“Nie mówcie o moich występach wokalnych, tylko słuchajcie piosenek” – wywiad z Asafem Avidanem

Asaf Avidan powraca z nowym albumem, “The Study of Falling“. Trzecia solowa płyta wokalisty promowana jest przez singiel “My Old Pain”. W wywiadzie dla JazzSoul.pl muzyk opowiedział nie tylko o powstawaniu płyty, ale też o miłości, związkach i poliamorii. Zapraszamy do lektury!

Asaf Avidan: mam nadzieję, że ludzie zrozumieją, że jestem melancholijnym dupkiem

“The Study of Falling” to kolejny album w Twoim dorobku, ale pierwszy, który nagrywałeś w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego?

Piosenki z tej płyty pisałem tylko przy akompaniamencie mojej gitary akustycznej. Jednym z powodów takiej decyzji był fakt, że dużo podróżowałem, więc nie mogłem wziąć ze sobą fortepianu czy komputera. Poza tym chciałem nagrać coś zgoła innego od mojej poprzedniej płyty, „Gold Shadow”, będącej mieszanką wielu gatunków muzycznych, były zarówno kawałki inspirowane brzmieniem klubów z lat 50., było trochę elektroniki, jazzu czy kompozycji bigbandowych. Teraz chciałem poświęcić się jedynie pomysłowi pisania piosenek. To od razu kojarzy mi się z Bobem Dylanem czy Leonardem Cohenem, ten amerykański vibe, pisanie piosenek z gitarą akustyczną. Napisałem ten album i czułem, że muszę wyjechać do Ameryki, spotkać się z amerykańskim producentem, który uwierzyłby w tę płytę. Został nim Mark Howard, mający na koncie pracę m.in. z Bobem Dylanem. Praca nad moim albumem z człowiekiem, który pracował nad płytami, które muzycznie mnie ukształtowały, była niezapomniana. Jeśli on uwierzył w ten album, ja też musiałem.

Spośród wszystkich jedenastu utworów z płyty na singiel wybrałeś utwór „My Old Pain”. Dlaczego właściwie ten utwór?

Zawsze trudno jest wybrać utwór, który byłby najlepszym singlem. Dlaczego akurat „My Old Pain”? W tym kawałku brzmienie mojego głosu jest znacznie inne, bardzo je lubię. Nie mam maniery w głosie, po prostu śpiewam głębokim głosem. Czułem, że mam jakiś przekaz do słuchaczy: nie mówcie o moich występach wokalnych, po prostu słuchajcie piosenek. Poza tym myślałem, że ten utwór ciekawie podkreśla koloryt całego albumu. To bardzo amerykański utwór. Czułem, że wszystko w nim pasuje, stąd wybór go na singiel. Przy poprzedniej płycie zrobiłem błąd i jako otwierający utwór wybrałem „Over My Head”, który lubię najmniej z „Gold Shadow”…

…Serio?! Dla mnie to najlepszy kawałek z tej płyty!

To miłe, dziękuję! Ale chcę wyjaśnić, że to najmniej lubiany przeze mnie utwór, bo czułem, że nie został właściwie zrozumiany. To jedyny miłosny utwór na płycie mówiącej o rozstaniu, złamanym sercu. Chciałem, żeby ten utwór był przesłodzony, by ludzie zrozumieli tę ironię. Potem wyjechałem do Stanów, gdzie nakręciłem teledysk mający też podkreślić tę całą ironię. Ludzie tego nie wyłapali… (śmiech) Tym razem byłem ostrożniejszy i mam nadzieję, że ludzie zrozumieją, że jestem melancholijnym dupkiem. Nie jestem optymistą. Choć nie, czasem jestem, ale chciałbym skupić się na głębi.

Tym razem nie śpiewasz o złamanym sercu ani o dziewczynach, przez które byłeś porzucony.

Tak. „Gold Shadow” był o nieudanym związku z kobietą, z którą tworzyłem monogamiczny związek. Jak już się rozstaliśmy, stwierdziłem, że nie wierzę już w to gó*no. Monogamia, długoterminowe związki nigdy się nie sprawdzają. Ci, którzy pozostają w takich związkach, nieodłącznie oszukują samych siebie lub innych. Oczywiście, jeśli ktoś jest szczery w tym, czego chce, to może powiedzieć: „Kocham cię, chcę z tobą być, chcę budzić się przy tobie, ale też chcę spróbować innych rzeczy”. W związku często nie możesz tego robić, uniemożliwia ci to społeczeństwo, kultura.

Co postanowiłeś?

Stwierdziłem, że mam to gdzieś! Po pół roku od rozstania z poprzednią dziewczyną poznałem nową, która pokazała mi, czym jest poliamoria. To duże słowo, które dla każdego może znaczyć coś innego. Dla mnie jest to przeciwieństwo społecznie przyjętych związków między dwojgiem ludzi. Małżeństwo wiąże się z tym, że ktoś do kogoś należy, ktoś kogoś posiada. I ta cała semantyka: moje dziecko, moja żona, mój mąż… Jezu, jakie to jest straszne słowo! W hebrajskim to „bah-ahl”, czyli właściciel. To straszne! Dzięki poliamorii nikt nikogo nie posiada. Chcemy oczywiście być razem, chcemy i możemy mieć dzieci, ale możemy też tworzyć związki z innymi. Nie tylko uprawiać z kimś seks, ale też darzyć kogoś uczuciem. To nie jest coś lepszego czy gorszego od monogamii, tylko zupełnie coś innego. Każdy może wybrać to, co mu będzie pasowało. Dla mnie to wszystko ma jednak taką szczerość, której nigdy wcześniej nie zaznałem. Z tą szczerością przyszła niesamowita wolność, ale też ogromny ból. Ale to uczy ciebie samego od nowa.

Czego?

Myślenia? Czym np. jest zazdrość? To główny faktor monogamicznych związków: nie możesz być z nikim innym! Co to znaczy, że mam chłopaka czy dziewczynę? To, że nie mogę rozglądać się za innymi. Natomiast wracając do głównego tematu… (śmiech)

…czyli płyty…

Tak. (śmiech) Płytę dedykowałem dwóch kobietom, które nazwałem „Green” i „Blue”. Jeśli przeczytasz którykolwiek tekst piosenki z tego albumu, to zauważysz, że może on być dedykowany nie do jednej osoby, ale do kilku. Na koniec dnia dojdziesz do wniosku, że bez znaczenia jest, ilu masz partnerów, ale ważne jest to, na co odważysz się, by się z kimś związać. Ile cierpienia, ile obaw przetrzymasz, by napełnić miłością inną duszę, by poczuć uczucie.

No dobra, ale co w przypadku, jak któregoś dnia Asaf Avidan stwierdzi, że chciałby wziąć ślub, ustatkować się…?

Nie lubię instytucji małżeństwa. Moim zdaniem ona stawia ojca w roli pana domu, żonę w roli jego służącej i matki rodzącej jego dzieci, a córkę w roli panny na wydaniu. Ten stan „posiadania” wciąż istnieje w wielu kulturach, nawet w Izraelu, w którym żyją liberalni ludzie. Inna sprawa, że w obecnych czasach nie potrzebujesz małżeństwa, by z kimś legalnie żyć. Z dziewczyną, o której śpiewam na płycie „Gold Shadow”, byłem w siedmioletnim związku, mieszkaliśmy razem dzień w dzień, nawet staraliśmy się o dziecko. Co za różnica, czy byliśmy po ślubie, czy nie? Żyjemy w społeczeństwie, w którym ten „papierek” nic nie znaczy, nie scala związku, bo pary i tak rozwodzą się, kiedy chcą. To nie są małżeństwa tak trwałe, jak np. moich dziadków.

Wspomniałeś, że starałeś się z byłą partnerką o dziecko. Wciąż chciałbyś zostać ojcem?

Tak, chciałbym mieć dzieci. Nie wiem, czy odziedziczą po mnie smykałkę do muzyki, nie myślę o tym. Jak będę je miał, to pewnie będę chciał, by dzieliły moją pasję. Z drugiej strony, im jestem starszy, tym bardziej mi się odechciewa mieć potomstwo.

Odechciewa ci się mieć dzieci?!

Tak. Patrzę na swoich znajomych, którzy mają po kilkoro dzieci. Oczywiście, każdy rodzic powie, że jest szczęśliwy, że dzieci są najważniejszą i najpiękniejszą rzeczą, jaka im się przytrafiła. Widzę jednak, że ten sam rodzic narzeka na przemęczenie czy niewyspanie. Twój sen już nigdy nie jest najważniejszy. Nie jestem jednak egoistą, wciąż chcę zostać ojcem, pomimo całej tej wiedzy, o której powiedziałem. Najpierw muszę jednak znaleźć odpowiednią osobę. (śmiech) Po wysłuchaniu „Study of Falling” można dojść do wniosku, że coś mi z tym nie wychodzi… (śmiech)

Dobra, poczekamy do kolejnej płyty.

(śmiech) Może wtedy będę szczęśliwym mężem i ojcem? Nie myślę jednak jeszcze o nowej płycie. Wszystkie solowe płyty wynikły z tego, że eksperymentuję w życiu. Nie pisałem albumów z myślą o ich napisaniu. To wyszło samo.

Życzę Ci, by wciąż „samo wychodziło”. Dziękuję!

Dzięki!

Asaf Avidan już niebawem zagra w Polsce trzy koncerty promujące album “The Study of Falling”. Oto terminy występów:

  • 29.11 – Kraków
  • 30.11 – Warszawa
  • 1.12 – Poznań