“”Flashback” to swoisty dziennik” – rozmowa z Rosalie.

Bo bardzo ciekawej ep-ce „Enuff”, Rosalie. wreszcie doczekała się długograja. Album „Flashback” intryguje i zaskakuje brzmieniem i przekazem. Nam wokalistka opowiedziała o kulisach jego tworzenia i niuansach jakie kryje oraz o tym, czy lubi niemiecki rap.

“Enuff” miało dość ciepłe brzmienie, natomiast “Flashback” przynosi momentami bardzo chłodny sound, jak np. w “Home”, czy w “Ocean”. Z czego to wynika?

Trochę mnie dziwi, że postrzegasz te utwory jako chłodne, bo wydaje mi się, że są bardzo emocjonalnie. Wszystko zależy od tego, jak widzi mnie producent w danej chwili. “Home” niekoniecznie ma zimne brzmienie, bo to bardzo delikatny, wręcz kobiecy bit. Inaczej jest w przypadku “Ocean”, który ma ten powtarzalny motyw, ciągnący się przez cały utwór.

Ponownie postawiłaś na współpracę z wieloma producentami. Jak to wyglądało? Czy oni słuchali tego, co zrobił już ktoś wcześniej na tej płycie i na tej podstawie przygotowywali swoje podkłady, czy raczej to Ty wybierałaś bit, który Ci pasuje?

Bardzo zależało mi na indywidualności, jaką reprezentuje każdy z tych producentów. Nie chciałam, aby któryś z nich się na czymkolwiek, bądź kimkolwiek wzorował. Nikt nie słyszał tego, co zrobił poprzednik. Współpracowałam już wcześniej przy innych płytach z takimi ludźmi, jak chociażby Duit. Pierwsze pytanie, jakie mu zadałam, to czy mogłabym usłyszeć jakieś inne jego utwory. Odparł, że nie, ponieważ chciałby, żebym to ja zaproponowała coś całkowicie od siebie. Jego zadaniem było nadanie temu spójności. Ja jestem tylko dodatkiem w tym wypadku. I tak też traktuję producenta – biorę od niego “mięso”, ale moim zadaniem jest nadanie temu własnego charakteru. Natomiast w przypadku “Flashback” było też tak, że dostawałam całe paczki bitów. Tak było chociażby z Bitaminą, stąd na płycie są dwa kawałki ich produkcji. Uwielbiam to, co robią. Amar zrobił niesamowite podkłady. Podobnie Moo Latte, który dodał partie basu. Także częściowo mogłam wybierać, a w innych przypadkach bity były tworzone od podstaw tylko dla mnie. Zazwyczaj jest tak, że  gdy coś słyszę i zaczynam śpiewać do tego melodię, to całość zaczyna “siedzieć” i dalej się rozwijać. Te, które znalazł się na “Flashback” właśnie takie były.

Dobierałaś je pod kątem jakiegoś wspólnego mianownika?

Wydaje mi się, że moja emocjonalność jest tu wspólnym mianownikiem, a to wydaje mi się podstawą w tworzeniu.

A czy w warstwie lirycznej ta płyta jest jakimś rozliczeniem?

Ona jest w jakiś sposób efektem mojego dojrzewania. Na “Enuff” nie byłam jeszcze pewna tego, co robię i czego chcę. Działałam pod wpływem impulsu. Natomiast dzięki osobom, z którymi współpracowałam, to wszystko cały czas się rozwijało. A w przypadku “Flashback” wszystko trwało rok, podczas którego wydarzyło się wiele. Zagraliśmy 40 koncertów, stałam się pewniejsza siebie i znacznie bardziej świadoma swoich poczynań. Ta płyta to moje przeżycia. Zapisy tamtych chwil. To swoisty dziennik. Owszem, żyję wspomnieniami, ale raczej się nimi cieszę. Niczego na tej płycie nie rozdrapuję. Chciałam wrócić po prostu do tego, co dobre i inspirujące. Stąd zresztą taki tytuł tej płyty. Poza tym jest to vintage, soul z lat 90., natomiast, jako że jesteśmy w roku 2018, to całość musi brzmieć współcześnie.

Ras wspomógł Ci w utworach “Spokojnie” i “Królowa”. Sama się do niego zwróciłaś, czy to on zaproponował swoją pomoc?

To ja się odezwałam do niego. Zdążyłam go wcześniej poznać i doszłam do wniosku, że jeśli chcę z kimś współpracować przy płycie, to zdecydowanie musi to być właśnie Arek. Podesłałam mu pomysł do “Królowej”. Początkowo nagraliśmy go z Moo Latte po angielsku, natomiast wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że ten utwór musi być napisany w języku polskim. Uznali, że jest na tyle piękny i “mój”, że trzeba się nim podzielić właśnie po polsku, bo też znacznie lepiej dociera do ludzi. Napisałam więc do Arka, powiedziałam mu, jakie chcę wywołać emocje, kim jestem, co lubię, o czym jest płyta i na tej podstawie powstała “Królowa”. To było niesamowite. Uważam, że Ras ma ogromny talent. Nie przetłumaczył tej piosenki, tylko napisał ją od nowa, zachowując tę wrażliwość, która była w tekście angielskim, ale przede wszystkim melodię tego języka, co jest prawie niemożliwe.

Nie kusiło Cię, by napisać tekst w języku niemieckim? Przecież też się nim posługujesz.

Rzeczywiście, nie miałabym z tym problemu, ale na razie nie ma takiej potrzeby. Natomiast jak najbardziej chciałabym dotrzeć do publiki zza granicy. Będę dążyć i walczyć o to, by ludzie również mnie za granicą usłyszeli. Moim marzeniem nie jest śpiewać do ludzi po niemiecku, tylko stać na scenie w Niemczech i mówić do nich po niemiecku.

To może rap?

(śmiech) Myślę, że do rapu mi daleko. Ale kto wie – może niemiecki rap mnie przekona? (śmiech).

Na pewno słuchałaś Die Fantastischen Vier albo Xaviera Naidoo.

O, zdecydowanie Xavier Naidoo to był mój numer jeden. To jest muzyka, której mogę słuchać, natomiast niekoniecznie tworzyć. No chyba, że Xavier Naidoo chciałby nagrać ze mną piosenkę, wtedy wchodzę w to (śmiech).

Z kolei “Po Co?” napisał Mateusz Dopieralski ze wspomnianej już Bitaminy. To jest dość mocny tekst, napisany z perspektywy mężczyzny.

Długo zastanawialiśmy się, czy zachować formę męską, czy to ja mam zaśpiewać. To tak naprawdę jest numer Mateusza, natomiast moim marzeniem było, bym mogła zaśpiewać go właśnie z nim. Uważam, że pisze niesamowite, bezpośrednie teksty. Zresztą takie mamy czasy i każdy z nas przeklina. Jeśli chcesz szczerze coś wyrazić, to nie należy się bać przekleństw. Wydaje mi się, że wybrnęliśmy z tego tą wspólną harmonią, która czyni ten numer bardzo czułym i delikatnym, mimo iż padają w nim słowa wskazujące na coś innego.

Natomiast utwór “A Pamiętasz?” nawiązuje z jednej strony do wspomnień, a z drugiej jest też nowym początkiem. Zaskoczyło mnie to, że ten utwór nie jest na końcu, bo po nim są jeszcze trzy kompozycje, stanowiące swoisty epilog. Na “Enuff”, który był konceptem wydaje się to czytelniejsze.

Cała płyta “Flashback” jest tym, co się dzieje przed “Enuff”. To prequel. Stąd też ostatni numer na płycie zatytułowany właśnie “Enuff”, który nawiązuje do ep-ki, a który jest wyrazem mojego buntu. Przez to, że zabieram słuchaczy w podróż wstecz do tego, co wtedy mnie inspirowało, chciałam, żeby był to łącznik z konceptem “Enuff”. Każdy numer ma wzbudzić w słuchaczu inne emocje i odczucia.

 A swoją drogą – planujesz wznowienie “Enuff” w formie fizycznej?

Bardzo bym chciała, bo dostaję sporo zapytań, czy ep-ka wyjdzie jeszcze raz. I jedyne co mogę powiedzieć, że zobaczymy, jak to będzie. Prowadziliśmy już rozmowy z Alkopoligamią w tym temacie, więc wszystko jest możliwe.