Polubiłam ją dopiero wtedy gdy obejrzałam fragmenty koncertu „Beyonce Experience”. Wcześniej kojarzyła mi się tylko z szybko wpadającymi w ucho kompozycjami, które pisał m.in. Ne-Yo, tworzący też dla Rihanny. Ale Beyonce live staje się czymś więcej – niezaprzeczalną królową energii, kobiecości i potężnego głosu. Wychodzi z niej mnóstwo wrażliwości, piękna i seksapilu, z którymi można się utożsamiać lub naśladować. 5 grudnia 2011 roku na sklepowych półkach w Polsce ukazała się płyta DVD „ Live At Roseland” – zapis koncertów, które odbyły się w sierpniu, w nowojorskiej Roseland Ballroom.

Bilety na pierwszy z czterech występów rozeszły się w ciągu 22 sekund, a Beyonce jak zwykle wyśpiewała fanom serce i pasję. Zawsze gdy oglądam Artystkę mam wrażenie, że daje z siebie 110%, a wszystko dopracowane jest do ostatniego szczegółu. I chyba nie można się z tym nie zgodzić, bo taka właśnie jest pani Knowles – pracowita, ambitna i perfekcyjna. Pokazała to również na koncercie „Live At Roseland”, który nie będzie wielkim zaskoczeniem dla fanów, znających jej wydawnictwo DVD „I’m Yours”. Wokalistka bardzo podobnie komentuje utwory, które pokrywają się na obu płytach, a także przedstawia w identyczny sposób  swoją przygodę z muzyką, przeplatając ją zdjęciami. W zabawny sposób opowiada o tym, jak rozpoczynała karierę, jak śpiewała w Destiny’s Child i jak nie wróżono jej żadnych hitów na solowym albumie „Dangerously In Love”. Pojawiają się dobrze znane wszystkim utwory: „Say My Name”, „Irreplaceable”, „Crazy In Love” czy „Survivor”, tworzące część pierwszą. W drugiej mamy już tylko piosenki z najnowszego krążka „4”. Układy taneczne pokrywają się z tymi teledyskowymi i uważny fan będzie mógł po prostu nacieszyć się nimi raz jeszcze. Dużą ciekawość budzą kawałki jeszcze nigdy nie wykonywane na żywo, jak np. „I Care”, „Party”, „I Miss You”. Wszystkie one w połączeniu z emocjonalnością Beyonce robią duże wrażenie. Szczególnie wzrusza mnie utwór „I Was Here”, przeżywany również przez samą wokalistkę na scenie.

To właśnie podczas występów na żywo Beyonce urasta do roli bezapelacyjnej muzycznej królowej. Jest jak fajna babeczka z sąsiedztwa, która podczas koncertów wywołuje z szeregu wszystkich eks tego świata i każe nam śpiewać do nich „Irreplaceable”, a jednocześnie na różne sposoby wyznaje miłość do Jay-Z. Cała paleta zadziornych emocji, przemycony w wielu piosenkach „Girl Power” i nieodłączne skojarzenie z siłą kobiecości i talentem Tiny Turner – nie wiem jak Was, ale mnie to przekonuje. „Live At Rosland” polecam nie tylko przy okazji domowych imprez, ale też nieoficjalnych tańców na kuchennej podłodze.