Tomasz Dąbrowski, jeden z czołowych polskich trębaczy jazzowych, kompozytor i bardzo aktywny sideman. Gra na trąbce oraz, nazwanym tak przez niego – balkan horn. Absolwent PSM im. Fryderyka Chopina w Warszawie na wydziale jazzu u Roberta Majewskiego. Obecnie, student The Carl Nielsen Academy of Music w Odense.

Mieliśmy okazję porozmawiać z Tomaszek, zachęcamy do lektury.

Przygotowując się do wywiadu myśleliśmy czy zadać Ci to pytanie… w sumie czemu nie. Tomku dlaczego akurat trąbka, a nie inny instrument?

Hmmmmm… Bo nie było miejsca w szkole muzycznej, aby uczyć się grać na saksofonie.

Tak prozaicznie? Nie ma konkretnego powodu?

Tak, dokładnie. Naprawdę, chciałbym mieć dobrą historię…ale nie. Pamiętam, miałem wtedy trzynaście lat, grałem na pianie, miałem lekcje klasyczne. Chciałem iść do szkoły muzycznej, ale Iława to małe miasto i powiedzieli, ze nie ma już miejsc w klasie saksofonu.

Nie zrezygnowałeś, czy chciałeś po prostu grać… nawet jak nie było możliwości gry na saksofonie?

Skoro nie było miejsca na saksofon to wszystko było mi jedno, cokolwiek – niech będzie trąbka. Poszedłem na przesłuchanie, sprawdzili mnie, usłyszałem jak mój nauczyciel – Bogdan Olkowski gra na trąbce i mi się spodobało. Ostatnia szansa na pójście do szkoły muzycznej, dlatego wybrałem to co było.

Czy żałujesz tego z perspektywy czasu?

Nieee, uważam, że to jest jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały, porównując do innych instrumentów, trąbka ma dla mnie najbogatszą paletę brzmień akustycznych.

Nie chcemy Ci słodzić, ale jak mieliśmy okazję słyszeć Cię na żywo, to brzmiało to bardzo dobrze! Jesteś wirtuozem trąbki.

Dziękuję, a z kim wtedy grałem?

Grałeś w Pardon, To Tu z akLaffem. Musimy przyznać, że był to świetny koncert.

To była ciekawa historia, sam pomysł koncertu wyszedł od Daniela Radtke, szefa Pardon, To Tu. Jednym z jego marzeń było, żeby mieć klub ze świetną muzyką, a kolejnym by akLaff zagrał w tym klubie. Udało się, akLaff przyjął zaproszenie, Daniel sam dobrał skład z ludzi których wcześniej słyszał na scnie Pardon, To Tu, który jego zdaniem najlepiej pasuje do siebie i do takiego perkusisty jak Pheroan… i tak się zjechaliśmy.

Jak Wam się wspólnie grało?

Dobrze, mam duży respect do akLaffa i to było ciekawe doświadczenie zobaczyć jak pracuje nad muzyką, i z muzykami. Wspólne granie z Pawłem Szpurą i Kennethem Knudsenem też bardzo dobrze wspominam. Takie koncert jak ten o którym teraz rozmawiamy, są to sytuacje kiedy wychodzisz grać z ludźmi których często kompletnie nie znasz. Wymaga to dużo pokory, wyzbycia się własnego ego, a to w świecie muzyki o której rozmawiamy nie zdarza się często. Ego jest na pierwszym planie, a muzyka traci przez to dużo barw.

Jaki sposób gry jest Ci bliższy?

Im dłużej gram, tym bardziej skłaniam się w stronę grania z zespołem, nie projektów jednorazowych, czy też jednopłytowych. Przez moje projekty z Amerykanami, zespoły do których jestem zapraszany z różnych stylistyk w samym tylko tzw. jazzie, doszedłem do miejsca w którym chcę czegoś więcej niż tylko bardzo dobrych i doświadczonych muzyków grających razem. Praca nad brzmieniem i materiałem, skupienie się na jednym zespole na ciągłości rozwoju, to jest to co mnie teraz inspiruje.

Powiedz nam, masz swojego „Mistrza”, na którym się wzorujesz, który jest Twoim przewodnikiem? Czy wolisz być sobą?

Czy wolisz być sobą? To takie czcze gadanie. Jak już zaczynasz grać na jakimkolwiek instrumencie, zderzasz się z całą tradycją która go dotyczy. Dla mnie trudność polega na tym by znać tradycje, historię a pozostać sobą cały czas. Bycie muzykiem to niekończący się proces i rozwój. To czego ja chcę, to być cały czas Tomaszem Dąbrowskim przede wszystkim w mojej własnej opinii.
A czego słucham? Mało słucham jazzu ostatnio, za to jestem fanem reggae.

Czy słuchasz polskich zespołów reggae czy bardziej zagranicznych?

Muzyka reggae jest na całym świecie i to co mnie fascynuje, to jej różnorodność. Cały czas mówimy o muzyce wywodzącej się z Jamajki, a jednak muzyka reggae z Francji [Patko, Dub Incorporation] czy Niemiec [Seeed], jest zupełnie inna od reggae z Brazylii – [Ponto de Equilibrio]. Dla mnie polskie reggae jest bardzo charakterystyczne. Zespoły jak Daab, Izrael, Maleo Reggae Rockers, Bakshish, Etna Kontrabande, to przedstawiciele polskiego oryginalnego reggae, które kojarzy mi się z ciemno brzmiącymi wokalami, przesterowanym brzmieniem gitary, ciężkim beatem.
A wracając do tego kto jest moim „Mistrzem”, dla mnie od zawsze funkcjonowało jako kilka osób na raz, a nie jedna na którą patrzysz jak na „Guru”. Tak wiele osób ma z Miles’em Davies’em, a dla mnie w każdym momencie jest to kilku muzyków, artystów generalnie. Cały czas pojawiają się nowi, którzy mają w sobie coś osobistego i charakterystycznego, jak np. Teraz Scott Tinkler z Australii czy Natsuki Tamura z Japonii.
Jak się uczysz, przyswajasz sobie wiedzę, literaturę muzyczną, zawsze brzmisz jak oni, musisz od kogoś nabrać wiedzy, nauczyć się języka, artykulacji, brzmienia.

Jeżeli dobrze rozumiemy lubisz grać muzykę, którą czujesz, a jak było z Twoją płytą? Tworzyła się „w bólach”, łagodnie, czy byłeś tak natchniony i powiemy kolokwialnie – „poszło to szybko”. Polscy fani musieli trochę poczekać na krążek, na początku ukazał się tylko w Danii.

Płyta „Tom Trio” ukazała się w Dani, bo wydawcą był Ilk. Bardzo mi zależało, aby płyta a miała dystrybucję w Polsce, i dzięki Multikulti z Poznania stało się to możliwe. Patrząc na ostatni rok, jestem bardzo zadowolony z efektów, wszystkie recenzje, nominacja do Fryderyka. Cały szum w Polsce, ale też i wszędzie indziej gdzie płyta dotarła [USA, Japonia, Francja, Niemcy i wiele innych], to coś czego się nie spodziewałem. A jak płyta TOM TRIO powstała? Tutaj kolejna prozaiczna historia – miałem termin na napisanie muzyki, ramy i to wszystko. Ja jestem jednym z tych którzy najlepiej pracują, szczególnie piszą muzykę, pod presją (śmiech). Sam krążek to „fifty&fifty” połowa to jest to co zostało napisane, a połowa to co jest ukierunkowana improwizacją. Wszystko powstało w tydzień od pisania muzyki do nagranej już sesji.

Tomasz Dąbrowski

Ekspresowe tempo, nie uważasz, że coś mogło zostać niedopracowane?

W żadnym wypadku, wiedziałem z kim gram, znam Andersa i Nilsa, więc pisałem i aranżowałem mając to cały czas na uwadze.

Jesteś zadowolony z efektu swojej pracy?

Oczywiście, że tak. Na pewno słyszałeś to nie raz, rozmawiając z muzykami, że kiedy tworzysz muzykę, nagrywasz i sam wydajesz, pracujesz nad okładką, słuchasz materiału bardzo dużo w kółko przy miksie, masteringu. Spędzasz ogromną ilość czasu przy płycie, i kiedy już się ukazuje to jest tak trochę jak narodziny “dziecka” (uśmiech), coś stworzyłeś, coś na co długo czekałeś, co pielęgnowałeś i zastanawiałeś się jak będzie, i wreszcie masz w rękach gotową płytę, która może nie jest doskonała w oczach innych ludzi, ale jest Twoja.

Dużo koncertujesz, głównie gdzieś w Polsce, Danii… swego czasu dość często mogliśmy uczestniczyć w Twoich koncertach w Warszawie.

Z tym koncertowaniem w Polsce jest falowo. Pamiętam jak zaczynałem kilka lat temu, miałem inne oczekiwania, chodziło głównie o to aby grać i mieć kontakt z polskim środowiskiem. Jednocześnie w tym samym czasie mieszkałem już w Danii. Teraz jest tak, że rzadziej przyjeżdżam do Polski, a za to w konkretniejszych celach. W Danii natomiast mam swoje miejsce, studiuję, gram coraz więcej, nagrywam – niebawem, w połowie listopada mam kilka koncertów i nagrywam ze słynnym już Copenhagen Art Ensamble.

Powiedz, kiedy i gdzie będziemy mogli posłuchać Cię na żywo?

Do Polski przyjeżdżam na trzy koncerty z TOM TRIO już pod koniec października, prócz tego tak jak wcześniej wspominałem koncerty z Copenhagen Art Ensamble w Danii i Szwecji, prócz tego Trouble Hunting w Danii, i Kasper Tom 5 – premiera nowej płyty “Ost Bingo Skruer” również w Danii – Aarhus.
Mała trasa z TOM TRIO to wydarzenie na które bardzo się cieszę, jest to pierwszy raz gdy zagramy w Polsce od czasu ukazania się płyty. Pierwszy koncert zagramy już 25 października w Bagatelli w Darłowie, miejscu które ma najbardziej zagorzałych fanów jak miałem okazję spotkać. Następne dwa koncerty to: 27 października na nidzickim Zamku i 29 października w warszawskim “Pardon, To Tu”. Na tej trasie wchodzimy również do studia by nagrać drugą płytę TOM TRIO, obecnie jestem w trakcie pisania kompozycji.
Zapraszam na moją stronę, tam znajdziecie Państwo najbardziej aktualne informacje co, gdzie, i kiedy – www.tomdabrowski.com.

Byłeś nominowany do Fryderyków. Powiedz czy byłeś zaskoczony?

Byłem bardzo mocno zaskoczony, to pierwsza płyta solowa w moim dorobku. Nie spodziewałem się, bo płyt które ukazują się co roku jest bardzo dużo, i łatwo jest myślę zniknąć pośród nich i przejść niezauważonym. Byłem też zaskoczony z racji faktu, iż moja płyta została wydana w innym kraju niż Polska, a tutaj takie wyróżnienie.

Jaka była reakcja rodziny na Twój, co tu ukrywać, sukces.

Musicie wiedzieć, że jestem jedynym muzykiem w rodzinie. Życie muzyka różni się, od „normalnego” życia z codzienną pracą, systematycznością, rutyną, swego rodzaju przewidywalnością i stabilizacją. Moi rodzice i brat przychodzą na moje koncerty, wiedzą czym są Fryderyki, kto to Miles Davis, Tomasz Stańko, Bob Marley i Bob Dylan. Muzyka ich interesuje, po części z racji tego, że ja się tym właśnie zajmuje. Kiedy też myślę o tym teraz, to zauważam, że przez ostatnie lata interesują się coraz bardziej tym co się dzieje, śledzą poczynania. Rodzice mieszkają w małej wsi na Mazurach i jak tylko są koncerty gdzieś w okolicy to chętnie na takowe jeżdżą. Z nominacją do Fryderyków historia jest taka, że ja się dowiedziałem od Mamy, że zostałem nominowany. Byłem wówczas w Polsce jeszcze, w drodze na lotnisko, odebrałem telefon od Mamy i usłyszałem: „Tomek słyszałam w radiu, że ogłoszono nominacje do Fryderyków i Twoja płyta jest nominowana, gratuluję”. To było dla mnie bardzo miłe – dowiedzieć się o tym z ust mojej Mamy właśnie.

Wspominaliśmy o projekcie Tom Trio. Powiedz coś więcej o współpracy z Tyshawnem? Możesz nam przybliżyć jak do niej doszło?

Pierwsze spotkanie to warsztaty SIM w Sopocie latem 2011 roku, i od razu myśl że muszę coś z Tyshawnem zrobić. Na tym stanęło na kilka miesięcy, następnie dostałem zaproszenie na nagrania do Nowego Jorku od Kennetha Knudsenem. Zaraz po tym złożyłem projekt do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, na napisanie muzyki nagranie moich dwóch projektów w Nowym Jorku. Tak też się stało, otrzymałem stypendium, nagrałem dwie swoje a łącznie trzy płyty w 12 dni. Kenneth Knudsen Group z m.in. Johnathanem Blake’em i Giladem Hekselmanem, duo z Tyshawn Sorey’em i trio 3D z Kris Davis i Andrew Drurym. Płyta Kennetha już dawno się ukazała w Danii, teraz płyta “Steps” z Tyshawnem ujrzała światło dzienne. Ostatnia płyta Nowojorska ukaże się na przełomie marca i kwietnia przyszłego roku. Obie moje płyty nakładem wytwórni For Tune.

Czy planujecie koncerty z krążkiem „Steps”?

Tak, ale żadnych konkretnych dat jeszcze nie mogę podać.

„Tom Trio”, a teraz krążek „Steps” – to kolejna płyta, która zbiera dobre recenzje czy czujesz się spełniony artystycznie?

Czuję że to co robię ma sens, czuję że się rozwijam, czuję że jeszcze wiele przede mną. Jednocześnie staram się czerpać jak najwięcej nawet z najmniejszych sukcesów, uczę się cieszyć z tego co mam, i przekuwać to na kolejne kroki…zespoły, kompozycje, płyty. Często to ostatnio mówię i patrząc na miejsce w których teraz jestem, to tylko jeden komentarz przychodzi mi do głowy – “Life is good!”.