George Michael “Listen Without Prejudice, Vol. 1 / MTV Unplugged”

Ile jest płyt, na których nie ma ani jednego utworu średniego? Ile jest płyt, na których rewelacyjny materiał doczekał się natchnionego wykonania, a energia roztapia igły gramofonów? Laser się nie topi – remastera słuchajmy głośno! Wznowieniu „Listen Without Prejudice, Vol. 1George’a Michaela towarzyszy premiera koncertu „MTV Unplugged” – jednego z trzech najlepszych albumów unplugged. Może z dwóch? Może najlepszego?

George Michael listen-without-prejudice-mtv-unplugged-b-iext51103137

Repertuar przypomina składankę Best Of – „Freedom! ’90”, „Heal The Pain”, „Waiting For That Day” – a to przecież „tylko” kolejna płyta studyjna George’a Michaela z 1990 roku. Już pierwszy singiel „Praying for Time” zapowiadał zmianę kierunku w muzyce artysty – większą część płyty wypełniły surowe kompozycje, niejednokrotnie nawiązujące do lat 60. Mało kto wiedział, że album będący pokazem artystycznej mocy Michaela, podszyty był koszmarem: konfliktem z wydawcą, brakiem promocji płyty, a wkrótce śmiercią ukochanego Anselmo i chorobą mamy. Również dlatego „Listen Without Prejudice, Vol. 1” uważane jest za zapis niezwykle ważnego czasu.

O wyjątkowej atrakcyjności tego wydania decyduje materiał dodatkowy. Osobne miejsce zajmuje drugi dysk tej edycji – koncert „MTV Unplugged”, nagrany w londyńskim Three Mills Studio, przed niewielką widownią, którą potraktowano prawdziwą ucztą dźwięków z entuzjazmem rewolucjonistów. Brytyjska publiczność doceniła wyróżnienie, co miało wyraźny wpływ na atmosferę koncertu.

Po nagraniu płyty „Older”, George był pełen inwencji jak świeżo naładowany akumulator. Na początku 1996 roku George dał pierwszy koncert od 5 lat. Był to występ dla radia 1FM, po którym odbyła się sesja „bez prądu” dla MTV. Na jej potrzeby artysta przysiągł nie tykać klawiatury elektrycznej i w postanowieniu tym wytrwał. Można natomiast powiedzieć, że przepięknym uderzeniem, graniem całym bogactwem akordów, a przede wszystkim pasją zelektryfikował muzyków, którzy pod jego przewodnictwem wykonali w akustycznych wersjach 10 niezapomnianych kompozycji.

Wersje „unplugged” znanych utworów są pełne, bogate, zaskakujące i świeże. Aranżacje „Praying For Time” czy „Father Figure” po prostu zapierają dech w piersiach. Delektujemy się ponadto funkowymi chórkami („Freedom! ‘90”), filuternymi dęciakami („Fastlove”). Jest miejsce na sentymenty („Older”), ale też na świetną zabawę („Everything She Wants” z repertuaru Wham). Czasem robi się melancholijnie („You Have Been Loved”), gdzie indziej czekają na nas bardzo rozkołysane dźwięki („Star People”). Najbardziej porusza „I Can’t Make You Love Me” z ukłonem w stronę Bonnie Raitt, z pełnym wokalnego kunsztu Michaela – jakby chciał, abyśmy go właśnie takim zapamiętali.

George Michael wystrzegł się nowoczesnych rozwiązań brzmieniowych i w całości postawił na staroświecko czarujące, subtelne dźwięki zabarwione jazzującym ciepłem i funkową pulsacją. Boskim darem jest jego aksamitny, hipnotyzujący głos, którym podziała na najgłębiej skrywane emocje. Głos mistrza to zawsze pięć niepodważalnych gwiazdek! W czasach gdy oddalamy się od piosenek, a otępiamy zgiełkiem, elektroniką i przekrzykiwaniami, ten facet wymownie przypomina, jak śpiewać i na czym to polega. Zamykający zestaw niepublikowany remiks „Fantasy” autorstwa Nile Rodgersa sprawia wrażenie cudu zmartwychwstania George’a, jednak do “MTV Unplugged” pasuje jak pięść do oka i śmiało można było go odpuścić.

Sądzę, że “Listen Without Prejudice, Vol.1 / MTV Unplugged” najszybciej trafi do serca wszelkiej maści wokalistom, bądź wpędzi ich w kompleksy. Ten dwupłytowy zestaw (w wersji deluxe 3CD+DVD) powinni też nabyć ci, którzy cenią sobie dobre koncertowe brzmienie – w tym wypadku bliskie wzorcowi.

Ocena płyty: