Na nowy album Robina Thicke czekali zniecierpliwieni sympatycy jego muzyki. Po znakomitym, tytułowym singlu promującym, do którego kilka dodatkowych groszy dorzucili Pharrell oraz T.I, większość myślała, że lepiej być nie może. Otóż powiem Wam, że może. Wszystko zależy od tego czego się dalej spodziewacie. Osobiście pokochałem muzykę i głos Robina po usłyszeniu lata temu utworu „Sex Theraphy”, miałem nadzieję, że na „Blurred Lines” będą podobne ballady. Z 10 utworów zawartych na albumie, dwa się kwalifikują.

„4 The Rest Of My Life” oraz „The Good Life”, bo o nich mowa, mają w sobie mocny zastrzyk emocji i miłości. To właśnie te elementy w muzyce Thicke pozwoliły mi uwierzyć w niego jako artystę naprawdę wartościowego.

Singiel promujący – „Blurred Lines”, który w dalszym ciągu podbija listy przebojów jest dobry – tego raczej nikt nie zaprzeczy, jednak według mnie są na krążku lepsze kawałki. Rozumiem stwierdzenia: „ale tutaj śpiewa Pharrell…”. Jednak pamiętajmy o jednym, to nie jego płyta, jest gościem, który w ostatnim czasie ma pewne szczęście do nagrywania hitów. I tak jak pisałem wcześniej, są lepsze dźwięki na krążku.

Według mnie niekwestionowanym numerem 1. jest utwór „Ooo La La”. Słychać w nim inspirację Michaelem Jacksonem, jak również ostatnim przebojem Daft Pank, pt. „Get Lucky” – zwłaszcza początek. Aranżacja stylizowana jest na lata 90′. Na pochwałę zasługuję również w nim zaaranżowanie głosów oraz chórków. Bardzo przyjemne „skakanie” po dźwiękach aż do uzyskania falsetu jest kolejnym dużym plusem.

Drugim utworem, który mnie urzekł jest „Ain’ T No Hat 4 That”. Mamy w nim kontynuację inspiracji latami 90′, z tym, że bardziej w funkowym kierunku. Słuchając go mam wrażenie, że jest to kolarz muzyki Earth, Wind & Fire, Steviego Wondera i Michaela Jacksona. Wokalnie Robin się w nim aż tak bardzo nie popisuje, jednak znak rozpoznawczy pozostał – falset. Zauważyliście, że używa go w 80% swoich kawałków? Mnie osobiście w ogóle to nie przeszkadza i mam nadzieję, że struny głosowe będzie miał jeszcze tak sprawne przez wiele, wiele lat!

Podsumowując, album nie jest scrite soulowy czy R&B. Znajdziemy na nim mieszankę również innych stylów, m.in. funky i electro. Jestem przekonany, że cały krążek będzie Wam towarzyszył w niejednej wakacyjnej podróży, na niejednej imprezie.

Szczerze bardzo polecam ten tytuł!