Chylę przed Panem czoła sir Paul McCartney! Wczoraj na Stadionie Narodowym odbył się jeden z najlepszych koncertów tego roku! Blisko trzy godzinne show zaprezentował fanom z całego świata basista legendarnej grupy The Beatles. Zacznijmy jednak od początku, pierwsi fani artysty na Stadionie Narodowym schodzili się już od godziny 18:00 wraz z uruchomieniem bramek, jednakże największa „fala” miała miejsce tuż po godzinie 19:00, kiedy to również ja miałem przyjemność podążać z tłumem, aby uczestniczyć w koncercie. Od samego początku dało się odczuć niezwykłą wagę wydarzenia, „starzy”, „młodzi”, dzieci, dziadkowie z wnukami, ludzie z różnych pokoleń, którzy przyszli na ten sam koncert. To nie zdarza się codziennie.

paul1

Atmosfera gęstniała, pomimo półgodzinnego opóźnienia na scenie około 20:00 pojawił się DJ, który supportował występ McCartney’a, po krótkim, 25 minutowym występie, widzom został zaprezentowany film inspirowany życiem i twórczością artysty. Na trybuny docierały kolejne „fale” spragnionych widowiska widzów. Stadion zapełniał się po brzegi, wszyscy wyczekiwali gwiazdy wieczoru. Warto dodać, iż do Warszawy zjechali fani artysty z całej Europy (głównie z Francji, Niemiec, Czech, Rosji), gdyż koncert na Stadionie Narodowym był pierwszym z zaledwie trzech, jakie sir Paul zaplanował w Europie podczas swojej światowej trasy koncertowej „Out There!”.

I jest!, stadion szaleje, chwilę po 21:00 na scenie oczom zgromadzonych ukazał się Sir Paul McCartney, ubrany w białą koszulę i czarny płaszcz, wówczas elektryzująca wrzawa ogarnęła kilkudziesięciotysięczny tłum. Piski, okrzyki, gromkie brawa. Nie mogło być inaczej, artysta został iście królewsko przyjęty. Tym samym Paul rozpoczął swoje dwugodzinne widowisko. Wielkie wrażenie na widowni wywołały wypowiedziane przez muzyka słowa: „Cześć Polacy, dobry wieczór Warszawo”; artysta tłumaczył się, że nasz ojczysty język jest bardzo trudny, jednak po chwili dodał: „Postaram się dzisiaj mówić po polsku”. Małe gesty, a jednak zaskarbiają serca publiczności.

Koncert rozpoczął się od „Eight Days A Week”, przeboju Beatlesów z płyty „Beatles For Sale” (1964). Publiczność śpiewała razem z artystą, tak przez kolejne minuty można było usłyszeń największe przeboje: „All My Loving”, „Paperback Writer”, „And I Love Her”, „Lady Madonna”, „We Can Work It Out”, „Let it Be”, „The Long And Winding Road”. Zmianą piosenek wykonywanych przez muzyka „towarzyszyła” wymiana gitar, występ rozpoczął od charakterystycznej gitary basowej marki Hoefner, następnie zmieniał ją na akustyczną, elektryczną, często zasiadał również przed fortepianem.

paul2

Nie sposób nie wspomnieć o efektach pirotechnicznych, kiedy podczas wykonywania utworu „Live and Let Die” można powiedzieć, iż scena stanęła w płomieniach. Nie obyło się bez wybuchów i fajerwerków. Koncert dobiegał końca chwilę po 23:00, artysta wykonał swój ostatni utwór „Hey Jude”, wówczas publiczność zaprezentowała wcześniej przygotowane kartki z napisami „Hey”, „Paul”. Było to niezwykłe, Paul był zachwycony taką reakcją publiczności, zszedł ze sceny, aby na nią powrócić po chwili i wykonać utwór „Day Tripper” oraz „Get Back”, „pierwszy bis” zakończył „Yesterday”. Wrzawa nie ustępowała, kiedy zwątpiłem w kolejne bisy, ku mojemu zdziwieniu i uciesze na scenie ponownie pojawił się Paul McCartney. Artysta wbiegł z kilkumetrową polską flagą, po chwili dołączyli do niego pozostali członkowie zespołu niosący flagę Wielkiej Brytanii. Występ zakończył trzema krótkimi utworami: „Abbey Road”: Golden Slumbers”, „Carry That Weight” i „The End”. Pożegnanie było bardzo ciężkie, jednak Paul zakończył występ „Nie chcemy, ale musimy już iść. Byliście wspaniali, dziękujemy wam bardzo…”. Nieoceniona charyzma muzyków, wspaniałe show złożyły się na wspaniały występ!

Dziękuje Paul, w imieniu swoim jak i tysięcy fanów, którzy razem z Tobą byli wczoraj na Stadionie Narodowym. Dziękuje za to, że pozwoliłeś wszystkim „sędziwym” parom na chwilę wspomnień i cudowną zabawę, a młodym na to, aby doceniali twórczość takich wielkich artystów jak Ty.