Nowy utwór: Grace Carter “Silhouette”

Wschodząca brytyjska gwiazda, Grace Carter, prezentuje wypełniony emocjami nowy singiel. “Silhouette” to piękny i prosty utwór, który odsłania emocjonalną zręczność Grace, jej zachwycające możliwości wokalne oraz umiejętność pisania wspaniałych piosenek.

Oszczędny, nagrany tylko z akompaniamentem fortepianu numer opowiada o miłości i jej utracie.

– “Silhouette” to piosenka o zazdrości – wyjaśnia artystka. – Zaczynam rozumieć i powoli akceptować, że dla osoby, która tak wiele dla mnie znaczy, nigdy nie będę najważniejsza na świecie.

Grace Carter dorastała w Brighton, słuchając Lauryn Hill i Niny Simone, co łatwo dostrzec w pisanych przez nią pełnych emocji i dojrzałych utworach. W kierunku muzyki pokierował ją ojczym, który kupił 13-letniej Grace pierwszą gitarę. Pierwsze piosenki zaczęła pisać jeszcze w szkole.

– Poczułam wielki ciężar zdjęty z mych ramion – wspomina. – To była moja broń. Specjalne narzędzie, którym chciałam już na zawsze się  posługiwać.

Kiedy koleżanki szły do parku się bawić, Grace wracała po szkole do domu, by pisać piosenki. Gdy miała zaledwie 14 lat już występowała przed publicznością z autorskim materiałem. Rok później przerobiła swój pokój na studio nagraniowe, a kiedy miała 17 lat sama nauczyła się grać na pianinie, oglądając filmiki na YouTube.

To właśnie muzyka stała się dla niej środkiem wyrazu, sposobem na wyleczenie złamanego serca i możliwością stworzenia czegoś pięknego z bólu.

W jej śpiewie nie znajdziecie tanich popisów i szpanowania ozdobnikami, lecz surowe emocje i ogień.

– Wszystko, co śpiewam nawiązuje do prawdziwych doświadczeń – mówi wokalistka. – Zaczynałam od pisania dla siebie, ale z czasem zrozumiałam, że jeśli będę szczera, ludzie mogą w tych piosenkach znaleźć odbicie swoich uczuć i swoich doświadczeń.

Pierwszy singiel Grace Carter, “Silence”, ukazał się latem ubiegłego roku i już ma 10 milionów odsłuchów w serwisach streaminowych oraz milion odsłon na YouTube.

Kolejny numer, “Ashes“, pojawił się w grudniu 2017 roku, a nad jego brzmieniem czuwał Mike Dean, który pracował przy „Lemonade” Beyoncé, „The Life Of Pablo” Kanye Westa czy „Endless and Blonde” Franka Oceana.