“Od dwóch lat rzeczywiście mocno prę do przodu…” – wywiad z Kasią Moś

Kasia Moś przez lata zbierała różne doświadczenia muzyczne, by wreszcie wydać swoją debiutancką płytę studyjną zatytułowaną “Inspination”. Tylko nam opowiada, jak powstawał materiał na album, dlaczego odrzuciła propozycję współpracy z Robertem Jansonem oraz kiedy możemy spodziewać się jej kolejnych utworów. Artystka zdradziła też, dlaczego starała się o udział w Konkursie Piosenki Eurowizji oraz dlaczego wzięła udział w jednym z programów rozrywkowych.

Sergiusz Królak: Jak wspominasz udział w krajowych eliminacjach do Eurowizji 2016? 

Kasia Moś: Bardzo dobrze. Przed występem byłam oczywiście zestresowana, jednak gdy stanęłam na scenie poczułam się pewnie. Byliśmy zadowoleni z naszego występu. Do udziału w preselekcjach namówili nas fani. To właśnie oni uznali, że utwór “Addiction” ma szanse dostać się do preselekcji. I proszę, nie mylili się. Udział w preselekcjach był doskonałą okazją do przypomnienia o sobie i zaprezentowania naszej muzyki. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie mamy szans wygrania preselekcji, przecież naszej muzyki nie gra ani radio, ani telewizja. Zapytasz, dlaczego? Odpowiem: nie wiem! Jedni mówią, że nasza muzyka jest zbyt alternatywna, a drudzy, że zbyt komercyjna. Dokładnie tak, jak śpiewała kiedyś o sobie Kasia Nosowska: “Zbyt warszawska dla Szczecina, a dla Szczecina zbyt warszawska”. Jednak pozytywny odzew ludzi po finale dodał nam skrzydeł. To było naprawdę pokrzepiające.

Czy jeśli za rok będą organizowane eliminacje, to zgłosisz się?

Raczej nie. Raz na dziesięć lat wystarczy. (śmiech) Nie jestem uważnym obserwatorem Konkursu Piosenki Eurowizji. Generalnie nie oglądam festiwali, konkursów oraz programów telewizyjnych. Na dodatek tego wszystkiego jest teraz po prostu za dużo, a uczestnikom obiecuje się “złote góry”.

Kasia Moś: ta płyta powstała po mojemu, na moich warunkach

Tobie często obiecywali “złote góry”?

No pewnie. (śmiech) Miałam mnóstwo takich spotkań. Najczęściej jednak muzyka, która była mi proponowana, była ze zbyt dalekiej muzycznej galaktyki. Tak było np. w przypadku mojej współpracy z panem Robertem Jansonem. Co prawda nagrałam utwór “I Wanna Know”, jednak gdy usłyszałam resztę piosenek, wycofałam się.

Odważnie.

No tak, bo miałam kontrakt z wytwórnią Universal Music Group, a sam Robert Janson był wówczas najbardziej pożądanym twórcą piosenek. Jednak gdy chcesz być autentyczny, prawdziwy nie możesz robić niczego wbrew sobie.

Ty robisz swoje już od jakiś 10 lat. Jak teraz patrzysz na ten czas?

Od dwóch lat rzeczywiście mocno prę do przodu. Najważniejszym krokiem było oczywiście wydanie albumu.  Co więcej, ta płyta powstała po mojemu, na naszych warunkach. Zdecydowałam się również na współpracę z moim bratem Mateuszem, to była jedna z lepszych decyzji w moim muzycznym życiu. Przełomowym momentem w twórczości. W rodzinie siła! (śmiech)

Bardzo muzykalnej rodzinie, bo nie tylko umuzykalniony brat, ale i rodzice.

Tak, rodzice poznali się jeszcze w Szkole Muzycznej w Bytomiu. Jako dwudziestoparolatek, tata założył Kwartet Śląski i był jego pierwszym skrzypkiem przez 25 lat, potem zamienił smyczek na dyrygencką batutę i tak powstała orkiestra AUKSO. Mama grała na altówce, jednak gdy urodziła mojego brata, a potem mnie, zakończyła “karierę” muzyczną i zaczęła malować surrealistyczne obrazy.

Myślałaś, żeby zaproponować jej zaprojektowanie okładki płyty?

Bardzo tego chciałam, mama jednak chyba się “przeraziła” tą propozycją. Znając ją pomyślała, że nie jest na tyle dobra, że to by ją przerosło. Zdolni ludzie mają tę skromność i niedowierzanie w swoje umiejętności. Najczęściej jest tak, że ci malutcy myślą, że są wielcy, a ci wielcy myślą, że są malutcy.

Kasia Moś: jak chce się spocząć na laurach, to od razu można położyć się do grobu

Sama miałaś takie wątpliwości w swoje umiejętności?

Ciągle je mam, zdaję sobie przecież sprawę, że muszę pracować nad swoim głosem. Nad sobą, swoim charakterem, pracować nad wiarą we własne umiejętności i przede wszystkim przestać się porównywać z innymi.  Każdy człowiek musi podążać własną ścieżką i wierzyć, że jeżeli stara się i nie poddaje to w końcu spełnią się jego marzenia.

I nie spoczywasz na laurach.

Nie. Jak chce się spocząć na laurach, to równie dobrze można się już położyć do grobu.

Skupmy się na płycie „Inspination”, z której pochodzi utwór „Addiction”. Jak wyglądała praca nad tym albumem? Jest to niezła mieszanka stylów: trochę bluesa, trochę popu, nawet trochę hip-hopu.

Materiał powstawał ponad dwa lata, a zalążki niektórych piosenek zostały napisane nawet wcześniej. Powiem szczerze, że nie zdawałam sobie sprawy, że te utwory aż tak – jak mówisz – odbiegają od siebie stylem. Wiedziałam, że jeden jest bardziej elektroniczny, a w drugim przeważają żywe instrumenty. Piosenki pisaliśmy sami, więc dla nas płyta jest spójna, bo jest po prostu nasza. Wspólnym mianownikiem na pewno jest mój głos. (śmiech) Zresztą, jeżeli zarzutem w naszą stronę ma być różnorodność, to ja to traktuję jako sukces.

Kasia Moś: ochrona praw zwierząt to dla mnie priorytet

A skąd właściwie pomysł na tytuł? Co oznacza “inspination”?

Zastanawiałam się nad tytułem, który opisał by treści zawarte w tekstach moich piosenek. To połączenie słów: „inspiration” i „nation”. Zależy mi, żeby ludzie wzajemnie się inspirowali do czynienia dobra. Ja pomogę Tobie, a Ty, dotknięty ciepłem, nawet nieświadomie, pomożesz następnej osobie i tak to dobro przewędruje świat. Mam przynajmniej taką nadzieję!

Często spotykasz się z głosami sprzeciwu, że takie czy inne zachowanie “i tak niczego nie zmieni”?

Bardzo często, doskonałym przykładem jest moment, gdy mówię ludziom, że nie jem mięsa. Oni na to, że “i tak to nic nie zmieni”. A ja na to, że zmieni, bo jeżeli przez to chociaż jedna krowa czy świnka uniknie śmierci, to dla mnie jest to powód do radości. Cegła do cegły i powstanie dom, a wegetarian i wegan coraz więcej! Miłość do zwierząt i ochrona ich praw to dla mnie priorytet. Gdy na drodze widzę zwierzątko, które potrzebuje pomocy, zawsze pomagam. Nie jest ważne, czy to gołąbek, piesek czy kot.

Wróćmy do płyty „Inspination”. Czemu powstawanie tej płyty zajęło tak wiele czasu? Zaczynałaś przecież ponad dekadę temu.

Najpierw miała być płyta z Robertem Jansonem, której nie chciałam. To zamknęło mi wiele drzwi. Potem zaczęłam studia. Następnie wyjechałam do Stanów, potem był „Must Be the Music. Tylko muzyka” i planowałam wydanie płyty. Już w finale programu śpiewałam swoją piosenkę, która miała ukazać się na albumie.  Niestety nie dogadaliśmy się z producentem, więc projekt nie doszedł do skutku. Od tamtego czasu minęły cztery lata. W międzyczasie brałam udział w różnych projektach. Pisałam piosenki. Wykorzystałam ten czas na tyle, na ile pozwalała mi sytuacja.

Kasia Moś: język angielski jest bardziej melodyjny

Na płycie znalazło się 13 utworów, w tym kilka remiksów. Masz jeszcze coś w zanadrzu?

Tak, w “szufladzie” jest jeszcze kilka utworów, najprawdopodobniej na kolejną płytę.

Sam album podzielony został na dwie płyty. To dość niepopularny zabieg.

Tak zdecydowaliśmy z całą ekipą. Zastanawialiśmy się, jak podzielić tę płytę, jak ustalić kolejność. Chcieliśmy rozdzielić utwory nagrane z instrumentalistami od tych elektronicznych. Niektórzy żartobliwie piszą, aby następny album wydać na jednym krążku, bo nie chce się im wciąż przemieniać płyt w odtwarzaczu. (śmiech)

Oprócz tego, materiał jest podzielony językowo: na płycie znalazły się zarówno polskojęzyczne, jak anglojęzyczne piosenki. Wolisz śpiewać po polsku czy po angielsku?

Raczej po angielsku, to bardziej melodyjny język. Język polski jest dość twardy. Zapewne na następnej płycie też będę się posługiwać tymi dwoma językami.

Co z kolejnymi singlami? Było „Zatracam się”, „Pryzmat” i „Addiction”…

Tak, w przyszłości chcemy nakręcić teledysk do utworu „Fat”. Na razie się wstrzymujemy bo do realizacji naszego pomysłu będą potrzebne dość duże środki finansowe, ten teledysk musi pasować do piosenki i być totalnie “pojechany”. Już za jakiś czas pojawi się wideoklip do utworu „Experience”.

Jakich muzyków lub artystów ostatnio słuchasz?

Ostatnio odkryłam genialnego, młodego muzyka, nazywa się Kevin Garrett, rewelacyjny muzyk, który gra na fortepianie. Jego piosenka „Refuse” bardzo mnie poruszyła. Bardzo lubię również Jamesa Blake’a, który stworzył swój niepowtarzalny muzyczny styl. Jego harmonie są niebanalne,  po prostu piękne.

Nie możemy się zatem doczekać. Dziękuję za rozmowę.