„Poezja pozostaje aktywna na wielu płaszczyznach”  – wywiad z Krzysztofem Napiórkowskim

Ile czasu potrzeba by zrozumieć i określić tożsamość muzyka, jeśli wizja jego twórczości krystalizuje się na styku jazzu, poezji i muzyki klasycznej? Niebawem mija 8 lat od debiutanckiego krążka Krzysztofa Napiórkowskiego pt. „Introspekcja”. W tym czasie artysta przynajmniej czterokrotnie udowadniał, że teksty o literackim rodowodzie mogą stać się równoprawnym elementem relaksującego, łagodnego brzmienia dla wrażliwego słuchacza. Po eksperymentach z twórczością Zbigniewa Herberta, Bolesława Leśmiana czy Krzysztofa Karaska przyszła kolej na Jana Twardowskiego, którego wiersze staną się motywem przewodnim kolejnej, zapowiedzianej niedawno płyty.

Osiem lat to czas wystarczający, by zrozumieć własne potrzeby i emocje na scenie?

Trudno powiedzieć, czy to czas wystarczający – prawdopodobnie znajdą się artyści, którzy odpowiedzą, że bardzo szybko znaleźli swoje miejsce na scenie, jak i ci, którzy do końca życia będą się nad tym zastanawiać. Ten czas na pewno był mi potrzeby, aby dojrzeć jako człowiek i jako twórca, bo muzyki uczyłem się przecież od dziecka i dość wcześnie dotarło do mnie, że jest ona formą komunikacji, choć jako dziecko nie potrafiłem tego zwerbalizować. Wszystko to złożyło się na to kim teraz jestem i na kształt utworów, które tworzę obecnie, a to, co robię teraz zaważy na moich następnych działaniach.

Podobne doświadczenia są udziałem wielu artystów o zbliżonym muzycznym horyzoncie – u Doroty Miśkiewicz, Grzegorza Turnaua, z którymi pracowałeś wielokrotnie. Kogo usłyszymy na nowej płycie?

Bardzo cenię sobie współpracę z innymi artystami, z Dorotą choćby przyjaźnimy się od lat. Stale koncertuję też z Markiem Napiórkowskim, oraz z moim kwartetem, niemniej nową utwory traktuję jako pewną  nową całość i ostateczną decyzję odnośnie zawartości i składu personalnego zostawiam dla siebie. Utwory ks. Jana Twardowskiego z moją muzyką to będzie płyta wyjątkowa i zależało mi aby pojawili się goście, bo myślę, że dzięki temu przekaz będzie miał większą siłę i wyraz. Na płycie zaśpiewają  Anna Maria Jopek i Adam Strug , ale będą też goście instrumentalni. Jako, że nagrania jeszcze nie są ukończone, z ich wyszczególnieniem poczekam do finału.

Poezja Jana Twardowskiego jest niezwykle ważna dla polskiej kultury, a sam ton poety – przynajmniej w moim odczuciu – różni się mocno od charakteru tekstów, które mogliśmy usłyszeć na twoich dotychczasowych płytach. Dlaczego właśnie ta twórczość? Jakie trudności towarzyszyły pracy nad nową płytą?

Twardowski miał niezwykły dar poszukiwania wzruszeń w codzienności, wyciszenia w świetle mniej lub bardziej traumatycznych doświadczeń. Pozostawał w tym wszystkim niezwykle autentyczny, prawdziwy, pełen nadziei, choć nigdy dosłowny. Jest to przekaz przesycony głębokim humanizmem, napisany przez kogoś, kto dobrze zna ludzką naturę, a ta, jak się okazuje, mimo zmiany czasu i technologii, pozostaje właściwie niezmienna. Twardowski lubił rozmawiać z samym sobą, ale i ze Stwórcą.  Wiele czasu zajęło mi rozszyfrowanie jego perspektywy, którą z wielu powodów uważam za ważną. Niebawem wszyscy będą mogli rozliczyć mnie z tej pracy. Świetnie powiedziała Ania Jopek podczas nagrań, że właściwie każdy wers tej poezji to osobne Haiku.

Mietek Szcześniak nagrywa obecnie covery The Beatles, a wspomniany wcześniej Turnau sięga po inspiracje związane z XIX-wieczną sztuką użytkową. Nigdy nie miałeś ochoty, choćby na chwilę, zboczyć z wyznaczanego wcześniej szlaku i nagrywać bardziej popowo?

Nie mam nic przeciwko muzyce popularnej, wręcz przeciwnie. Wiele inspiracji z „Ziemi obiecanych” pochodzi z muzyki popularnej i wiele ich też znajdzie się na nowym krążku. W gruncie rzeczy czym właściwie jest pop, jeśli nie ukazaniem szerokiego wachlarza możliwości i znaczeń? Problem w tym, że część artystów wykorzystuje muzykę jedynie jako narzędzie promocji siebie samych, przez co obraz muzyki jako takiej rozmywa się w oczach szerokiej publiczności. Nie mówię tu oczywiście o Grzegorzu czy Mietku Szcześniaku, bo ich akurat uwielbiam i bardzo cenię. Chodzi mi raczej o jednosezonowe gwiazdki, które powstają właściwie chyba tylko po to, aby zarobić szybkie pieniądze, gdzie muzyka jest tylko dodatkiem, wabikiem, a tekst – wypełniaczem językowym. Poezja śpiewana, tak jak muzyka popularna, pozostaje aktywna na wielu płaszczyznach – może uspokajać, konfundować, poruszać i oczyszczać. Nawet jeśli jest uznawana za sztukę niszową, nadal skupia wokół siebie wielu fanów. Dowodzą tego wszyscy wspaniali ludzie, których spotykam na koncertach, maile i wiadomości, które docierają do mnie za pośrednictwem Facebooka, czy innych mediów.

Kiedy zatem możemy spodziewać się nowego materiału?

Myślę, że płyta ukaże się wczesną wiosną. Zimę postanowiłem solidnie przespać tak, jak robią to niedźwiedzie w Tatrach. (śmiech)

Rozmawiał: Jan Broll