przybycie i pożegnała się z nami.

Około 22:30 opuściliśmy salę, pozytywnie komentując ponad dwugodzinną dawkę muzyki na najwyższym poziomie.