Gorillaz “Humanz”

Gorillaz? Rap, hip hop, punk, soul, rock i polityka. Wirtualny zespół odradza się po kilkuletniej przerwie i przypomina się płytą na miarę dawnych osiągnięć.

Ta nazwa po raz pierwszy pojawiła się w 2000 roku. Debiutancki singiel z piosenką „Tommorow Comes Today” spotkał się ze sporym zainteresowaniem. Zainteresowanie wzrosło, gdy na rynek trafiła kolejna płytka, tym razem z kompozycją „Clint Eastwood”.

Pod nazwą skrywają się postacie, powstałe w wyobraźni Jamie Hewletta, twórcy m.in. komiksu „Tank Girl”. To on stworzył pieńko zębnego basistę Murdocka, bezmózgowego frontmana 2D, rapującego perkusistę elegancika Russela i 10 letnią azjatycką gitarzystkę księżniczkę Noodle, czyli zespół Gorillaz. W rzeczywistości za całym projektem, oprócz słynnego rysownika, stoi wokalista Blur, Damon Albarn.

gorillaz Humanz cover

W realizacji albumu „Humanz”, który właśnie się ukazał, wzięło udział kilka nieanonimowych postaci. Oprócz Albarna w studiu znaleźli się: etiopsko-amerykańska księżniczka elektronicznego R&B Kelela, hiphopowa sekcja De La Soul, śpiewająca supermodelka Grace Jones, raper Vince Staples, brytyjski współczesny bard Benjamin Clementine i wielu innych. Samo wyliczenie muzyków wskazuje jak różnorodną muzykę przynosi album Gorillaz.

Większość piosenek na płycie to niezłośliwe pastisze bardzo różnych gatunków muzyki: od popu, przez hip hop, neosoul do pełnokrwistego londyńskiego punku. Ta stylistyczna eklektyczność nie razi. Dzięki jednolitej produkcji całość brzmi nad wyraz spójnie. Jest to przyjemna dla uszu podróż po dźwiękowych przestrzeniach i stylach. Jest w tym coś z muzycznej otwartości Becka i brzmieniowej wyobraźni Massive Attack. To przede wszystkim bezpretensjonalny album, który promuje zaraźliwy, przebojowy singiel „Let Me Out”.

Album sprawia wrażenie niesamowitej mozaiki, kolażu. Miejscami jest bardzo imprezowo i tanecznie, czasami transowo, a chwilami atmosfera bardziej przypomina tę z acidjazzowego klubu o późnej porze. Są tu rzeczy utrzymane zarówno w duchu syntezatorowego euro popu („Momentz”), jak i skłaniające się ku reggae („Saturn Barz”). Ciekawie i intrygująco wypada również kompozycja „Hallelujah Money”, gdzie przesadnie surowej elektronice towarzyszą brzmienia gospel. Ale wymieniać można by bez końca, bowiem każdy utwór z czternastu zasługuję na uwagę. W wersji rozszerzonej albumu, muzycznie wyróżnia się i przyciąga „The Apprentice”.

Gorillaz każdą z konwencji, z którymi postanowili się zmierzyć, potrafili odczytać po swojemu, przenicować, odświeżyć. I chociaż ich muzyka może razić mozaikowością, nadmiarem inwencji i przepychem środków, na pewno nikogo nie znudzi. Sympatyk współczesnych dźwięków, któremu nie straszne są rap, hip hop czy alternatywny pop rock, na pewno tym wydawnictwem będzie urzeczony. Dlatego z całą pewnością album „Humanz” jest jedną z najciekawszych propozycji, jakie do tej pory przyniósł rok 2017.

Ocena płyty: