Jan Garbarek Group feat. Trilok Gurtu zagrali na otwarcie XV Bielskiej Jazzowej Jesieni

Pierwszy raz w tym roku temperatura spadła poniżej zera. Dla jednych to naturalne objawy nadchodzącej zimy. Dla innych sygnał, że w mieście pojawił się Jan Garbarek, sprowadzając ze sobą chłód północnych krain. Grupa norweskiego saksofonisty wspierana przez hinduskiego wirtuoza instrumentów perkusyjnych Triloka Gurtu otwarła swoim występem 15. Jazzową Jesień w Bielsku-Białej.

Rozpoczął saksofon altowy. Metaliczny a zarazem zmysłowy dźwięk instrumentu nie pozostawił wątpliwości, kto jest przewodnikiem tej wyprawy. Do gry szybko włączył się fortepian Rainera Brüninghausa . Chwilę później melodia zyskała solidne, basowe fundamenty (Yuri Daniel). Przestrzeń wzbogaciły także rytmiczne uderzenia perkusji (Trilok Gurtu). Krystalicznie czyste, marzycielskie brzmienie zachęcało do fantazjowania.

Był to jeden z nielicznych momentów, kiedy zespół działał razem, gdyż cały występ był nieprzypadkową mieszanką solówek i gry w mniejszych układach. Ta różnorodność kosztem synergii miała jednak swoje zalety. Potwierdziła kunszt i zaangażowanie każdego z muzyków. Chodzi tu szczególnie o Triloka Gurtu, który pozazmysłowym poczuciem rytmu i piekielną szybkością wprowadzał słuchaczy do swojej, nienaruszonej nordyckim chłodem, krainy dźwięków. Z kolei dialog cyfrowego pianina z brazylijskim basem to muzyczna igraszka, ozdobiona zabawnym finiszem. Brüninghaus markując uderzenie w klawisz, ku u uciesze publiki, przyczynił się do przedwczesnego wybrzmienia elektrycznego basu.

Pojawiający się z różną częstotliwością Garbarek każdorazowo budził skrajne, ale jakże pożądane emocje. Rozrywkowe, wybiegające często poza granice jazzu brzmienie, niejednego z pewnością zachęcało do psot. Napawało energią. Z kolei przenikliwie zimne, zdystansowane dźwięki saksofonu osadzały się smugą cienia na rozgrzanych wcześniej wnętrznościach. Rodziło niepokojący bezruch. Doskonały balans pomiędzy przyjemnością a bólem powodował, że Garbarka słuchało się z dużym zaciekawieniem. Niestety niekrótka przecież podróż błyskawicznie dobiegła końca. Było to jednak całkiem niezłe zaproszenie do kolejnych wydarzeń w ramach Jazzowej Jesieni. Niech ten spektakl trwa w najlepsze!

Autor relacji: Bartek Borucki