“Nie żyjemy w czasach idoli…” – wywiad z Olą Trzaską

Ola Trzaska – songwriterka, kompozytorka, wokalistka, flecistka, autorka tekstów, a także pedagog. W styczniu 2014 miała miejsce premiera jej autorskiego projektu – albumu płytowego „All Around” za który otrzymała nominację do prestiżowej nagrody FRYDERYK 2015. Dwa lata później 18 listopada 2016 dzięki akcji crowdfundingowej, wydała swój drugi krążek pt. “AMULET”.

Zachęcamy do lektury wywiadu z Olą.

“All Around” była Twoją debiutancką płytą. W 2016 roku wydałaś “Amulet”. Co się zmieniło u Ciebie od wydania debiutu do 2016 roku? 

Śmiało mogę powiedzieć, że wszystko. Poważnie.

Płyta ukazała się w styczniu 2014, a w czerwcu wyszłam za mąż, potem przeprowadziłam się do swojego mieszkania, potem zaszłam w ciąże nagrywając kolejną płytę, a wydając ją urodziłam syna. Zmieściłam się niemalże w jednym zdaniu, a mogłabym o tym śmiało książkę napisać (poniekąd płyta jest pamiętnikiem tych zdarzeń). W międzyczasie zdarzyło się jeszcze wiele rzeczy na polu zawodowym. Poza nobilitującą nominacją do Fryderyka, zawiązała się przecudowna współpraca z Ewą Bem przy projekcie Albo Inaczej poprzedzająca swego rodzaju mariaż z wytwórnią Alkopoligamia z czego niesamowicie się cieszę. Projekt wyszedł wyśmienicie i przy okazji kopnął mnie zaszczyt odbioru Złotej Płyty. Przecież hiphop i jazz to ekstremalna symbioza więc samo szczęście, że horyzont dobrych kontaktów się poszerza nie zawęża.  Ponadto wzięłam udział w nagraniu płyty Global Friendship fantastycznego saksofonisty kubańskiego, Luisa Nubioli. Płyta miesiąc temu miała swoją premierę, śmiało polecam i zachęcam do zakupu!

Jak długo trwał proces nagrywania albumu “Amulet”?

Nie potrafię sprecyzować od-do. To nie jest praca biurowa – postanawiam, że piszę i hop. Jeden z utworów powstał zupełnie niezależnie już w 2013 roku po festiwalu na Ukrainie, niezwykle dobrym koncercie jaki daliśmy, stąd moc by z siebie coś dać…tak od razu. Inne piosenki na przykład, mimo skomponowanych przeze mnie wcześniej tematów, otrzymały teksty dopiero jak urodziłam syna. Bo poprzednie dopisywane słowa tuż po zakończeniu kompozycji, gdyby pozostały, byłyby kompletnie niekompatybilne z moją aktualną wizją świata. Aktualną ja. Jak wspomniałam wszystko się zmieniło. Ja się zmieniłam, życie mnie doświadczyło emocjonalnie jeszcze gdzieś po drodze rodzinnych zdarzeń i poczułam wewnątrz siebie inne priorytety. Więc ogólnie mówiąc 2013 – 2016. A jeśli pytasz o samo nagranie w studio, to odpowiedź jest równie niekonkretna. Kiedy byłam już całkiem brzuchata, mieliśmy 3 dni na zarejestrowanie materiału, ale bardziej wyglądało to tak, że z pozycji horyzontalnej czyli kanapy w reżyserce dyrygowałam moimi chłopcami, bo każdy fizyczny ruch mógł skończyć się porodem tam właśnie w studio…w Piasecznie. Trochę bym miała daleko do mojego szpitala, więc musiałam zachować kamienną twarz, powstrzymać się w entuzjazmach, okrzykach i podskokach jak szło dobrze, ale też nie stresować kiedy czas się kurczył bo już wybijał zegar 22.00 i klucz w drzwiach studia się przekręcał, a ja jeszcze miałam swoje do dodania, bo coś mi zaświtało. Jeszcze w międzyczasie miałam urodziny (2dzień nagrań) to już hormony nie wiedziały czy płakać, śmiać się. Takie rozstrojenia tam panowały.

Natomiast same wokale nagrałam już po akcji porodowej, ale wybieranie tejków to był wyczyn. Jako, ze jestem producentem albumu, mniej więcej wyglądało to tak, że pomiędzy zmianą pieluchy, karmieniem i dochodzeniem do poszukiwań kim jestem – Matką? – Żoną? – Wokalistką?…Gdzie jestem do cholery, na tej mapie świadomości???…tłumiąc odpowiedzi robiłam moją robotę. Siedziałam w słuchawkach i z dnia na dzień robiłam po jednym numerze, wybierając tejki… Tempo ekspresowe.

Totalnie trudny czas. Na płycie słychać 11 instrumentów. Ja tak siedziałam i tak puzon i piano i bęben i bas itd. tejk po tejku wybierałam co mi się podoba. Nie było mi obojętne. Wiedziałam, że mam nad głową coś co utrwalę do końca swoich nie tylko zawodowych dni. Odpowiedzialność mówiła mi -musisz, taki job. Może mogło być to robione innym tempem, ale wybrałam najlepsze studio S7 i realizatora zawalonego robotą również największych polskich TV show więc argument „nie mam siły” – nie był żadną wymówką.

Ale tak było. Po prostu fizycznie nie miałam siły.

A jak już byłam u kresu – weszłam do studia na nagranie wokali, wiatr w żagle w moment. Choć oczywiście jest to praca – bo to jest przede wszystkim kontrola, wyważenie, panowanie nad emocjami. Nie wygrałam tylko ostatniego dnia, gdzie mój szanowny kręgosłup odmówił posłuszeństwa i dzięki uprzejmości Grzesia Łapińskiego i Agi Kiepuszewskiej dojechałam do studia zgięta w pół… z moim dzieckiem na rękach. W ogóle mój syn był przy każdej z faz tej płyty – k a ż d e j. Jest moim osobistym współproducentem… od jego nowości, czyli urodzenia.

Czym/kim się inspirowałaś przy tworzeniu drugiego albumu? 

Fascynowało mnie wielu artystów o których piszę wewnątrz w książeczce więc nie będę się powielać, raczej zachęcam do kupna płyty, ale przede wszystkim to chyba główną inspiracją  była wiara. Siły pochodzące z zewnątrz. One mną kierowały przy wielu wyborach. Intuicja to rzecz z zewnątrz, a więc i ona.

Amek, mój syn to niewątpliwa inspiracja. Amulet ostatni utwór jak również imiennik płyty to utwór, który pozwolił mi przetrwać te złe okresy, Amek pisał ze mną tekst. Miała być kołysanka, finał już znasz. On jest/był moim Amuletem taką miał ksywę, stąd tytuł płyty. O tych czarach i siłach o których wspomniałam to jest trochę przenośnia. Tak naprawdę nie muszę tego precyzować każdy z nas i tak wierzy w coś, kogoś innego. Nie mniej jednak stąd fioletowy kolor okładki. On jest najbliższy tajemniczym mocom, więc wpasował się w punkt. Głównie inspirowały mnie doświadczenia. Codzienność. Obserwacja zagubienia się świata w wartościach.

Kto jest Twoim największym muzycznym idolem, i dlaczego właśnie ta osoba? 

Nie żyjemy w czasach idoli to jest pierwsza podstawowa sprawa. To czym jemy sztukę też jest wątpliwe. Bo ucho to już przeżytek. Dziś się patrzy, potem słucha.

Mogę powiedzieć, że mam raczej upodobania.  Zresztą coraz więcej czyta się „nekrologów” odchodzących gigantów, a na ich miejsce kto? Branża się zmieniła, rządzi się innymi prawami. Tych prawdziwków z twarzą fantazji, talentu, charyzmy i artyzmu, a nie twarzą pomalowaną wymienionymi przeze mnie określeniami np. przez wytwórnię-  jest już niewielu. Mówię o karierach wieloletnich. Wnoszących coś do świata muzyki, a nie biznesu. Wiesz o co mi chodzi? Gdybym jednak miała ich gdzieś tu zawrzeć to wybrałabym artystów z których wyciągam zawsze „coś”. Cenię: Jacob Collier, Esperanza Spalding, Kristian Persson, Gino Vanelli oraz gro tych którzy tworzyli bazę z której każdy dzisiejszy artysta czerpie. Quincy, Michael J, Prince, Bowie, Khan, Stevie…

Planujesz już kolejny album? Jeśli tak, możesz zdradzić coś więcej? 

Owszem planuję, ale nie zdradzę. Na razie skupiam się na promocji mojej wciąż nowej płyty. Singiel Fly Away with Me jest coraz wyżej (pierwsze miejsce w radio PIK od miesiąca) i częściej puszczany w radio, snuje się jeszcze kilka wywiadów w magazynach, kręcenie klipu  i są to rzeczy o których będzie można poczytać i dowiedzieć się z mojego fanpage. O tym głównie toczy się teraz moja codzienność artystyczna. Będzie też trochę coverów, ale to już na moim blogu. Wkrótce rusza.

Gdzie będzie można Cię usłyszeć w najbliższym czasie?

Serdecznie zapraszam do OKO (na Ochocie) w Warszawie na mój koncert premierowy. Będzie to 30 czerwca. Zagram pierwszy raz pełny nowy materiał w pełnym składzie. Zapewniam już dziś, że będzie wyjątkowo.

Myślisz o nagraniu duetu z jakimś artystą, niekoniecznie polskim?

Dopiero wyszłam ze studia z duetu z Ivo Kmiecik. Naszą polską znakomitą wokalistką.

Owszem mam swoje niezrealizowane marzenia. Bryan Adams jest tym wokalistą z którym bym się zderzyć chciała. Jakiś czas temu rozmawiałam nawet wstępnie z Mietkiem Szcześniakiem na temat wspólnego duetu. Napisałam bossa nove dla nas, ale utwór nie wpasował się w konwencję Amuletu, nie wykluczam, że do tego wrócę na kolejnej płycie.