Alicja Janosz “RetroNowa”

Alicja Janosz miała różne zakręty w swojej muzycznej historii. Było bardzo popowo („Ala Janosz” 2002 r.), było także bardziej jazzowo („Vintage” 2011 r.). Nie ulega jednak wątpliwości, że najbardziej do twarzy jest jej w retro szatach. Album „RetroNowa”, pomimo niepodważalnego waloru komercyjnego, przynosi właśnie taką, nieco staromodną muzykę. Jeśli istnieje model piosenki idealnie pasujący do linii programowej Polskiego Radia, to kompozycje z „RetroNowej” wydają się tego urzeczywistnieniem. Dziwne, że utwory te jakoś na antenie nie zaistniały.

0005eyc5sj9nimnf-c122

Już otwierający ten zestaw utwór „Byleby zdążyć” jest dobrą zapowiedzią tego, co dzieje się na całym albumie. Od razu słychać, że Alicja Janosz to żywe srebro i kobieta z charakterem. Chociaż kompozycja posiada pewne cechy komercji, to przede wszystkim czuć, iż mamy do czynienia z muzyczną osobowością, która ma do zaoferowania coś więcej niż tylko chwytliwe melodie. „RetroNowa” to solidna porcja melodyjnego przebojowego retro popu – świetnie zaśpiewanego, dobrze wyprodukowanego i zazwyczaj omijającego banał.

Muzycy grający jak big band, który dla potrzeb popu adaptuje jazz, funky, żeby nie wspomnieć o R&B, które dostajemy w postaci „Sisterhood”. Ale i chwilę potem w sympatycznie bujającym „Something between us” mamy dźwięki kojarzące się np. z filmem „Burleska” i popisami wokalnymi Christiny Aguilery. Dużo fajnych dęciaków, fortepianu, dużo mniej gitary.

Płyta miejscami brzmi, jakby powstała z tęsknoty za imprezami, które odbywały się kiedyś w knajpach. Miał być dancing z lat siedemdziesiątych, wyszła całkiem porządna muzyka rozrywkowa. Bo Alicji Janosz nie do końca udało się odtworzyć klimat utworów dancingowych. Trochę przedobrzyła z jakością nagrania. Brzmi to dość współcześnie, choć oczywiście trudno nie dostrzec stylizacji. „I tylko Ty” to takie typowe Opole ze wspomnianej wyżej dekady. Początek „Choć raz” przenosi nas jak żywo do kawiarni „Podwieczorek przy mikrofonie”, by następnie dzięki saksofonowej solówce przypomnieć nam klimat wczesnych kawałków Sade.

Od czasu do czasu jest dość ostro i bezczelnie („Zazdrość”). Ale zaraz może się pojawić zaskakująco delikatne uspokojenie – takie jak „Oddycham”. Alicja nagle śpiewa do nas zmysłowym szeptem. Ta piękna, bardzo emocjonalna kompozycja bez wątpienia jest jedną z perełek tej udanej płyty. Równie mocne są kontrasty w tekstach – niektóre dowcipne (z poczuciem humoru jest jak z gustami), niektóre bez większego sensu, służące wyłącznie melodii, niektóre poważniejsze (bo miłość to poważna sprawa przecież).

Płyta prawdziwa, mam wrażenie, że powstała bardziej z potrzeby serca niż rozumu. I chociaż nie jest to komplement z serii „może to i brzydkie, ale za to oryginalne”, to ani specyficznej urody, ani oryginalności „RetroNowej” odmawiać nie wypada. Taka płytę można bez wstydu zaprezentować gdziekolwiek na świecie. Ciekawe aranże, doskonała produkcja i piękne melodie. Świadcząca o wrażliwości muzyka, przyjemna dla tych, którzy łatwizny nie lubią.

Ocena płyty: