natalia lubrano

Natalia Lubrano jest jedną z najbardziej uzdolnionych wokalistek w naszym kraju. Udowadniała to przez wiele lat, na swojej debiutanckiej płycie nie musiała tego robić, po prostu ją nagrała! Jaki był efekt? Według nad fenomenalny! Poniżej zapraszamy do przeczytania wywiadu z Natalią.

JazzSoul.pl: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Natalia Lubrano: Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się dawno temu. Na pewno przyczynił się do tego fakt, że pochodzę z rodziny muzykującej, ojciec był basistą i wokalistą, współpracował z wieloma muzycznymi przedstawicielami swojego pokolenia, m.in. z Tadeuszem Nalepą, Grażyną Łobaszewską i wieloma innymi. Moja matka śpiewa w chórze od około 40 lat. To, że stałam się muzykiem było dla mnie bardzo naturalne. Mniej więcej w wieku 13 lat zaczęłam poszukiwać muzyków do pierwszego zespołu, albo zespołu, który zechciałby mnie przygarnąć. Tak więc idąc muzyczną ścieżką poszukiwań znalazłam mój pierwszy zespół rockowy, który zarejestrował nawet taśmę demo, po wysłuchaniu której, mój ojciec wściekł się, że zadaję się z taką bandą nieuków. Potem przyszedł czas na przeróżne konkursy wokalne, w których udało mi się zająć pierwsze bądź drugie miejsca. Nadmienię tylko fakt, że mojemu tacie nie podobało się, że zajmuję się śpiewaniem i musiałam nieźle „naściemniać” kiedy wychodziłam z domu na próby zespołu.

W wieku licealnym miałam kolejnych kilka zespołów rockowych, ale stylistycznie zaczęło to bardziej przypominać soulową nutę. W głowie wielu śpiewających ludzi ostro namieszała Kayah i jej „Kamień”. To zmieniło kompletnie zmieniło podejście do sztuki wokalnej wielu moich koleżanek, również i moje spojrzenie na śpiewanie.

Następną moją przygodą było poznanie świata wrocławskich hip hopowców, m.in. White House Records. Byłam chyba jedną z pierwszych wokalistek we Wrocławiu, która nagrywała hurtowo dla niezliczonej liczby raperów. Kolejnym etapem była Miloopa…

Do wydania swojej solowej płyty byłaś bardziej kojarzona z grupą Miloopa, jak doszło do Waszej współpracy?
Do Miloopy przyprowadził mnie ich frontman, Wojtek Orszewski „Monter”, z którym miałam przyjemność współpracować wcześniej w ramach projektu soulowego naszego kolegi Andrzeja Danka, który m.in. wyemigrował do Stanów, gdyż w Polsce nie było jeszcze wtedy miejsca na soulową muzykę.

W Miloopie, z miejsca, na pierwszej próbie zostałam przyjęta. Niestety nie miałam wówczas zbyt wiele do roboty, gdyż część repertuaru wtedy była albo instrumentalna, albo rapował w nich Wojtek.

Kto w zespole gra „pierwsze skrzypce”?
W moim solowym projekcie solowe skrzypce gra mój szef zespołu teraz już tylko gitarzysta Wojtek Orszewski vel Monter, ja jestem również osobą decyzyjną, bardzo ważny wkład ma również mój klawiszowiec Łukasz Damrych. W Miloopie zaś zgrają zarządza basista Bond.

Fani Twojego talentu długo musieli czekać na solową płytę, jaka była tego przyczyna?
Przyczyna tkwi w tym, że nie jest łatwo w Polsce znaleźć wydawcy który byłby zainteresowany tego typu muzyką, bez nakładania na artystę strasznie wymagających umów w stylu „20 paragrafów o tym co musi artysta i zero paragrafu o tym do czego zobowiązuje się wydawca”. Drugim problemem jest pozyskanie środków na wyprodukowanie płyty, firmy fonograficzne już raczej nie płacą za tego typu rzeczy debiutantom. Chcesz zrobić szybko swoją pierwszą płytę ? Weź kredyt lub licz na spadek. Takie są realia.

W moim przypadku dochodził do tego jeszcze fakt, że do niektórych kompozycji musiałam trochę dojrzeć, zaś moi współpracownicy nabierali w tym czasie cennego doświadczenia producenckiego, które nam bardzo pomogło.

Utożsamiasz się z materiałem zawartym na „R.E.S.P.E.C.T.”?
Oczywiście. Podpisuję się pod każdą nutką i każdym słówkiem. To całkowicie moja muzyka. Jeśli ktoś śmie w to wątpić to niech lepiej spada na drzewo

Który utwór z albumu jest Ci najbliższy?
Większość z nich jest mi bardzo bliska. Są utwory, które kocham śpiewać ze względu na groove i zabawę z melodią, np. „Let me be myself”, są kawałki które napisałam kiedy nie byłam w najlepszej formie i noszą ogromny ładunek emocjonalny.

Śpiewasz głównie po angielsku, jaka jest tego przyczyna?
Kwestia śpiewania po angielsku była przeze mnie poruszana w wywiadach wieloktrotnie.
Kocham śpiewać po angielsku gdyż zostałam na takiej muzyce wychowana. Od zawsze było mi nieco bliżej do kultury anglosaskiej bądź amerykańskiej właśnie ze względu na muzykę, którą przyszło mi słuchać. Potem już w trakcie pracy z Miloopą uświadomiłam sobie, że poprzez angielski mamy szansę dotrzeć do większej liczby odbiorców. Nie łudźmy się, że z polskimi tekstami mielibyśmy szansę zagrać w tak wielu miejscach czy festiwalach w całej Europie. Poza Polską nikt się Polskiego nie uczy. Do tego dochodzi jeszcze twardość naszego języka, który bardzo szeleści i zgrzyta, a frazowanie po polsku to ciężka praca. Kiedyś odechciało mi się śpiewać po polsku, gdyż ze względu na znikome podobieństwo barw głosu Kayah i moje na niektórych rejestrach słyszałam, że śpiewam jak Kasia i lista pochwał szybko się kończyła.

Nie będę tutaj jednak wylewać swoich żali, urodziłam się w Polsce, jestem Polką i zamierzam jeszcze napisać po polsku kilka piosenek, bo wiem jak bardzo jest to ważne i nie ukrywam, lubię nowe wyzwania. Na kolejnej płycie zamierzam poeksperymentować z polskim o wiele więcej.

Kiedy możemy spodziewać się nowego materiału?
Ciężko mi powiedzieć kiedy ukaże się nowy materiał. Jestem w trakcie pracy. Na pewno niedługo pojawi się singiel, więc pozostańmy w kontakcie.

Gdzie w najbliższym czasie będzie można Cię usłyszeć?
Już niedługo na moim fun page’u na Facebook’u pojawią terminy koncertów. Cały czas pracujemy nad terminami koncertów.