Jaques Kuba Seguin “Litania Projekt” with Quatuor Bozzini

Intryga i dominacja. Taka według mnie jest płyta Projektu Litania Jacque Kuby Seguina. Już wyjaśniam co i jak. Intryga jest wszechobecna. Zarówno muzycznie jak i aranżacyjnie, ale przede wszystkim kompozycyjnie. Wyobraźcie sobie ogromną wieżę, na którą wspinacie się bez żadnego wysiłku, a ze szczytu której rozpościera się taki widok, że aż czujecie jego zapach. Taką właśnie wieżą jest ten album. Im częściej go słucham tym więcej takich zapachów się we mnie generuje.

Kanadyjczyk polskiego pochodzenia, który zjeździł pół świta z Cirque du Solei, debiutujący autorsko w 2009 roku, a w 2012 ogłoszony odkryciem roku przez wybitnego kanadyjskiego krytyka Stanleya Péana z Radio Canada stworzył album wybitny. Połączenie Litania Project z kwartetem smyczkowym Quatuor Bozzini ma w sobie tyle klasy co Sofia Loren i Dionne Warwick razem wzięte i pomnożone przez 7. Pierwsze skojarzenia po przesłuchaniu są jednoznaczne ze ścieżką dźwiękową do pierwszej jakości kina lat 40/50. Gdyby użyto jednak tej płyty jako ścieżki do filmu to absolutnie nie wiedziałbym o czym on był. Po prostu zamknąłbym oczy i oddał się dźwiękom.

jacques-kuba-seguin

Cztery otwierające całość części „Etude Des Lueurs” to zapis improwizacji jakie narodziły się przy zderzeniu dwóch kwartetów. Dwie pierwsze części to generalnie czysta postać Litanii Projekt. W trzeciej i czwartej jest dużo fuzji dźwięków na pograniczu dysonansu dętego i harmonii smyków. Wpasowuje się to w dwa światy, w których często zamykają się gusta jazzowych smakoszy. Z jednej strony ci, którzy szukają introwersji i połamanych dźwięków, a z drugiej melomani od melodii. Nie śmiem twierdzić, że oba te indywidua zostaną nakarmione, ale przy nałożeniu kompromisu mogą zasmakować oryginalnej przystawki.

Miłość ci wszystko wybaczy” jest wersją dość grzeczną, ba, powiem że dla mnie trochę zbyt grzeczną. Pierwszy plan pełni tu motyw przewodni z oryginału. Z jednej strony mam mały niedosyt, ale słuchając tego z innej perspektywy odnoszę wrażenie, że to nawet i sprytne podeście, taki mały most pomiędzy tym co trudne a tym co przystępne. Tuż za nim zaczynają się dwa najmocniejsze punkty albumu. „Magda’s tango” wypełnione gracją, napięciem jak i lekkością oraz przestrzennością dzięki smyczkom. Jonathan Cayer trzyma tu wszystko w ryzach pianina, za którym wiodą wszyscy pozostali. Bez wątpienia jest to propozycja dla dominującego klawisza.

Finisz wyłącza wszelkie źródła napędzające ten album. Nie spadamy jednak jak kamień w wodę, a delikatnie szybujemy poddając się „Krajobrazowi dla Muniaka”. I znów moje skojarzenie wodzi mnie po jakiejś wąskiej uliczce, gdzie operator kręci film. Nieważne jaka fabuła, nieważni są aktorzy. Nich dzieje się nic, niech dzieje się wszystko byle by utwór trwał. Może popadam w pewnego rodzaju utopię, może po prostu jestem zestrojony z emocjami, które Sequin miał na myśli komponując ten utwór. Działa on na mnie bardzo… dominująco. Zaskakujące, że muzyka może mieć na mnie taki wpływ. Po prostu odkładam rzeczywistość i daję się pochłonąć. A że jest to jedyny utwór bez udziału Quatuor Bozzini to mam dylemat, czy bardziej podoba mi się ta płyta jako kolaboracja, czy ten ostatni… oddech…

Ocena płyty: