Macy Gray “Stripped”

Stripped” to dziesiąty album w karierze Macy Gray, drugi jako pozycja live. Nagrany w dwa kwietniowe dni, w kościele na Brooklinie, jest intymnym i akustycznym zapisem tego co tam się wydarzyło. A stało się tak, że wyszło jazzowo. I choć zyskuje całkiem pozytywne opinie mnie nie do końca przekonuje. Ale zacznijmy od tej kolorowej strony.

This cover image released by Chesky Records shows "Stripped," the latest release by Macy Gray. (Chesky Records via AP)

Muzycznie niczego nie brakuje, spełnione są warunki dobrego jazzowego jamu. Jest skromnie, jest ambitnie, są smaczne wstawki na trąbce, czuć emocje, czuć zaangażowanie i spójność. Sama Macy śpiewa delikatnie, często majestatycznie i co najważniejsze bez chórków, które często nie ukrywając działały niepotrzebnie więcej niż sama artystka. Wokalnie zatem całość skupiona jest na najbardziej charakterystycznym i rozpoznawalnym głosie w świecie muzycznym.

Nagranie tej płyty było nieoczekiwane, wręcz zaskakujące, ale według autorów było i świetną zabawą. Fajnie. Ale jakoś nie wystarczyło aby mnie przekonać. Mój pierwszy zarzut to dobór repertuaru. Wszyscy znamy największe hity Pani Gray. Sweet Baby”, Try”, Slowly”, She ant’t right for you”. To już było, fantastycznie się przyjęło i z całym szacunkiem dla muzyków, którzy świetnie zagrali na “Stripped” nie zmiotło wersji oryginalnych. Może to miała być ciekawostka muzyczna, ale takie wrzuca się jako bonus do singla a nie jako materiał na płytę.

Przy Sweet baby” oraz Try” w mojej głowie odzywały się oryginalne wersje, które starały się zestroić z tymi nowymi. Zresztą było to dość proste, gdyż nowe wersje są podobne w melodyce do pierwowzorów. Za dużo coverów. Zdecydowanie. Wracam do płyty live Lauryn Hill, jej oficjalnej drugiej płyty MTV Unplugged No. 2.0 . Lauryn nagrała ją tylko przy akompaniamencie gitary z kompletnie nowymi kompozycjami w 2002 roku wzbudzając ogromny zachwyt słuchaczy. O tym też marzyłem w przypadku “Stripped“. Macy Gray nie jest jakąś tam sobie wokalistką, która musi zapychać przestrzeń odgrzewaniem starych hitów. To artystka, na której płyty się czeka i ma apetyt na więcej i więcej.

Poprzednia płyta “The way“, według mnie bardzo udana była światłem pośród poprzednich wydawnictw. Od czasu “Covered” forma spadała. Zaraz po nim powstał album z coverami pierwszej płyty Steviego Wondera. Płyta przeszła w eterze bokiem i to po cichu. “The way” było szansą na powrót. Uważam, że “Stripped” to krok w tył. Są tu oczywiście fajne aranżacje, takie jak przy “Slowly“, albo “First time” (które zaliczam jako pretendenta singlowego). Będąc sprawiedliwym dodam, że są i 3 pozycje premierowe: “Annabelle“, “The heart” oraz “Lucy“. Ostatni z nich powstał ku zaskoczeniu właśnie podczas sesji nagraniowej. Całkiem przyjemne, ale w zestawieniu z coverami swojego repertuaru jak i  “Nothing else mattersMetalliki (do dziś nie rozumiem dlaczego właśnie ten utwór) oraz “Redemption songBoba Marleya zanikają.

Płyta przyjemna, interesująca ale jako ciekawostka. Boję się, że to tylko kolejny produkt mający za zadanie przypomnieć, że jest ktoś taki jak Macy Gray. Przypomina, ale nie skupia uwagi.

Ocena płyty: