“ECM zawsze nam patronował…” – wywiad z Anną Stańko (Bielska Jesień Jazzowa)

Bielsko-Biała to miejscowość, którą potrafi wskazać na mapie każdy szanujący się nowojorski muzyk. Wszystko za sprawą Bielskiej Jesieni Jazzowej (15-20 listopada), która w tym roku gościć będzie gwiazdy ECM-u takie jak Vijay Iyer, Craig Taborn, Avishai Cohen czy Michael Formanek.

W gorącym oczekiwaniu na pierwszy koncert zapraszamy do rozmowy z Anną Stańko, organizatorką Festiwalu, która opowie nam o programie tegorocznego wydarzenia. Enjoy!

Czy tegorocznej edycji Festiwalu towarzyszy jakieś hasło przewodnie?

Można powiedzieć, że istnieje takie hasło. I jest to po prostu rozwinięcie akronimu ECM, czyli Editions of Contemporary Music. Tegoroczna edycja Bielskiej Jesieni Jazzowej jest w wyjątkowy sposób poświęcona artystom, czy szerzej mówiąc muzyce i filozofii, tego właśnie wydawcy. W zasadzie, oprócz jednego koncertu jazzu tradycyjnego, wszyscy artyści reprezentują tę wytwórnię.

Ta Wasza współpraca z ECM trwa oczywiście od lat.

Tak. ECM zawsze nam patronował i od lat tworząc program Festiwalu opieraliśmy się w sporej mierze na jego katalogu. Oczywiście, zdarzały się wyjątki od tej reguły, które robiliśmy zwykle dla ikon jazzu takich jak Ornette Coleman czy Cecil Taylor. To postaci spoza światka monachijskiej wytwórni, ale mające swój piękny, indywidualny, jazzowy język. W tym roku tak się złożyło, że mamy sensu stricte katalog ecm-owski. To naturalny dla nas kierunek rozwoju. Sposób w jaki myślimy o muzyce, jest bliski temu, co proponuje wytwórnia Manfreda Eichera. Podoba nam się jak myśli muzyce, w jaki sposób dobiera artystów i pracuje z nimi nad kolejnymi produkcjami.

Proszę opowiedzieć kogo będziemy mogli zobaczyć w tym roku.

W tym roku jestem naprawdę zadowolona z programu. Całość bardzo naturalnie układa się w organiczną strukturę, która wydaje się nie mieć słabych punktów. Choćby taki Ensemble Kolosssus Michaela Formanka, który specjalnie przyjeżdża na jedyny koncert w Europie. To będzie premiera albumu „The Distance” i całego projektu na kontynencie. To bardzo trudny logistycznie do przeprowadzenia projekt. Udało się skorzystać ze wsparcia Mid Atlantic Arts Foundation. Ale wysiłki się opłacają, bo płyta ta znalazła się w pierwszej dziesiątce najlepszych płyt jazzowych tego roku według ankiety Dwonbeatu.

Ten projekt to też wielka sprawa dla samego lidera.

Formanek raczej przyzwyczaił nas do występowania w bardziej kameralnych bandach. A tutaj może się wykazać zdolnościami kompozytorskimi, aranżacyjnymi na ten wielki skład. Jego wirtuozeria ma więc jeszcze większe pole do pełnego wybrzmienia. W ogóle wszystkie projekty, które pojawiają się na Festiwalu to zupełnie świeże, ecm-owskie produkcje. Generalnie, nie brakuje nam pomysłów na program, sama dużo jeżdżę z tatą, no i muzycy jak to muzycy cały czas gadają o nowych projektach, świeżych nazwiskach na scenie, nagraniach, podsuwając tym samym kolejne pomysły na festiwalowy program.

Czy z takich rozmów właśnie wziął się pomysł, żeby na Festiwal zaprosić choćby trębacza Avishaia Cohena czy gitarzysty Jakoba Bro?

Avishai to na pewno muzyk, o którym teraz się dużo mówi. To absolutne odkrycie, jest młody, wcześniej grał jako sideman, a jego ostatnia płyta „Into the silence” zrobiła sporo zamieszana na scenie. Gdy byłam z tatą na nagraniu we Francji,  w studio było trochę prasy jazzowej, na stoliku leżało sobie aktualne wydanie magazynu Jazz News, z Avishaiem na okładce i podpisem: „Le nouveau prince de New York”. Pomyślałam sobie w duchu „ha!”, i  będzie też u Nas na festiwalu. Myślę, że będzie się o nim robiło jeszcze głośniej. Ma szansę wyrosnąć na jedną z ikon współczesnego jazzu. Podobnie zresztą jest z Jakobem Bro, który jest na scenie od lat, wcześniej nagrywał dużo m. in. z Lee Konitzem, ale odkąd przeszedł do ECM i nagrywa autorskie płyty, to jego kariera nabiera zawrotnego tempa. To również dzięki muzykom, z którymi gra. Thomas Morgan to niesamowicie wrażliwy instrumentalista i do tego zdolny do wygrywanie ogromnie skomplikowanych struktur na basie. Joey Baron ma z kolei niesamowitą radość, żywiołowość i flow w swoim graniu. To wszystko w połączeniu z marzycielskimi kompozycjami Jakuba Bro brzmi naprawdę niecodziennie i rewelacyjnie.

Jest jeszcze Vijay Iyer, który wystąpi na Bielskiej Jesieni Jazzowej z Wadadą Leo Smithem. Jak rozmawiamy o ECM, to trzeba powiedzieć, że widać rękę Eichera na ostatnich płytach Vijaya. Odkąd odszedł z ACT jego styl mocno ewoluował.

Na pewno jest tak, że Manfred Eicher ma charyzmę i zdolność do inspirowania muzyków. Za jego sprawą muzyka danego artysty niemal samoistnie się rozwija i płynie w określonym kierunku. Na tym polega właśnie rola dobrego producenta, który nie jest tylko wydawcą. On wpływa na całość swoją osobowością.

Stałym punktem każdej edycji Festiwalu jest też występ Tomasza Stańki. Za każdym razem jest to inna formuła z innym zestawem muzyków. Jak to było tym razem?

To niekoniecznie jest tak, że całość wychodzi od jakiejś gotowej koncepcji czy idei. Tata po prostu szuka składu, w którym przede wszystkim będzie mu przyjemnie sobie zagrać. Z Davidem i z Reubenem nagrali ostatnią płytę i przegrali ze sobą naprawdę masę koncertów. Tata się z nimi doskonale czuje. Z Marcusem Gilmorem nie miał jeszcze okazji się spotkać, więc to potraktowaliśmy jako dobrą okazję, żeby przyjechał do Bielska. To będzie absolutnie premierowy program, składający się w dużej mierze z kompozycji, które znajdą się na nowej płycie. Będzie okazja porównywać jak ta muzyka brzmi w dwóch różnych składach – z Geraldem Cleaverem na samym albumie i Marcusem na żywo.

Tym samym Marcusem, który grał wcześniej z VIjayem Iyerem…

Tak, bo to w pewnym sensie rodzinny festiwal. Wielu z artystów, którzy grają w tym roku, było już w Bielsku. Nie było Vijaya, nie było norwesko-brytyjskiego bandu Food. Ale Dino Saluzzi był dawno temu z Anją Lechner. Wtedy był to kameralny projekt na akordeon i wiolonczelę. Tym razem przyjeżdża ze swoją rodzimą grupą. Jakob Bro występował z tatą w 2009 roku. Craig Taborn był z Roscoe Mitchelem i w trio ze wspomnianymi wcześniej Thomasem Morganem i Geraldem Cleaverem. Formanek był kiedyś z Timem Bernem. Najważniejsze jest to, że ci którzy wracają do Bielska, doskonale się tu czują. To naprawdę bardzo interesujące i inspirujące miejsce. Zresztą, jak zapytać w Nowym Jorku o to miasto, to każdy wie o co chodzi, bo jest to miejsce znane na mapie jazzowego świata.

Czy budowanie takiej rozpoznawalności można nazwać misją Festiwalu?

Przede wszystkim zależy nam na tym, żeby występowali u nas artyści, którzy mają indywidualny, często trudniejszy w odbiorze język i nie sytuują się w mainstreamie jazzowym. Staramy się stawiać wyzwania publiczności, otwierać nowe okna, które wydawałoby się, że są zbyt wysoko, niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Większość z artystów, których zapraszamy ma bardzo współczesny i bardzo własny język. Dodajmy do tego, że jazz jest muzyką improwizowaną, więc każdy koncert brzmi inaczej i z pozoru ta sama muzyka za każdym razem może zostać zupełnie inaczej zaprezentowana.

Już nie możemy się doczekać jak to wszystko zabrzmi w listopadzie.

My też. Myślę, że dla wszystkich tych, którzy kochają piękną, niebanalną muzykę, czy szerzej sztukę i mają ochotę odbyć podróż w towarzyszeniu najciekawszych współczesnych twórców, Bielsko w połowie listopada powinno być właściwym miejscem na Ziemi.