Podjąłem się recenzji książki Leopolda Tyrmanda „U brzegów jazzu”, jednoczesnie zastanawialem się czy ją publikowac. Ksiązka nie jest latwa, ja osobiscie czytalem ją dość długo. Każdy z nas odbiera inaczej słowo pisane, dla jednych niektóre rzeczy są łatwe i przyjemne, dla niektórych trudne, wymagające skupienia. „U brzegów jazzu” nie jest stricte naukową pozycją, która odnosi się do korzeni jazzu. Leopold Tyrmand nie ma zamiaru w sposób historyczny przedstawiać historii jazzu, jako gatunku, tradycji, jazzu jako sposobu życia.

To esej, który zawiera wolne przemyślenia Tyrmanda na podstawie doświadczeń, zgłębienia literatury. Autor w sposób rozległy, wręcz kilku poziomowy próbuje „rozszyfrować” jazz. Tyrmand stara się przedstawić jazz, jako zjawisko dźwiękowe, społeczno-socjologiczne oraz estestyczno – emocjonalne. Czy Tyrmandowi się to udaje? Warto przeczytać, aby się przekonać. Książki „U brzegów jazz” nie należy traktować jako leksykonu, vademecum czy tez historycznego rysu jazzu jako gatunku.

Osobiście bardzo polecam, warto przeczytać, pozycja jest obowiązkowa dla każdego miłośnika jazzu, nie tylko jako muzyki, ale jako zjawiska społecznego, sposobu życia. Książka pomimo początkowo trudnego wstępu, daje nam bardzo dużo przemyśleń, odczuć. „U brzegów jazzu” Leopolda Tyrmanda pozwala nam spojrzeć na jazz z innej perspektywy; ale autor nie daje nam odpowiedzi na pytanie; co to jest jazz?, czy znajdziemy je sami. Warto się nad tym zastanowić… życzę miłej lektury.