relacja: Aleksandra Derecka/fot. oficjalna strona artystki

Emocje po polskim koncercie Beyoncé nie opadają. Dla odmiany mamy dla Was relację koncertu, który odbył się w Berlinie. Za tekst dziękujemy największej fance (jaką znamy) – Aleksandrze Dereckiej.

Tydzień temu miałam okazję spełnić swoje największe marzenie i zobaczyć Beyoncé trzy noce z rzędu. Były to dwa koncerty w Berlinie (w czwartek i piątek) oraz koncert w Warszawie w sobotę. To właśnie o dwóch niemieckich koncertach chciałabym napisać teraz kilka słów.

Pierwszego dnia pod halą pojawiliśmy się zaraz po naszym przyjeździe do Berlina około godziny 10:00. O tej porze pod o2 World (czyli miejscem, w którym występowała, było już kilkoro fanów wśród, których dało się rozpoznać Polaków). Mniej więcej do godziny 15:00 pod halą było spokojnie a osoby, które zajmowały kolejkę były naprawdę nieliczne. Po 15:00 już z każda minutą pojawiały się duże grupy fanów. Wpuszczanie do środka opóźniło się o ponad pół godziny, bo jak potem się okazało osoby mające bilety Early Entry zostały wprowadzone w błąd i nie mogły na czas odebrać swoich wejściówek. Po 18:30 wpuszczono nas do środka i rozpoczął się „bieg o wszystko”. Po drodze mijałam osoby, które przewracały się na śliskiej podłodze, dziewczyna stojąca obok nas tuż przed wejściem złamała nogę. Kiedy dobiegliśmy do środka okazało się, że mamy świetne miejsca! Ja swoje znalazłam mniej więcej w 5. rzędzie tuż obok wybiegu, którym miała przechadzać się B. Stałam zaraz obok osób z VIP-owskimi wejściówkami Early Entry, więc bardzo się cieszyłam, że nie zdecydowałam się na ich zakup i dopłacenie kolejnych 100 zł do biletu.

Następnie po godzinie 20:00 rozpoczął się występ Luke’a Jamesa. Mnie osobiście bardzo rozczarował. Liczyłam na coś więcej. W występie tym za dużo było rozmów z publicznością, za mało śpiewu, a szkoda, bo z chęcią usłyszałabym w całości kawałki z jego nadchodzącej płyty. Po jego występie mieliśmy godzinę przerwy, bo niestety występ B. też nie rozpoczął się planowo. W końcu po godzinie 21.30 i po 12h czekania miałam okazję ujrzeć Beyonce!

Świetne rozpoczęcie z „Run The World”, ta jej niesamowita energia i oszałamiający strój! Na żywo prezentuje się o wiele lepiej niż na zdjęciach!!! Jednym z najlepszych fragmentów koncertu było dla mnie całkowicie zmienione „Get Me Bodied”, a także wykonanie „Why don’t you love me”, o którego zobaczeniu na żywo marzyłam już od kilku lat! Jeśli chodzi o koncertowe aranżacje najlepiej prezentowały się „Party” i „Grown Woman”. Największy minus dla „Irreplaceable”, które miałam okazję zobaczyć na żywo w trakcie poprzedniej trasy… Tym razem publiczność śpiewała tylko nieliczne fragmenty przez co mój ulubiony fragment każdego występu Beyoncé i wykrzykiwanie „To the left, to the left” zostało gdzieś zagubione. Niestety Beyoncé zdecydowała się na dwukrotny przelot między jedną a drugą sceną przez co nie miałam możliwości dotknięcia jej, dostania autografu czy zrobienia zdjęcia z bliskiej odległości. Po koncercie miałam jeszcze okazję spotkać jednego z tancerzy artystki z duetu Les Twins, a moi przyjaciele spotkali też jej stylistę Ty’a Huntera.

Drugiego dnia pod halą pojawiliśmy się dopiero o godzinie 14:00 i ku naszemu zdziwieniu było tam już bardzo dużo fanów. O wiele więcej niż w dniu poprzednim. Wpuszczanie ludzi do środka zaczęło się punktualnie o 18:00 i całość szła o wiele sprawniej niż w dniu poprzednim. O 20:00 na scenę wyszedł Luke James, a krótko po godzinie 21:00 Beyoncé. Tym razem miejsca, które zajęliśmy były nieco dalej od sceny, ale… no właśnie!!! Piątkowy koncert był wyjątkowy. Publiczność śpiewała, tańczyła i bawiła się o wiele lepiej niż w dniu poprzednim. Z tego powodu widać było, że B. jest w lepszym nastroju. Więcej się śmiała i więcej rozmawiała z tłumem. Tego dnia wykonanie „Irreplaceable” okazało się dużo lepsze, a podziękowań ze strony Beyoncé nie było końca. Zdecydowanie to właśnie w piątek bawiłam się lepiej pomimo, że widok na scenę miałam o wiele gorszy. W pamięci najbardziej utkwiło mi wykonanie „Love on top”. Jednym z najlepszych fragmentów show jest także intro „Countdown”, które poprzedza piosenkę „Crazy in love” w zupełnie nowej wizualizacji. Zazwyczaj kojarzyło mi się z płomieniami, natomiast podczas tej trasy mamy okazję zobaczyć białe tło, które mi osobiście kojarzy się z lodem… efekt ten dodatkowo został wzmocniony włączeniem klimatyzacji na hali i praktycznie jedyną chwilą podczas, której można było złapać oddech! Po koncercie bardzo szybko wyjechała spod hali razem ze swoją mamą. Po powrocie do Polski dowiedzieliśmy się, że zdecydowała się robić wraz z mężem zakupy w jednym z berlińskich centrów handlowych. Zespół natomiast przez kilka następnych godzin pakował stroje, wyposażenie garderoby i wszelkie inne rekwizyty do koncertowych ciężarówek, które po godzinie 2:00 udały się w kierunku Polski.

Wszystkich fanów Beyoncé chciałabym serdecznie zaprosić na nasze forum internetowe o artystce www.bkstyle.fora.pl. Jest to największe forum o B. w Polsce, na którym znajdziecie najświeższe newsy a także dużą ilość zdjęć i nagrań video.