Joanna Kucharczyk wybrała najlepsze płyty 2013 roku!

Joanna Kucharczyk śpiewa jak wewnętrzny głos – nie zawsze słyszalny, ale zawsze obecny, i zawsze prawdziwy. Jej historie urzekają ciepłem i kruchością.

Artystka wciąga nas do tego świata z nieodpartym wdziękiem. W czystym powietrzu pobrzmiewają różne emocje: czasem radość i spokój, a czasem smutek minionego czasu. W dobie artystów, którzy prześcigają się w tym, żeby się wybić, Joanna nie zabiega o uwagę, ale jej muzyce oprzeć się nie sposób. Ponieważ jak tylko usłyszymy pierwsze nuty, zrozumiemy, że przemawia do nas naszym własnym głosem.

WYBRANE ALBUMY:

Gregory Porter “Liquid Spirit”

Płyty “Water” i “Be good” uwielbiam i znam praktycznie na pamięć. Z niecierpliwością czekałam na trzeci album Portera i… już od pierwszych taktów byłam kupiona. Jak mało kto operuje słowem, a jego głęboki, lekko chropowaty głos uspokaja i wzrusza. “Liquid Spirit” to wokalistyka jazzowa na najwyższym poziomie, a Gregory Porter jest absolutnym mistrzem w opowiadaniu historii.

John Hollenbeck “Songs I Like A Lot”

“Songs I Like A Lot” to wspaniałe aranżacje Hollenbeck’a, perfekcyjne wykonanie Frankfurt Radio Big Band i cudownie uzupełniające się głosy zaproszonych do projektu wokalistów – Kate McGarry i Theo Bleckmann’a. Piękne, przestrzenne orkiestracje i niekiedy zaskakujący dobór utworów. Na szczególną uwagę zasługuje prawie 15-minutowa wersja “The Moon’s A Harsh Mistress” – nominacja do tegorocznych nagród Grammy w kategorii Best Instrumental Arrangement Accompanying Vocalist mówi sama za siebie.

Kari “Wounds and Bruises”

Piękna, magiczna płyta, spójna i zarazem różnorodna. Przenosi gdzieś daleko i całkowicie wciąga. Podoba mi się sposób, w jaki Kari posługuje się głosem na tym albumie – intymne śpiewanie na granicy szeptu przeplata się z wokalizami niosącymi poczucie zupełnej wolności. Cieszę się, że tak konsekwentnie podąża swoją muzyczną drogą. Mój faworyt to “Eliah”.

Grzech Piotrowski World Orchestra “Live in Gdańsk”

Karkołomne przedsięwzięcie od strony organizacyjnej – ciężko w to uwierzyć, że Grzechowi Piotrowskiemu naprawdę udało się to wszystko zrealizować! Nagranie, w którym wzięli udział muzycy z najdalszych zakątków świata jest niezwykle przestrzenne, zachwyca różnorodnością i potęgą brzmienia. Ten album daje miłe poczucie, że tak naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Wspaniała muzyczna podróż, z której nie chce się wracać.