Wtorek, 22 października. Wczesne godziny wieczorne. Przed wejściem do wrocławskiego klubu Eter ustawia się kolejka ludzi spragnionych wysublimowanych dźwięków. Każdego z gości wita krówka i przypinka jednej ze stacji radiowych, bo to w końcu jej urodziny. Schodzę niżej, a tam miejsce przed sceną, wypełnione publicznością bujającą się w rytm muzyki puszczanej przez DJ – to dobry znak.

Mija godzina 20:00, na scenie dalej pusto. Dziesięć minut później pojawiają się muzycy i zaczynają grać „It’s all over you body„. Po kilku pierwszych dźwiękach na scenie pojawia się José, a wśród publiki pierwsze piski i oklaski.

José James w większości zagrał materiał z płyty „No Beginning No End”, mogliśmy usłyszeć takie utwory jak: „Trouble”, „Come to my door” czy „Sword + Gun”. Poza materiałem z czwartego krążka, artysta wykonał kilka starszych utworów oraz kawałków całkowicie improwizowanych. José co jakiś czas schodził ze sceny dając szansę na pokazanie talentu swoim muzykom. Największy aplauz wśród publiczności zdobył trębacz – Takuya Kuroda. Również José potwierdził, że prócz śpiewania potrafi także całkiem nieźle rapować oraz „bawić się słowami”. Udowodnił to w trwającym ponad pięć minut freestylu wykonanym jedynie przy akompaniamencie perkusji (Richard Spaven). Jakby tego było mało, bywało tak, że wklejał w swoje kompozycje fragmenty utworów swoich idoli z dzieciństwa. Usłyszeliśmy więc fragmenty utworów Marvin Gaye „Mercy, Mercy Me”,  Steviego Wondera „Isn’t She Lovely”  czy trwający ponad 7 minut cover „Ain’t No Sunshine” Billa Withersa.

Jako bis James zagrał utwór „Do you fell” okraszony wokalizą oraz improwizacją muzyków. Niestety trzeci raz na scenę nie dali się wywołać, pomimo braw i próśb publiczności.

Trzeba przyznać, że zarówno José jak i muzycy z nim grający, posiadają ogromny talent. Czerpią radość z grania muzyki, a co najważniejsze potrafią zarazić nią swoich odbiorców.

[nggallery id=244]